Opublikowano: 10 stycznia 2013 o 22:33

Co zrobić, żeby zdecydować?

23375030520_71c42f2b0b_b

Do napisania tego postu natchnęła mnie jedna z przeprowadzonych ostatnio rozmów. Jechałam kolejką z pracy i gadałam z przyjacielem. Opowiadał mi o swoich zwykłych sprawach, problemach w pracy, różnych dylematach. Jednym z nich jest kwestia przeprowadzki do innego miasta. Nosi się z nią już kilka lat i jakoś nie może podjąć decydujących działań – niby coś tam robi, ale to wszystko jakieś takie niemrawe. Słyszę, że naprawdę mu zależy, ale zabiera się do tego jak pies do jeża. Zaczynam się wkurzać. I w pewnym momencie mi się przelało – ryknęłam do słuchawki (wyobraźcie sobie miny współpasażerów) – “Na miłość boską, zrób cokolwiek!”.

I wtedy zdecydowałam, że kolejny post na blogu będzie o podejmowaniu decyzji…

Kiedy stajemy przed jakąś ważną decyzją, wpadamy często schemat. Efektem tego schematu jest odkładanie decyzji w nieskończoność. A czemu? Bo mamy radosny pomysł polegania tylko i wyłącznie na logice i rozumie.

Decyzje podejmowane pod wpływem emocji traktujemy jako gorsze. Mówimy: “nie bądź impulsywny – przemyśl to”. Pomstujemy na kobiety, że działają pod wpływem emocji i gloryfikujemy racjonalnych, chłodno kalkulujących mężczyzn (wiem, że to stereotypy i jednocześnie widzę, że całkiem aktywne w umysłach ludzi). A tymczasem nie zastanawiamy się, do czego tak naprawdę służą emocje. Pierwotnie system emocjonalny został stworzony właśnie do podejmowania decyzji – i to nie byle jakich – decydujących niejednokrotnie o tym, czy dany człowiek przeżył. Emocje, czyli np: strach były takim wczesnym systemem ostrzegania. Kiedy pojawiało się jakieś zagrożenie, strach umożliwiał natychmiastową reakcję (najczęściej ucieczkę). Czasem analiza racjonalna (wykonywana już w bezpiecznym miejscu :-)) ujawniała, że strach był niepotrzebny. W rzeczywistości nic nam nie zagrażało. (No wiecie, ten straszny dres, co mało nas nie walnął bejsbolem okazywał się panem po 60tce w dresach i z parasolem.) Ale ten system jest po to, żeby zapewnić nam przeżycie, a nie maksymalizować trafność decyzyjną. Lepiej uciekać niż oberwać.
Jaki z tego wniosek? Podejmując decyzję warto zaufać naszej intuicji. Zastanówmy się, czy dane rozwiązanie budzi w nas niepokój, czy – przeciwnie – myślenie o nim uspokaja nas? Czy dana osoba wydaje się nam godna zaufania, czy mamy niejasne wrażenie, że coś tu nie gra? Zdarzy się nie raz, że właśnie te “niejasne wrażenia” poprowadzą nas lepiej, niż racjonalne analizy.

Jeśli decyzja wymaga pewnych analiz (tak tak, wbrew pozorom wcale nie uważam, że analizy są w ogóle niepotrzebne, tak prywatnie, to kocham analizować), to mamy tendencję do przeceniania ich znaczenia. Wypisujemy wady i zalety, oczytujemy się w temacie, pytamy znajomych, znów coś doczytujemy, pytamy ekspertów, jeszcze raz coś czytamy – i okazuje się, że właściwie to już nie będziemy żadnej decyzji podejmować, bo się nam odechciało albo warunki się zmieniły albo wszystko po prostu za długo trwało i już nie ma o czym decydować.  Mnogość informacji (a dziś mamy do nich właściwie nieograniczony dostęp) raczej utrudnia niż ułatwia. Im więcej wiemy, tym bardziej wiemy ile jeszcze nie wiemy i próbujemy się tego dowiedzieć. A czas płynie… Co zrobić w takiej sytuacji? Założyć sobie czas na analizę i jej zakres. Zdecydujmy jakich potrzebujemy informacji, skąd je wziąć i ile czasu potrzeba na ich pozyskanie.  A potem je zanalizujmy, włączmy tę naszą intuicję i…zdecydujmy.

Tak naprawdę to ten nasz rozum i analizy ma nas doprowadzić do przekonania, że podjęliśmy właściwą decyzję. Chcielibyśmy nie czuć tego ryzyka, które wiąże się z podejmowaniem każdej decyzji. Nie lubimy niepewności. Chcielibyśmy wiedzieć, że to co zdecydowaliśmy jest na 100% dobre. A tej pewności nic nie jest nam w stanie dać.

Więc kiedy następnym razem będziecie coś decydować, zastanówcie się chwilę, czy nie powstrzymuje was właśnie ten strach przed ryzykiem. Niepewność jest wpisana w każdą decyzję. A kiedy już ją podejmiemy może się okazać, że te “konsekwencje”, których się obawialiśmy, to najlepsza rzecz, jaka się nam przydarzyła w życiu.

EDIT:
Pisałam ten post 3,5 roku temu. Strasznie dawno. Teraz, kiedy to w moim życiu przyszedł czas na różnego rodzaju decyzje – boję się jak cholera. I niepewności i ryzyka i wszystkiego. I kiedy przeczytałam ten post, to pomyślałam sobie “Borkowska. Kobieto man. Ty to jednak mądra jesteś.” W swoim procesie zupełnie zapomniałam o emocjach. Byłam już gotowa liczyć opłacalność poszczególnych opcji decyzyjnych i zracjonalizować ten proces na maksa. Ale tego nie zrobię. Posłucham swoich emocji i potrzeb. I zrobię tak, jak lubię, żadnych radykalnych cięć. Tylko małe kroki.

Teraz Twoja kolej. Najpierw udostępnij post znajomym, a potem zrób maleńki krok w kierunku czegoś nowego. Chyba że nie chcesz nic nowego. To zostań tam, gdzie jesteś i nie miej z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.