Opublikowano: 17 stycznia 2016 o 17:38

21 sprawdzonych (przeze mnie) sposobów na codzienne oszczędzanie.

4337122047_1e601d5143_b

Jak wiecie, mam rozliczne zalety. Moje życie jest pasmem sukcesów, wspaniałości i nieustannego zachwytu (głównie mojego nade mną – rzecz jasna).

Spośród tych zalet, kilka się wyróżnia. Między innymi – zarządzanie finansami. Otóż moi mili – ja zawsze mam pieniądze. Niezależnie od tego, ile zarabiam (a wierzcie mi, mamy z mężem w swojej historii baaaardzo chude lata, baaaaardzo chude). Metodą prób i błędów posiadałam trudną sztukę zwijania i rozwijania swoich wydatków, czyli: zarabiam mniej – wydaję mniej, zarabiam więcej – wydaję więcej i UWAGA – oszczędzam.

I dziś, specjalnie dla Was, moje sposoby na to, żeby kasa była. Nie od strony zarabiania (bo tu sprawa jest jasna: trzeba szybko zarobić pierwszy milion, najlepiej w pracy, która jest Waszą pasją, bo inaczej się nie liczy, a potem trzeba ten milion mądrze zainwestować – to jakby ktoś potrzebował niezawodnej recepty). Dziś pokazuję Wam jak, kiedy i na co wydaję pieniądze.

Jakbyście mieli jakieś noworoczne postanowienia co do zarządzania swoim budżetem w sposób bardziej uporządkowany, to moje są jak znalazł. Ja to jednak jestem… Nie ma co….

Codzienne zakupy

1. Nie chodzę głodna po zakupy jedzeniowe. Bo zawsze wtedy nakupię głupot, najczęściej wysokoprzetworzonego gówna.

2. W 95% przypadków mam listę zakupów. Albo na kartce, albo w telefonie albo nawet w głowie. Wchodzę, kupuję, wychodzę. Jeśli nie wiem, co mam kupić, to kupię niepotrzebny badziew bazując na aktualnych potrzebach. Głównie – czekoladę. (robię listy chodząc do drogerii, do sklepów z ubraniami, do apteki… wszędzie kupuję z listą).

3. Zakupy robię prawie codziennie, wracając z pracy (albo z przedszkola :-)). Kupuję to, co potrzebne na dziś i ewentualnie jutro. Od dawna nie robię zakupów w hipermarketach (no dobra: dwa razy do roku, przed świętami). Od czasu, kiedy przestaliśmy kupować w hipermarkecie raz na tydzień, wydajemy na codzienne zakupy około 30% MNIEJ miesięcznie. Owszem, w naszej lodówce jest zazwyczaj światło i masło, ale bardzo rzadko cokolwiek wyrzucamy. Częściej się zdarzy, że nie mamy pieczywa albo wędliny, niż że wyrzucimy coś, co się zepsuło.

4. Planuję menu (no dobra, nie zawsze, ale coraz częściej). Sprawdzam przepisy w sieci albo w książkach, spisuję składniki, robię zakupy i od razu szukam przepisu, do którego mogę wykorzystać to, co mi zostanie.

5. Przed samą kasą jeszcze raz przeglądam koszyk. Często zdarza się tak, że chcę kupić “coś słodkiego” i okazuje się, że w koszyku mam prawie same słodycze. Podejmuję wtedy decyzję, na co mam ochotę, a resztę odkładam.

6. Nie kupuję wielu produktów z tej samej “rodziny”. Staram się mieć nie więcej niż dwa rodzaje kaszy, mąki, makaronu. Jeśli nakupię za dużo, to część się w końcu zepsuje.

Hungry?

