Opublikowano: 26 października 2014 o 22:41

Aplikacje “must have” – czyli co uratowało mi życie (czyt: dane) i zapewnia spokój serca.

komputer tablet

Już Wam pewnie mówiłam, że był padł mi komputer. W połowie września jakoś, jak już byłam po urlopie, zwarta i gotowa do przystąpienia do prac intelektualnych wszelakich. A ten wziął i padł. Cham jeden.

Kupiłam sobie nowy. Nazwałam go Czesio. A Czesław okazał się zepsuty od początku samego. Nie działał mu był klawisz od touchpada. Dwa tygodnie przerwy. Wizyty w sklepach i serwisach. Tłumaczenie miłym Panom: “Tak. Sprawdziłam ustawienia touchpada. Ten przycisk nie działa niezależnie od ustawień” (to w sklepie). A w serwisie: “Tak. Rozumiem, co to dysk zewnętrzny. Możecie mi Panowie na niego zgrać dane. Tak. Umiem skonfigurować system.” Teraz mam dwa komputery. Jeden duży, zupełnie sprawny i bezimienny (nazwę go jak sobie zasłuży, ale Czesław będzie dla mnie już zawsze spalony, może nazwę go Chandler albo Joey), drugi mały, z potłuczoną obudową, wytartą klawiaturą, ale taki swojski… wiele razem żeśmy przeszły (tak. przeszły).

Ponad tydzień zajęło mi doprowadzenie do takiego stanu, że obie maszyny nadają się do użytku i nie muszę się zastanawiać: “gdzie u diabła mam ten plik?” Przy tej okazji wyszło na jaw, jak bardzo jestem ucyfrowiona. Prawie jak Polsat normalnie. Te narzędzia, których używam, okazały się naprawdę niezawodne jako “magazyny” informacji wszelakich. Więc dziś dzielę się z Wami swoim szczęściem opisując i te “magazyny” i inne przydatne e-cudeńka.

Evernote
Program do robienia notatek. Tylko tyle? Jest w chmurze, ma wersję na komórkę, na PC i jest dostępny przez stronę. Jak sobie jadę kolejką i podpatrzę u kogoś książkę albo (jak ostatnio) dojrzę metkę na super płaszczu, to mogę sobie to od razu wklepać. Mam to ustawione jako jeden z widgetów, żeby nie musieć wchodzić do aplikacji. Jest sobie na głównym ekranie i już. Wśród rozlicznych notatek dotyczących postów na bloga mam tam też: nazwy potraw, które chcę ugotować, książki do przeczytania, filmy do obejrzenia, muzykę do posłuchania (znaczy nie pliki, tylko tytuły czy wykonawców), pomysły na prezenty dla rodziny itd. Tym samym nie muszę przechowywać w pamięci roboczej tego wszystkiego, co mi ludzie polecili albo co znalazłam w sieci. Bardzo wygodne. No i chmura powoduje, że nie jest się zależnym od zalanego komputera czy zepsutego telefonu. Bardzo wygodne.

Dropbox
Tegoż nikomu przedstawiać nie trzeba. Po prostu chmura do przechowywania danych. Dostępna w aplikacji i w wersji na PC i online, więc zewsząd można się dostać. Bardzo wygodne. Jak już padły mi wszystkie komputery, a musiałam napisać sprawozdanie ze studiów, to mogłam się dostać przez komputer w pracy lub przez mężowy. A jak dostałam nowy komputer, to Dropbox był drugą rzeczą, którą zainstalowałam (pierwszą był program antywirusowy :-)).

Te dwa magazyny informacji, plus Any Do (pisałam o nim tutaj) pozwalają mi zarządzać czasem, sobą w czasie, czy czym tam się teraz zarządza. Sprawiają, że nie zapominam, korzystam ze swoich pomysłów (bo nie zapominam), a jak mi walnie komputer, to nie wydaję kasy na odzyskiwanie danych.

Teraz czas na przyjemniejsze tematy: prokrastynacja. Ha ha. Dawno o tym nie było, nie?

Momentum
Wtyczka do przeglądarki chrome. Powoduje, że kiedy otwierasz nową kartę w przeglądarce, pojawia się ładny krajobraz z motywującym cytatem w języku language i prostym pytaniem: “Marta, what is your main focus for today?”. I na to pytanie raz dziennie trzeba mu wpisać odpowiedź. Jeśli to zrobimy, to potem przy każdym otwarciu nowej karty, kiedy palce zupełnie naturalnie wpisują pierwszą literę słowa na “f” – wyskakuje Ci cytat motywacyjny, gustowny landszafcik i informacja nie dająca się zignorować: “Today: wpis na bloga”. Tym samym słowo na “f” musi po prostu zaczekać, bo ten “post na bloga” kłuje w oczy, wpycha się do mózgu i już niestety trzeba pracować (bo nagle przechodzimy od nawyku do DECYZJI – pisałam o tym tutaj).

Focus@will
Jak już udało się Wam za sprawą momentum nie otworzyć strony na “f” to jeszcze coś trzeba zrobić, żeby ten “post na bloga” się pisał. Nie wiem jak Wy, ale ja mam spore problemy z utrzymaniem koncentracji na jednym zadaniu. Zazwyczaj wykonuję ich wiele na raz i nic tak naprawdę nie robię do końca. A już kiedy trzeba coś: pisać, czytać, analizować… to ból mózgu jest nie do zniesienia. Pomaga mi muzyka, ale nie każda… Nie może być za skomplikowana (Panufnik odpada), nie może być za skoczna (bye bye Beyonce), nie może być ulubiona ze słowami (Anno Mario Jopek – dlatego tak rzadko Cię słucham), może być ulubiona melodia (soundtrack do Amelii) – choć to nudne. Najlepiej, jak jest jakaś taka “nienwazyjna”. Focus@will ma właśnie wybór różnych ścieżek np: Focus Spa :-). W wersji darmowej jest niewiele opcji, ale to co jest – mi wystarcza. Choć przyznam szczerze, że regularnie zastanawiam się, czy nie wykupić abonamentu. Bo mi pomaga. I jest w wersji na komórkę, na PC i online. Bardzo wygodne.

LogicPic
A jak już nie dam rady: pisać, czytać, analizować, to lubię sobie odświeżyć mózg. I wtedy gram w gry na komórce. Ostatnio triumfy święci właśnie LogicPic, bo super rozgrzewa mózg, dobrze działa na koncentrację i podnosi mi ciśnienie. A to się przydaje zwłaszcza w trakcie zajęć żmudnych, trudnych i nudnych. Poleciła mi ją dziewczyna brata – studentka medycyny. Ona to dopiero ma żmudno, trudno i nudno. To ustrojstwo jest niestety tylko na urządzenia mobilne. Wielkość pól w niektórych obrazkach sprawia, że chciałabym, żeby mi Mikołaj przyniósł tablet. I zainstalował na nim tylko to, co opisałam powyżej, bo inaczej umrę z prokrastynacji.

Drużyno! Do ułatwiania życia przystąp! Raz (facebook na chwilę) dwa. Raz (facebook na chwilę) dwa.