Opublikowano: 27 maja 2014 o 12:31

Cała prawda o pracy z domu

praca z domu

Jak tylko zaczyna się dyskusja o równouprawnieniu, to pojawia się temat macierzyństwa. Jak pojawia się kwestia macierzyństwa, to pojawia się kwestie telepracy, elastycznego czasu pracy i w ogóle “z domu”, jako remedium na problemy matek małych dzieci. W ogóle praca z domu to taki przedmiot pożądania w różnych zawodach. Ci, którzy siedzą w biurach, fabrykach, sklepach, marzą o tym, żeby z domu pracować. Czy naprawdę jest czego zazdrościć? Czy praca z domu jest w ogóle efektywna?

Muszę się przyznać, że uczucia mam mieszane. Z jednej strony lubię pracę z domu, z drugiej – mam poczucie, że nie jestem na tyle efektywna, na ile mogłabym być. Przeprowadziłam konsultacje społeczne z moimi koleżankami, które też pracują z domu. I wypracowałyśmy sobie listę “dobrych praktyk”. ”

Ten początek postu napisałam kilka miesięcy temu, kiedy jeszcze nie wiedziałam o czym piszę. A potem się dowiedziałam. I zmieniłam zdanie.

Otóż w ubiegłą środę pracowałam z domu. Młody plątał się nieco znudzony i zdecydowanie zmęczony panującym upałem, a ja ogarniałam. Na mailu toczyłam zagorzałą dyskusję o kształcie jednego z naszych projektów, na telefonie omawiałam inne “bieżące” sprawy. Jeszcze jakieś raporty, jeszcze coś, jeszcze coś. Pierwsze 15 minut Młody oglądał telewizję, ale potem przestało się robić śmiesznie: “Mama końcy! Mama końcyła!”, “Buba siedzi za mamą” – po czym zrąbał się z krzesła i nabił sobie guza. Poprzytulałam, podmuchałam, ale musiałam znów usiąść do komputera. Nie podobało się to mojemu synkowi. I mi szczerze powiedziawszy też nie.

I jakoś tak z okazji Dnia Matki pomyślałam sobie, że tym, co mówią “praca z domu rozwiązaniem dla matki małych dzieci” to trzeba chyba zafundować taką dwugodzinną “próbkę” owej pracy. Zobaczymy, jak się odnajdą.

Dziecko samo się sobą nie zajmie i nie ma co od niego oczekiwać, że to zrobi. Nawet nie dlatego, że jest małe i nie potrafi. Głównie dlatego, że ono od nas oczekuje, że z nim będziemy. Nie musimy mu nic wymyślać, możemy siedzieć obok na dywanie. Byleby mu towarzyszyć. Jeśli ktoś nie rozumie jak to działa, polecam przypomnieć sobie sytuację, w której przytulałaś się do swego ślubnego/nieślubnego a on zapamiętale oglądał porażająco nudny mecz/film sensacyjny/komedię/dramat, z roztargnieniem głaskał Cię po plecach (jakby mu podsunąć pluszową pandę – nie zauważyłby różnicy) i wyciągał rękę po chipsa. Przyjemnie, nie? I to się nazywało “spędzamy wieczór razem”. Razem srazem.

Nawet dziecko rozumie (i to dużo wcześniej, niż potrafi to wyrazić), że siedzenie przed kompem w tym samym pokoju, to nie “towarzyszenie”. A że jest ono (dziecko) zazwyczaj istotą nieskażoną jeszcze konwenansami, to się o swoje dopomina.

Dopomina, dopomina. Mamina frustracja rośnie. Z jednej strony myślę sobie: “noż Mikrobie Ty jeden, toż zaraz skończę, ucichnij jeszcze na chwilkę. Naści chrupkę”, a z drugiej toczy mnie robak poczucia winy, bo gdzieś mi kołacze, że ten czas mieliśmy spędzić razem. Razem srazem.

I to nie prawda, że jak się pracodawca zgodzi na elastyczny czas pracy i pracę z domu, to się sytuacja rozwiąże. Nic się nie rozwiąże. Dalej nie będzie miejsca w żłobku/przedszkolu, dalej nie będzie kasy na nianię. Ktoś się dzieckiem musi zająć, jeśli mama ma pracować. Z domu, czy nie z domu.

Więc wczoraj będąc w biurze przedłużyłam wszystkie możliwe deadliny o tydzień, bo w tym tygodniu jeszcze chcę być razem z Młodym. Razem razem.

  • Komentarze

    komentarzy

  • Jedna odpowiedź do “Cała prawda o pracy z domu”

    1. Rae pisze:

      A ja pracuję z domu od ponad 3 lat.
      Chwalić sobie chwalę, nie wyobrażam sobie inaczej, ale tez nie mam wyjścia, żeby inaczej. Tyle, że z utęsknieniem czekam na czasy, aż w końcu będę mogła popracować w domu w DZIEŃ. W skupieniu, przez przerw, chociaż półgodziny jednorazowo. Bo pracuję w domu, po nocach.

    Dodaj komentarz