Opublikowano: 15 stycznia 2013 o 21:46

Co ludzie powiedzą?

8BarPreview6

Jak zaczynałam myśleć o tym blogu, to wydawało mi się, że będę się przede wszystkim dzielić wiedzą. Tą którą mam. Tą, którą w międzyczasie zdobędę. Tą, którą mają inni. Ale na szczęście gdzieś po drodze uświadomiłam sobie, że to, co tak naprawdę przemawia, interesuje, inspiruje – to ludzkie doświadczenie, a nie “czysta” wiedza. Tym przydługim wstępem chcę powiedzieć, że dziś będzie dość osobiście.

Są w moim życiu rzeczy, które od dawna chcę zrobić, tylko jakoś mi nie wychodzi np. napisać artykuł naukowy albo poprowadzić warsztaty z komunikacji w związku (do niedawna ten blog też był na rzeczonej liście). Problemem nie jest ani brak czasu ani brak motywacji. To bardziej złożona sprawa – tak zwany “lęk przed oceną”.

Wiecie jak to jest? Zanim zabiorę się do robienia czegoś, to zastanawiam się: “co powie na to XYZ?”. W zależności od tego, do czego się zabieram, w miejsce XYZ wstaw: rodzice, teściowie, szef, przyjaciele. To pewnie świadczy o tym, że ci ludzie są dla mnie jakoś ważni – liczę się z ich zdaniem. Niestety wielokrotnie złapałam się na tym, że to nastawienie blokuje mnie przed działaniem.

Nie mogę usiąść do tego artykułu naukowego – wciąż mam poczucie, że nie mam nic sensownego do powiedzenia i na pewno ten artykuł odrzucą, bo moje badania nie są ani interesujące ani odkrywcze (tzn. dla mnie są, ale wydaje mi się, że dla “naukowych decydentów” już nie). Nie piszę programu warsztatów, nie ogłaszam ich, bo myślę sobie, że uczestnicy sobie pomyślą, że jestem za mało doświadczona, żeby o czymś takim mówić albo to co im powiem wyda się im banalne, mało przydatne.

Zaczęło mnie to już wkurzać. Jestem dorosła, samodzielna, a mimo to oglądam się wokoło i zastanawiam: “a jeśli im się nie spodoba?”. Ja po prostu nie umiem znieść nawet samej myśli, że ktoś miałby mnie za cokolwiek skrytykować. Boję się tego. Po prostu.

W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że dostarczam sobie sporo zupełnie niepotrzebnego stresu i blokuję pewne ważne dla mnie przedsięwzięcia.  Czym innym jest trema, lęk przed egzaminem czy rozmową kwalifikacyjną (jeśli jest nie za duży, to działa mobilizująco, poza tym – to jest RZECZYWISTA sytuacja oceny), a czym innym strach przed napisaniem czegoś.  Sam moment, kiedy zdałam sobie sprawę, co mnie tak naprawdę blokuje był już dość oczyszczający, bo przynajmniej przestałam sobie mydlić oczy. Zorientowałam się, że przyczyna leży w moim nastawieniu a nie w “braku doświadczenia”, “nieciekawych badaniach” itd..

Zaprowadziłam następujący eksperyment – operację umysłową. Zdecydowałam się podzielić w głowie krytykę na:

– konstruktywną: udzielana przez ważne dla mnie osoby i/lub te, które uważam za autorytet w jakimś względzie.  Do takich osób zaliczają się: mój mąż, moi rodzice, najbliżsi przyjaciele, moja szefowa, moja promotorka i jeszcze kilka innych. Jeśli mnie krytykują, poświęcam czas na analizę tego, co powiedzieli i decyduję:  biorę do siebie, czy nie? Zmieniam coś, czy nie? Jeszcze nie tak dawno części z tej krytyki bym się w ogóle nie poddała ze strachu, a część na dłużej zablokowałaby moje działanie. Teraz powtarzam sobie jak mantrę: “każdy ma prawo do własnego zdania” i nie przyjmuję niczego jak wyroczni.

– bezsensowną: udzielaną przez osoby, których nie są dla mnie autorytetem w danej materii, bądź też dotyczącą spraw dla mnie fundamentalnych, co do których jestem absolutnie przekonana. Nad tą się nie zatrzymuję i nie zastanawiam. Zakładam, że ja wiem lepiej i tyle. I uwaga: mam do tego prawo.

I wiecie co? Teraz udaje mi się (czasem) być nawet wdzięczną za jakąś sensowną krytykę. Bo rzeczywiście wprowadza do mojego działania coś ciekawego, nowego, lepszego. A tą drugą się po prostu nie przejmuje. Efekt: ani jedna ani druga mnie nie stresują.

Uff… trochę bolało. Ale to ciekawe doświadczenie tak się “uzewnętrzniać”. Jeśli macie jakieś swoje sposoby na radzenie sobie z krytyką – zostawcie w komentarzach. Na pewno kogoś zainspirują.

photo by:
  • Komentarze

    komentarzy

  • 2 odpowiedzi na “Co ludzie powiedzą?”

    1. Kilka myśli, które przyszły mi do głowy po przeczytaniu Twojego wpisu:
      1) Zazwyczaj obawiamy się, że komentarz będzie negatywny, zwyle jest pozytwyny :)
      2) Ludziom zależy abyśmy odnieśli sukcest, to zwyle my obawiamy się ich zawieść.
      3) Polecam Ci książkę “Wyznania mówcy” – sporo ciekawych przemyśleń z tego tematu
      4) W uporaniu się z “Co ludzie powiedzą” do mnie bardzo trafił argument przytoczony przez Miłosza Brzezińskiego – nawet najwięszke autorytety, jak Jan Paweł II, matka Teresa czy inne dowolnie “wielkie” nazwisko miały swoich krytyków.
      5) Bardzo fajny blog :) dodatłem do rssów 😉

    Dodaj komentarz