Apteka

7. Idąc do lekarza mam w książeczce zdrowia dzieci listę leków, maści, syropów i kropli, które mamy w domu. Kiedy mi coś wypisuje pytam, na co to, a potem recytuję zawartość swojej apteczki. Nie raz i nie dwa okazało się, że to co mam, w zupełności wystarczy. I kilkadziesiąt PLNów w kieszeni. Aha. Leki przeglądam mniej więcej raz na kwartał i pozbywam się przeterminowanych. Żeby mi się potem nie wydawało, że mam, skoro nie mam.

8. Popularne leki kupuję w wersji “no name”. Oszczędzam nawet kilka złotych na opakowaniu. Pytam o tańsze odpowiedniki tego, co mi przepisują lekarze – zresztą, kupuję leki od lat w jednej aptece, już nie raz mi dobrze doradzili.

Ubrania – to mam najlepiej opanowane.

9. Kupuję wtedy, kiedy potrzebuję. Najczęściej staram się wywalić stare, zanim kupię nowe (dotyczy to szczególnie okryć wierzchnich i butów). Na ten przykład przedwczoraj kupiłam sobie piękny, zimowy płaszcz. Dziś do pojemnika PCK wyniosłam stary płaszcz. Nosiłam go 5 lat. Kiedy widzę, że coś mi potrzebne, dopisuję do listy w Evernote. A szafy przeglądam co najmniej raz na pół roku i odkładam rzeczy, których już nie noszę. Generalnie staram się myśleć o ubraniach w perspektywie “potrzeb”, a nie “zachcianek”.

10. Nie chodzę na zakupy w złym humorze. Bo kupuję wtedy rzeczy, które mi się nie podobają. I potem ich nie noszę.

11. Kupuję tylko na wyprzedażach. Nie pamiętam (naprawdę!) kiedy ostatni raz kupiłam sobie coś po regularnej cenie. Musiało być kilka lat temu.

12. Kupuję rzeczy, które pasują do tych, które mam. Więc jak zapisuję, że czegoś potrzebuję, to od razu piszę, w jakiej mniej więcej kolorystyce. Nie mam szafy w papuzich kolorach, ale mam duże możliwości łączenia tego, co w niej jest.

13. Nie kupuję z myślą “najwyżej zwrócę”. Mam fajniejsze rzeczy do roboty, niż łażenie po sklepach i zwracanie ciuchów. Więc jak już kupuję, to coś, co chcę kupić. I co będę nosić.

14. Nie kupuję ciuchów ani butów przez Internet. Mnogość wyboru mnie poraża, spędzam zdecydowanie za dużo czasu przeglądając strony, a poza tym nie mogę mieć gwarancji, że to, co kupię, będzie na mnie dobre. A nie chcę poświęcać czasu na zwroty.

15. Staram się nie ulegać panice (szczególnie w okresie wyprzedaży), na zasadzie: “jak dziś nie kupię, to pewnie już potem nie będzie”. Jest mnóstwo fajnych ciuchów, nie ma co się napinać.

Zarządzanie finansami – level master.

16. Praktycznie nie używam karty kredytowej. Mam ją tylko na nagłe wypadki (i nie — nie jest to nowa sukienka, ani nawet buty).

17. Do konta oszczędnościowego nie mam podłączonych żadnych kart płatniczych. Żeby wyjąć z niego pieniądze, muszę je najpierw przełożyć na ROR.

18. Wszystkie opłaty robię od razu, kiedy tylko przyjdzie główna część mojego wynagrodzenia. Zostawiam pewną kwotę na ROR (wiem, ile potrzebuję mniej więcej na bieżące wydatki), a cała reszta (w różnej kwocie – zależnie od miesiąca – czasem to dosłownie drobne), idzie na konto oszczędnościowe. Jeśli zarabiam coś jeszcze w dalszej części miesiąca – wszystko idzie do oszczędności. Kiedy zeruje mi się stan ROR – biorę trochę z oszczędności, ale nie lubię tego robić, więc pod koniec miesiąca zazwyczaj bardziej zaciskam pasa.

Za to, kiedy przychodzi czas na kupowanie ubrań (komukolwiek z rodziny) albo na wakacje albo na wyjście do lepszej knajpy – zawsze jest trochę grosza, które można na to przeznaczyć.

