Opublikowano: 4 marca 2014 o 13:30

5 sposobów na wieczne niezadowolenie z pracy (a może z siebie?)

niezadowolenie z pracy

Często z Tobą rozmawiam na różne tematy. Pracuję z Tobą, spotykam się z Tobą na uczelni, przyjaźnię się z Tobą od lat. Bywasz młodą matką, kobietą, która właśnie straciła pracę i usiłuje się ogarnąć w życiu, studentem/studentką, która nie wie co robić, ale chce robić coś wielkiego. Masz jedną bardzo wyraźną cechę (a może to przekonanie?) – to co robisz, chcesz robić absolutnie najlepiej. Ponadto chcesz mieć z tego dobre pieniądze, dobrą zabawę i wiele osobistego rozwoju.

Powiedzieć Ci coś?  TO SE NE DA.

Kiedy rozmawiam z różnymi kobietami (jakoś u facetów tego nie widzę, ale to pewnie ze względu na ich mniejszą obecność w moim życiu towarzyskim) zauważam, jak często mamy durnowate wymagania wobec swojej przyszłej/obecnej pracy. Dlaczego durnowate? Bo nas ograniczają, wysysają z nas energię i satysfakcję z życia. W tych momentach, w których się im poddajemy – mamy poczucie, że nie jesteśmy nic warte i nic nam się w życiu nie udało.

Muszę być najlepsza w tym co robię

Serio? Serio, serio? A jak nie będziesz? To co się stanie? Ktoś Cię prześcignie? I co? Dokąd dobiegnie?

Pewnie, że warto być dobrym w tym co się robi. Dążenie do najlepszości może za to spowodować, że będziesz wciąż gonić króliczka. Z językiem wywieszonym na brodę, z podkasaną kiecką żeby wygodniej było biec, a  jednak bez możliwości osiągnięcia celu. Przecież to pierwsze miejsce jest dosłownie na sekundę. Zaraz się okaże, że ktoś jest jednak lepszy. No to Ty znów kieckę w górę i hajda w pościg?!

Wiesz co? W psychologii rozwojowej jest koncepcja “wystarczająco dobrej matki”. Okazuje się,  że dla właściwego i harmonijnego rozwoju dziecka nie jest potrzebna najlepsza matka, tylko “wystarczająco dobra”. Taka jakich miliony na całym świecie.  Wiem, że “kto nie idzie do przodu, ten się cofa”, ale między “iściem do przodu”, a szaleńczym biegiem po niewiadomo co jest – moim zdaniem – kolosalna różnica.

 To co robię musi być unikalne, jedyne, wyróżniające się

To inna wersja wyścigu po “najlepszość”. Jedna z moich koleżanek powiedziała ostatnio, że chciałaby wyrobić sobie własną markę. Dziewczyna chce być trenerem szeroko pojętych umiejętności społecznych. Umówmy się, że nie jest to odkrywanie kosmosu i w Polsce są setki ludzi (albo i tysiące), którzy z powodzeniem ten zawód wykonują. Wyróżnienie się na tym tle może być co najmniej trudne. Popatrzcie do czego może nas doprowadzić takie myślenie: “skoro chcę być unikalny i jedyny, to najlepiej z nikim nie współpracować. On zaraz zobaczy co ja chcę zrobić i ukradnie mój pomysł.”  I kiszka gotowa.  Utkniemy może i z dobrym pomysłem, ale kompletnie bez możliwości realizacji. A przecież ludzkość wynalazła już tyle ciekawych rzeczy, że z powodzeniem można je robić. Pewnie, że warto dodać coś od siebie, ale żeby zaraz jedynym być….

 Muszę zarabiać takie pieniądze, żeby dało się z tego wygodnie żyć

Żeby nie było: ja też lubię zarabiać więcej niż najniższa krajowa. I kocham wygodnie żyć. Chcę Ci tylko pokazać, że jak chcesz być najlepsza, unikalna i jeszcze dobrze zarabiać, to – szczególnie na początku – te cele się nieco znoszą. W biznesie (szeroko pojętym) znamy takie słowo jak “inwestycja”. Przez jakiś czas musisz włożyć, żeby potem wziąć (jak Bóg da – to nawet więcej niż włożyłaś). Ale nie da się ominąć etapu inwestowania. Jeśli właśnie teraz zależy Ci przede wszystkim na wygodnym życiu (ja akurat jestem na takim etapie) – to rób to co umiesz, nawet jeśli jesteś jedną z tysięcy takich samych osób w kraju, a milionów na świecie.

