Opublikowano: 21 lutego 2013 o 07:30

9 sposobów na uniknięcie efektu “ostatniej chwili”.

by hisks

Za każdym razem, kiedy robię coś na ostatnią chwilę, obiecuję sobie, że już nigdy więcej. Lubię planować i mieć kontrolę, więc kiedy muszę zrobić coś na “cito” i nie mam odpowiednio dużo czasu, żeby mieć pewność, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik – dostaję piany. Taka sytuacja ma miejsce najczęściej wtedy, kiedy dopadła mnie prokrastynacja i po prostu odkładałam zadanie w nieskończoność.

Do wszystkich, którzy ze zrozumieniem pokiwali teraz głowami:

1. dzięki za wsparcie!

2. to się da zmienić!

Czytajcie dalej, a dowiecie się, jakie są sposoby na wyrobienie się w czasie, bez zarywania nocy i języka na brodzie.

Planowanie:

  • Zaplanuj jak będziesz pracować nad zadaniem. np: raz w tygodniu cały dzień, albo: siadam nad tym codziennie na godzinę
  • Podziel zadanie na małe części, które np: da się zrobić w godzinę (wszystko zależy od tego, ile czasu dziennie/tygodniowo możesz poświęcić). Do każdej z tych części przypisz efekt np: “przeczytam jeden artykuł z bloga zapasczasu.pl”. Po co efekt? Żeby na pewno wiedzieć, że się zrealizowało plan na dany dzień. Jeśli napiszemy sobie: “poczytam zapasczasu.pl”, to nie będziemy wiedzieli, czy poczytaliśmy wystarczająco dużo, czy nie. 
  • Zrób harmonogram – tzn. zaplanuj z kalendarzem, co i kiedy powinno zostać zrobione. Ja lubię planować “wstecznie”.  Jeśli mam jakiś deadline, to planując, cofam się w czasie. Post ma być na czwartek rano, co znaczy,  że tekst musi być we środę wieczorem. Plan posta ma być najpóźniej we środę rano. Poniedziałek i wtorek mam na zbieranie informacji i myślenie o tym, co chcę napisać.  Wolę planować w ten sposób, bo wtedy wyrabiam się tuż przed datą graniczną, a tak lubię najbardziej. Jeśli jestem gotowa dużo wcześniej, to zazwyczaj do ostatniej chwili grzebię, poprawiam i nie umiem się wyluzować, więc po prostu później zaczynam.

Zaplanowaliśmy się pięknie. Ale to jeszcze wcale nie znaczy, że się nam uda. To tak jak z tą macierzą Eisenhowera – od wytycznych do realizacji jeszcze długa droga.

Realizacja:

  • Określ porę dnia, w której jesteś najbardziej produktywny (jeśli zadanie jest związane z Twoją pracą, weź pod uwagę tylko godziny, w których pracujesz). Dla wielu osób jest to poranek – czasem nawet bardzo wczesny. Może to być popołudnie, kiedy przetoczy się już fala maili, telefonów i spotkań. A może późny wieczór? Wszystko zależy od trybu, w jakim funkcjonujesz. Ważne, żeby ustalić stałą porę dnia/tygodnia.
  • Zarezerwuj sobie czas w kalendarzu. Jeśli zaplanowałeś, że będziesz pracował nad tym we wtorek, to nie umawiaj się wtedy ze znajomymi, nie planuj jeszcze wizyty w banku i u lekarza. Bądź konsekwentny – cały wtorek siedzisz i pracujesz (w przypadku całego dnia warto pomyśleć o higienie pracy. Polecam pomodoro.)
  • Znajdź dobre miejsce do pracy. Może pusta sala konferencyjna w biurze, twoje biurko w domu, a może biblioteka, kawiarnia… ma być wygodnie i nierozpraszająco.
  • Zanim usiądziesz do pracy – wyeliminuj dystraktory. Wyłącz dzwonek w telefonie. Najlepiej go w ogóle odłóż sprzed oczu. Może warto odłączyć sieć w komputerze? Ja wyłączam wifi jak chcę coś napisać – inaczej wciąga mnie facebook albo inne licho.
  • Ustal jakiś rytuał, którym będziesz zaczynać. Ostatnio wróciłam do swojego przyzwyczajenia z liceum i zanim siadam wieczorem do komputera, to robię sobie kubek czarnej herbaty. Mój mózg jest na to ewidentnie warunkowany – już po pierwszym łyku przestaje mi się chcieć spać i przychodzi takie zadaniowe nastawienie. Rytuały mogą być różne: konkretna muzyka, kilka chwil spędzonych w absolutnej ciszy, zjedzenie jabłka. Najważniejsze, żeby powtarzać tą czynność zanim zasiądziemy do pracy – na zasadzie “psa Pawłowa” nasz mózg zacznie się przestawiać na większą koncentrację.
  • Zapanuj nad natłokiem myśli. Często zdarza się, że podczas pracy nad jedną rzeczą wpadamy na genialny pomysł dotyczący czegoś zupełnie innego, albo przypomina się nam coś ważnego. I bardzo dobrze! Tylko niech ten nasz pomysł nie odciągnie nas od obecnie wykonywanego zadania. Połóż gdzieś w zasięgu ręki kartkę papieru i długopis. Zapisuj wszystko, co przyjdzie ci do głowy podczas pracy. Nie myśl o tym – tylko zapisz. Nic wartościowego w ten sposób nie ucieknie, a jednocześnie nie będziesz musiał powtarzać w myślach: “kwiaty mamie na jutro, kwiaty mamie na jutro, kwiaty mamie na jutro” w obawie, że znów zapomnisz.

Moje sposoby są własnie takie. Jeśli macie jakieś swoje, skuteczne sposoby na radzenie sobie z deadlinami – podzielcie się w komentarzach.

Tak tak. To jest próba zaangażowania Was w dyskusję :-)