Opublikowano: 9 stycznia 2017 o 23:32

2 rzeczy których potrzebujesz, żeby zmienić swoje życie w 2017

gpnovprp0s8-saksham-gangwar

W tym roku jakoś wyjątkowo mało czytałam/słyszałam o postanowieniach noworocznych. A kurcze szkoda. Szkoda, bo to mądra sprawa jest, żeby sobie tak na początek roku powiedzieć coś o tym starym i wyobrazić sobie nowy.

Mój 2016 to była jedna wielka ZMIANA. Począwszy od tego, że w styczniu wróciłam do pracy po macierzyńskim z Dzieckiem nr 2, w czerwcu podjęłam się współpracy z Neuropsychologia.org i oddałam pierwszą wersję doktoratu, we wrześniu wyjechałam na tydzień na warsztaty ze świetnym zespołem, w listopadzie wystąpiłam na TEDxie (wciąż nie ma filmiku, sprawdzam jutuba pierdylion razy dziennie) i już od grudnia miałam zupełnie nową pracą (bo ten zespół co z nim pracowałam we wrześniu poszedł do swojego zarządu i tak mnie polecał, że aż zarząd mnie zatrudnił). I 6 grudnia przyjęli mój doktorat na Radzie Wydziału, więc jakieś 95% roboty za mną (7 lat to zajęło!).

Jakby mi ktoś rok temu powiedział jak to się wszystko potoczy, to bym go obśmiała. Jak norka.

I teraz nastąpi wywód o tym, jak wiele zawdzięczam mamie, tacie i kotu oraz jak strasznie bardzo codziennie wizualizuję sobie swoje cele, rysuję mapy marzeń i piję wodę z cytryną na czczo. Znamy się, nie? Ja nawet nie mam codziennej rutyny. A z wizualizacji jestem kiepska, bo za każdym razem jak chcę liczyć owce, to jakieś 5 normalnie skacze, potem szósta zwalnia, siódma na nią wpada, płot się przewraca, a ja zamiast spać rżę jak głupia, bo stos owiec to strasznie śmieszny widok. O czym to ja…? A. O zmianach.

Jeśli naprawdę, naprawdę, naprawdę chcesz zmienić coś w swoim życiu i chcesz, żeby ta zmiana była trwała. I – UWAGA – możesz mieć na to wpływ (kieruję to do wszystkich, którzy chcą żeby mąż był bardziej romantyczny, dzieci spokojniejsze, a szef normalny – to nie są zmiany w obszarze Waszego wpływu moje drogie), to jak budu dudu potrzebujesz dwóch rzeczy (i nie jest to mapa marzeń ani nawet cel – o zgrozo).

1. Musisz w końcu powiedzieć sobie, co jest dla Ciebie najważniejsze.
Dziewczyny. I to wcale nie chodzi o wybór: rodzina czy kariera. To chodzi o odpowiedź na pytanie takie głębiej: czego ja tak naprawdę chcę? Czy ja chcę rozwijać się zawodowo, na przykład mieć swoją firmę, dużo i ciężko pracować, mieć mniej czasu dla rodziny (i czuć się winną z tego powodu, tak tak, to się chyba inaczej nie da), czuć satysfakcję i/lub frustrację? A może chcę się rozwijać powoli, w obranym kierunku, bez jakiegoś dużego parcia, wieść spokojne życie, poukładane, bez większych wzlotów i upadków, bo one mnie po prostu cholernie męczą? A może chcę być matką i partnerką, chcę być w domu, chcę się poświęcić dzieciom, gotować im zdrowo, spędzać z nimi czas na różnych zajęciach? Tu naprawdę możesz sobie wybrać co chcesz i jak chcesz (biorąc pod uwagę okoliczności, jasna sprawa!) I jak już zaczynasz czuć, jaki kierunek chcesz obrać, to popatrz sobie jeszcze, co stracisz, jeśli go wybierzesz. Intensywny rozwój zawodowy, to poczucie winy związane z mniejszą ilością czasu dla rodziny. Bycie w domu, to z kolei poczucie wypalenia, przywiązania, braku czasu i przestrzeni dla siebie. Nie ma tak, że jakiś wybór ma tylko jasne strony.

[Jeszcze coś: jeśli akurat dziś nie możesz wybrać dokładnie tak, jak Ci serce dyktuje, bo dzieci małe, mąż pływa i nie da się rozwijać zawodowo, to wiesz co? I tak wybierz po swojemu. Jeśli nie możesz wrócić dziś do pracy, to na pewno możesz się nauczyć czegoś nowego, co Ci się w tej pracy przyda. Czasem rozgrzewka będzie dłuższa, ale to nie znaczy, że masz zrezygnować z tego co NAPRAWDĘ WAŻNE.]