Uwaga: jeśli masz radosny pomysł, żeby być najlepszym i unikalnym i zarabiać dużo kasy możesz też zacząć pracować 24 godziny na dobę. W wolnej chwili podziel swoje dzienne zarobki przez 24 i sprawdź, czy przypadkiem sprzątaczka w urzędzie pracy nie zarabia więcej za godzinę. Taka luźna sugestia tylko…

 Praca ma dawać mi przyjemność

No, to dopiero pomysł jest. Znaczy wiesz – nie uważam, że powinnaś wzorem Wertera łzy ronić i szaty rozrywać (to ostatnie to nie Werter chyba, on się bał o swoją żółtą kamizelkę). Myślę sobie tylko, że pewnie wiele jest dni w roku, kiedy Ci się rzygać chce na myśl o pójściu do pracy. Wiesz co? To znaczy, że zdrowa na umyśle jesteś. Zrób sobie mały psychotest: Czy praca kosztuje Cię dużo stresu? Czy daje Ci pieniądze, które Ci odpowiadają? Jeśli na pierwsze pytanie odpowiadasz nie, a na drugie tak – spokojnie możesz tam popracować jeszcze trochę.

I jeszcze jedno: powtarzalne zadania nie są poniżej Twoich kwalifikacji. Czasem po prostu trzeba zrobić coś nudnego. To resetuje mózg i pozwala mu znów wejść na wysokie obroty. Pamiętaj o tym następnym razem jak będziesz musiała wpisać do komputera dane z jakiejś ankiety.

 Praca powinna być dla mnie rozwojowa

Rozwijać to można dywan w pokoju. Tyle mam do powiedzenia. Praca jest od tego żeby pieniądze zarabiać. Ale od rozwoju to już jesteś Ty sama. Możesz się czegoś w pracy nauczyć, ale to Ty zdecydujesz, czy to Cię poprowadzi do rozwoju czy nie. Jak dla mnie rozwój jest wtedy, kiedy człowiek staje się lepszy. Rozwój jest na przykład wtedy kiedy przestajesz drzeć się na swojego faceta, a potrafisz z nim normalnie porozmawiać w trudnej sytuacji. Rozwój jest też wtedy, kiedy nie pozwalasz się krzywdzić i odcinasz się od osób, które to robią (to obejmuje także zmianę pracy). No dobra – praca czasem też rozwija. Robisz coraz bardziej złożone rzeczy, uczysz się, jesteś coraz bardziej samodzielna, kreatywna. To też jest rozwój. Niech będzie. Ale nie ulegaj iluzji, że każde zadanie w pracy będzie rozwojowe. Duża część będzie powtarzalna, nudna, nieciekawa. Praca jest od tego, żeby pieniądze zarabiać (mówiłam to już?). Cała reszta to bonus. To, że Tobie się akurat nie trafił nie znaczy, że jesteś do niczego.

 Wiesz czemu Ci to wszystko piszę?

Bo kiedy patrzę jak się smucisz i dołujesz, że nie możesz znaleźć swojego miejsca, kiedy czytam, że nie wiesz, co masz robić po studiach, że nie widzisz dla siebie zajęcia to myślę, że masz po prostu za wysokie oczekiwania. Albo inaczej: po prostu chcesz wszystkiego na raz. I ulegasz złudzeniu, że innym udało się to osiągnąć, tylko Ty jakaś lewa jesteś.

Nie warto tyle chcieć. Stawianie sobie nierealistycznych celów powoduje, że cały czas jesteś sfrustrowana, a co więcej –  masz przekonanie, że to wszystko Twoja wina. Że to Ty masz za małą motywację, za mało się rozwijasz, chcesz za dużo zarabiać, jesteś matką i musisz godzić życie rodzinne z zawodowym, jesteś za stara/za młoda….

Praca jest od zarabiania pieniędzy. Całą resztę można zorganizować sobie na różne inne sposoby.

Jeśli znalazłaś w tym artykule jakąś myśl, którą uważasz za ważną – nie wahaj się, podziel się nim z innymi. Dziękuję!