Opublikowano: 17 maja 2015 o 12:46

Dlaczego odkładamy zasypianie? Prokrastynacja – level hard.

I can't get no sleep

Jest 20.00 – sposobem udało się zagnać dziecko nr 1 do łóżka. Uff. Teraz już z górki. Można… odpocząć? Nie… teraz można rozpocząć najdziwniejszy rytuał świata: “bedtime procrastination” (jeśli ktoś ma pomysł na polskie tłumaczenie – chętnie przyjmę).

Teoretycznie wiesz, że musisz się położyć najpóźniej o 23.00, żeby następnego ranka wstać o 6.00 i cały dzień funkcjonować na wysokich obrotach. Wiesz również, że jeśli się położysz o 1.00, to cały dzień będziesz rozdrażniona, niewyspana, nieskoncentrowana oraz po prostu…niemiła. Dla siebie i dla innych.

Co więc robisz od 20.00? WSZYSTKO.

Czy zdążysz zrobić wszystko do 23.00? NIE

Czy przerwiesz robienie wszystkiego o 23.00, żeby położyć się spać? CHYBA SŁABO…

Holendrzy zrobili badanie i nazwali to zjawisko “bedtime procrastination”. Czyli odwlekanie pójścia spać, pomimo, że żadne zewnętrzne czynniki tego nie uzasadniają. Czyli: teoretycznie możesz już iść spać, ale zamiast tego wybierasz robienie… no właśnie. Czego?

A to zależy, do której grupy należysz.

GRUPA 1 “Jeśli w domu będzie brudno, to nie zasnę”
To grupa, która musi posprzątać wszystko. Wszystko. Musi też poprasować, wstawić i rozwiesić pranie (żeby mieć co prasować jutro), zrobić obiad i jeszcze ciasto upiec na wszelki wypadek. Przedstawicielki tej grupy padają na nos w czystą pościel, a rano zwlekają zmęczone nogi na czystą podłogę.

A Clean House is a sign of a wasted life

GRUPA 2 “Przynoszę pracę do domu lub Pracuję z domu, więc pracuję 24/7”
To grupa, która musi wieczorem jeszcze zrobić prezentację, przeczytać raport, sprawdzić klasówki, zaraportować sprzedaż, zrobić zestawienie, zaksięgować faktury, napisać posta na bloga, napisać kolejny kawałek programu, przygotować szkolenie. Przedstawicielki tej grupy padają nosem może nie w czystą pościel, ale z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.

GRUPA 3 “Są ciekawsze rzeczy niż spanie”
To jest grupa, która odkłada pójście spać ponieważ ma przyjemniejsze rzeczy do roboty: siedzenie na fejsie, oglądanie seriali, czytanie książki, granie w gry, czy co tam sobie jeszcze chcecie.

Są ludzie, którzy należą jednocześnie do dwóch albo i trzech grup. Moim zdaniem – mają przesrane.

Co na to nauka?
Nauka uwzględnia tylko grupę 3 i twierdzi, że osoby uprawiające ten osobliwy rytuał mają problemy z samoregulacją i że to taka sama prokrastynacja jak każda inna. Czyli: jeśli na co dzień odkładasz pracę na ostatnią chwilę i wiecznie przekraczasz deadliny, jest spora szansa, że odkładasz również pójście spać i jesteś wiecznie niewyspany (hm… może to dlatego przekraczasz te deadliny, co?) Przeczytałam fafnaście artykułów w new yorkerach i innych tajmsach. I każdy z nich pisał tylko o tym, że to kultura cyfrowa i że “fear of being left out” (poczucie, że jak nie ma mnie na fejsie to na pewno dzieje się coś ciekawego, a mnie ominie – więc jestem na fejsie cały czas, żeby nic nie przegapić).

Nie zgadzam się z nauką. Może to dotyczy holenderskich studentów, ale nie polskich matek.

To czemu nie idziesz spać, chociaż powinnaś? Mam dwie odpowiedzi na to pytanie.

