Opublikowano: 18 lutego 2014 o 12:55

Aplikacja, która DZIAŁA (vol.1) – Any.do

Odkąd mam smartfona – a będzie już bite 3 lata – właściwie się z nim nie rozstaję (dźwięk pełen grozy…tadadadam…). Nie rozstaję się też ze swoim kalendarzem książkowym (pomruk aprobaty). Jak już się nagrałam w gry i nasiedziałam na telefonofejsie, zaczęłam odkrywać inne korzyści z posiadania cudu koreańskiej techniki. Długo szukałam aplikacji, które pomogłyby mi w planowaniu. Znalazłam w końcu te idealne.  Wiedziona przeczuciem, że też chcecie mieć takie – wielkodusznie się z Wami dzielę.

Any.do narzędzie prosto z nieba! Udało mi się wyeliminować stosy papierowych list zadań zalegających na moim biurku (część zeżarło mi dziecko  – fakt). Skończyło się też niekończące przepisywanie z listy na listę (bo tamta jest pokreślona i już brzydko wygląda). Nadeszła era cyfrowa (fanfary). Jestem przekonana, że ta aplikacja ma pierdylion funkcji, z których nie korzystam, oraz drugie tyle, o których nie wiem. Robię w niej rzeczy tylko absolutnie podstawowe:

Wpisuję zadania nadając im jeden z 4 dostępnych terminów realizacji: dziś, jutro, nadchodzące (w ciągu 7 dni) i kiedyś. Ta ostatnia kategoria jest szczególnie przydatna. Można w nią wpisywać i wpisywać.  Służy mi do zapisywania wszystkiego, co chciałabym kiedyś zrobić. Już od kilku miesiący zapisuję tam tytuły postów, które przychodzą mi znienacka do głowy, projekty, które chciałabym zrobić w nieokreślonej przyszłości, potrawy, które chciałabym kiedyś ugotować. Czemu to robię? Bo jak sobie potem 10 razy przeczytam, że chcę napisać post o aplikacjach na smartfona – to w końcu siadam i piszę.

any do 1

Planuję dzień. Codziennie jadąc do pracy wpisuję na listę wszystko, co chciałabym zrobić i klikam niewinne “planuj dzień” . W tym samym momencie any.do zmusza mnie do tego, żebym określiła, czy to w ogóle jest realne. Każde zadanie “na dziś” pojawia mi się przed oczami i mam zdecydować, czy to rzeczywiście dziś, czy jutro, czy w ciągu 7 dni, czy może po prostu kiedyś. Bardzo mi się to przydaje. Zmusza do weryfikacji planów i realnego określania co się da, a czego nie. Poza tym powoduje, że na listę na dany dzień trafia tyle, ile potencjalnie da się zrobić. Pozostałe rzeczy można odłożyć, ale one nigdzie sobie nie idą, tylko wciąż są przed oczami. I kłują w zadek (jednocześnie będąc przed oczami, bo te zadania takie sprytne są).

any do 2

NAJWAŻNIEJSZE: widget przypięty do ekranu głównego sprawia, że czytam moją listę niezliczoną ilość razy dziennie. (Czy ja już mówiłam, że nie rozstaję się ze smartfonem?). Nawet żaba by skumała, że jak jest napisane: “zrób analizę 20 wywiadów”, to trzeba zrobić analizę 20 wywiadów. A jak czytam to kilkanaście razy na dzień, to nawet ja – mistrz prokrastynacji – zaczynam coś robić.

Wiadomo, że nie da się korzystać z aplikacji, jak ktoś nawet listy “to do’s” nie potrafi porządnie zrobić. Więc zanim sobie zainstalujesz, to zajrzyj do posta o tworzeniu list.