Zanim przejdę dalej to powtórzę jeszcze raz: to w ogóle nie chodzi o to, żeby raz na zawsze zdecydować, wyryć w skale i potem już na zawsze ponosić konsekwencje. Nie. To jest kwestia obrania jakiegoś kierunku. Podjęcia decyzji na “tu i teraz”. Powiedzenia sobie że to mój wybór na kolejne pół roku, rok. A potem? A potem się zobaczy.

Cała ta operacja umysłowa wcale nie musi dotyczyć życia zawodowego. Można sobie powiedzieć np: że w tym roku chcę zadbać o swoje dobre samopoczucie. I iść cały rok w tym właśnie kierunku. Odkrywać, co sprawia mi przyjemność i właśnie tym się zajmować. Ale dopóki sobie nie ustalisz tak głęboko w środku, co tak naprawdę jest dla Ciebie ważne, to nie poleziesz za daleko. Nie wiem, jakie macie doświadczenia z miłością, ale ja mam tak, że był taki moment w moim związku, że wiedziałam, że mój facet, to “ten jedyny”. Widziałam wady, widziałam ryzyka, ale to nie zmieniało decyzji. I z dobrym kierunkiem w życiu jest właśnie tak: wiesz, że możesz sporo stracić, że trawa jest zielona także po drugiej stronie płotu, ale i tak chcesz tę swoją trawę. Bo ona jest twojsza. I już.

Ten kierunek przyda Ci się w dwóch momentach:
– kiedy już nie będziesz dała rady i będziesz miała ochotę wszystko rzucić,
– kiedy zobaczysz coś atrakcyjnego i już będziesz chciała polecieć w innym kierunku.

Jeśli dobrze odrobisz tę pracę domową i ustalisz sobie, co jest ważne dla Ciebie samej, tak głęboko w środku, to będzie Ci łatwiej utrzymać motywację i nie rozglądać się na boki. Powiesz sobie: “OK. Fajnie to wygląda, ale ja zdecydowałam. Następne pół roku idę tam i choć ten motylek strasznie ma ładne skrzydełka, to leci w totalnie przeciwnym kierunku, więc pójdę w swoim, pomimo, że widzę tam teraz tylko stonkę.”

I teraz przechodzimy do drugiej rzeczy, która jest niezbędna, żeby zmienić życie w 2017.

2. TROKI. Nie takie obok Wilna, tylko takie do trzymania dupy. No wiesz. Dupa w troki.
Ola Budzyńska, czyli Pani Swojego Czasu, napisała rewelacyjny post o tym, że motywacja jest przereklamowana i że jedyne czego potrzebujesz, to samodyscyplina. No i to niestety smutna prawda jest. Jak już masz ten swój kierunek, to musisz… zrobić pierwszy krok. A potem następny. I kolejny. Po drodze będzie Ci:
– nudno
– niedobrze
– dobrze
– zupełnie bez sensu
– wprost wspaniale
– samotnie
– za głośno
– za cicho
– dziwnie
– dokładnie tak, jak trzeba
Potem się zmęczysz, potem zmęczysz się jeszcze bardziej, potem zobaczysz że Twoja kumpela poszła zupełnie gdzie indziej i pomyślisz sobie, że może fajniej było pójść z nią, potem Twój mąż zapyta: “A po co Ty w ogóle tam leziesz?” A Ty wtedy powiesz: BO CHCĘ. I zawiążesz troki wokół dupy i pójdziesz dalej. Może będziesz szła szybko, może wolno, może czasem nawet postanowisz się poczołgać. Ale będziesz sobie iść. I będziesz miała poczucie spełnienia, samorealizacji, satysfakcji. Bo będziesz robiła to, co dla Ciebie ważne.

Jeśli się zmęczysz, znudzisz, znużysz i trudno Ci będzie znaleźć motywację, to jej NIE SZUKAJ. Po prostu zrób to co sobie zaplanowałaś nawet jeśli w danym momencie wydaje się to zupełnie bez sensu. Zaufaj sobie, zaufaj, że w momencie kiedy wybierałaś kierunek, wybrałaś mądrze, dobrze i zgodnie ze sobą. Więc teraz tam spokojnie leź i nie przejmuj się, że ślimaki Cię wyprzedzają. Na pewno coś brały albo są zmutowane. Nie musisz się codziennie czuć zmotywowana. Wystarczy, jak poczujesz motywację raz na jakiś czas. Najprawdopodobniej będzie to wtedy, jak zrealizujesz ciąg zadań, do których totalnie nie masz motywacji i się okaże, że one przynoszą efekty. A to siurpryza.

Nie oglądaj się za siebie, patrz pod nogi, patrz na kolejny krok, raz na jakiś czas spoglądaj w dal, żeby sprawdzić, czy daleko jeszcze. Do zobaczenia na szlaku!

No. Mam nadzieję, że Ci się podobało, że się trochę pośmiałaś i że masz w sobie odwagę, by zmieniać. Podziel się postem na fejsie, zrobisz mi ogromną przyjemność. Dziękuję!