Holiday

A teraz mały trik:

20. Jako, że mam działalność, to kiedy dostaję jakiekolwiek wynagrodzenie, odliczam od niego podatek i wrzucam go na konto oszczędnościowe. Kiedy przychodzi mail od księgowej z wysokością podatku na dany miesiąc, zazwyczaj jest niższy, niż ten wyliczony przeze mnie (mam przecież koszty, nie?). Więc płacę podatek, a ta różnica zostaje w oszczędnościach. Fajnie to wymyśliłam, nie?

A teraz jedna rzecz, co to ma więcej wspólnego z psychologią, niż zarządzaniem finansami

21. Nie jestem przywiązana do przedmiotów. Nie kolekcjonuję niczego. Ani ciuchów, ani butów, ani torebek. Ani książek, ani kosmetyków, ani nawet chust do noszenia dzieci (jak zobaczyłam ceny na forach chustowych, to pomyślałam sobie, że to nieprzyzwoite). Chyba najwięcej wydaję na jedzenie: staram się, w miarę możliwości, kupować chociaż część rzeczy na ekomarketach (np: wędliny, których jemy naprawdę sporo) no i dużo jemy na mieście. I na to idzie całkiem spora kwota miesięcznie (ale, jeśli mamy chude miesiące, to nie jemy na mieście i od razu robi się taniej). Nie żałujemy sobie też na wyjazdy. No wiecie, sam wyjazd do moich rodziców pod Białystok, to jest tak ze 350 PLN na paliwo. No, ale ten podatek odkładam, nie? To możemy sobie do nich pojechać. Ze dwa razy do roku staramy się wyjechać dalej i na dłużej. Jak ostatnio chcieliśmy, to ja pojechałam do szpitala z Dzieckiem nr 2, a mój mąż spędzał urlop w domu z Dzieckiem nr 1.

No. O. I tak mam. W tym roku chciałabym dołożyć do tego oszczędzanie na emeryturę i wykupienie polisy na życie. I wtedy już będę miała poczucie jako takiego bezpieczeństwa.

A tu Wam podrzucam dwa blogi, które regularnie podglądam. Marcin Iwuć oraz Michał Szafrański przerabiają różne finansowe tematy, od najprostszych (w stylu: jak oszczędzać na lodówce?) po najtrudniejsze. Jak już na poważniej usiądę to kwestii emerytury, to na pewno najpierw zajrzę właśnie do nich.

No to jak? Czujecie się bardziej zmotywowane do oszczędzania? Bardzo Was zachęcam, żeby się swoim nawykom wydawania przyjrzeć, bo czasem okazuje się, że naprawdę drobne zmiany są potrzebne i już można sobie coś odłożyć. A nie wiem jak Wam, ale mi spędza sen z oczu świadomość, że nie mam grosza oszczędności (a bywały takie czasy).

No to tradycyjna procedura. Czytasz, stwierdzasz, że niegłupie, lajkujesz, a potem udostępniasz znajomym. Dziękuję!

photos by: &
  • Komentarze

    komentarzy

  • 2 odpowiedzi na “21 sprawdzonych (przeze mnie) sposobów na codzienne oszczędzanie.”

    1. Justyna pisze:

      Swietny poradnik! Dopiero niedawno weszlam w doroslosc i samodzielnosc i wciaz sie ucze jak nie wydawac tyle pieniedzy! Niestety nie moge oszczedzac robiac codzienne zakupy – pracuje na rozne zmiany i ciezko by mi bylo utrzymac te rutyne. Po pracy chce najczesciej wrocic prosto do domu do lozka ?

      • Marta pisze:

        No jasne! Też by mi siè nie chciało. To w takim układzie warto planować posiłki tak na 3 dni do przodu i szukać takich potraw żeby wykorzystac szczegolnie to co się szybko psuje

    Dodaj komentarz