1. Nie idziesz spać, bo masz problemy z zasypianiem. Może cierpisz na bezsenność, może na depresję, a może po prostu wieczorem dopadają Cię wszystkie lęki z całego dnia. Trudno jest Ci stawić im czoła, więc je zagłuszasz sprzątając, gotując, czytając raporty i przygotowując prezentacje.
Jakie to lęki? Różne… Czasem nie układa Ci się w związku, czasem dzieci chorują, czasem masz problemy w pracy. Dość, że wszystkie te potwory dopadają Cię wieczorem, kiedy kładziesz się do łóżka i skutecznie uniemożliwiają zaśnięcie. Czy jest na to jakaś rada? Moim zdaniem tylko jedna: mierz się ze swoimi potworami, nie uciekaj od nich, rozmawiaj o nich z osobami, do których masz zaufanie. Jeśli stawisz im czoła w świetle dnia, wieczorem nie będą już takie przerażające.

Monster #2

2. Chorujesz na perfekcjonizm. Tak: chorujesz. Musisz mieć posprzątane, ugotowane, wyprasowane oraz być najlepiej przygotowaną na każdą ewentualność w pracy. Będziesz ciągnąć nosem po ziemi, ale wszystko będzie idealnie. Czy mam na to jakieś rady? Zrób jedną rzecz: zastanów się, jakie ponosisz koszty? Czy czysta podłoga i dwudaniowy obiad warte są Twojego zmęczenia, rozdrażnienia (nie wierzę, że nie odbija się na to Twoich relacjach z innymi). Jeśli uznasz, że nie są warte – odpuszczaj. Powoli. Po jednej rzeczy. Zacznij od tego, na czym zależy Ci najmniej.

Wiesz, co jest najgorsze? Jeśli odkładasz pójście spać z któregoś z tych wymienionych powodów, to tak naprawdę funkcjonujesz w błędnym kole. Niedobór snu sprawia, że następnego dnia jesteś zmęczona. To z kolei powoduje, że nie jesteś w stanie zrobić tyle, ile byś mogła, gdybyś…była wyspana. I kółko się zamyka.

Co robić? Spróbuj planować dzień zgodnie ze swoim zegarem biologicznym – wskazówki znajdziesz tutaj (jak dobrniesz do końca to znajdziesz nawet link do testu ranności-wieczorności – bardzo przydatna rzecz).

Ale tak naprawdę, to weź zrób jeszcze jedno: zastanów się, czemu właściwie wieczorem tak gorliwie zabierasz się do pracy. Czy to nie jest jakiś substytut przypadkiem? Czy nie jest tak, że wydaje Ci się, że jak przeczytasz ten jeden rozdział książki (choć najchętniej poszłabyś spać – I MASZ DO TEGO PRAWO!), to będziesz “rozgrzeszona” z tego, że mało czytasz. Rozważ to, szczególnie jeśli masz dzieci. Kiedy pracuję z matkami (i ze sobą też), zauważam to wszechobecne poczucie winy: powinnam czytać, powinnam się rozwijać, powinnam to i tamto. Tak jakbyśmy sobie nie dawały przyzwolenia na to, że po prostu wieczorem jesteśmy zmęczone, bo bycie matką jest męczące. I już.

Bounce - 23/365

Dobra. To podsumujmy. Żeby unikać “bedtime procrastination” (wciąż nawołuję do sensownego polskiego tłumaczenia), trzeba zrobić kilka rzeczy:
– znać swój zegar biologiczny i wspierać się nim w planowaniu dnia
– odpuszczać rzeczy mniej ważne
– mieć POMYSŁ jak ten wieczór spędzić, żeby się wyciszyć i przygotować do snu (można się tego nauczyć na przykład tutaj)

I teraz będę jak Mateusz Grzesiak i powiem Wam, jaka jestem zajebista:
Nie uprawiam bedtime procrastination. Nigdy. Kładę się spać kiedy tego potrzebuję, nawet jeśli to ma być 21.00, a lista moich zadań jest nieruszona. Odkąd mam dwoje dzieci (czyli od 3 miesięcy), w ogóle nie pracuję wieczorami. To jest MÓJ święty czas na odpoczynek. Efekty? Łatwiej mi się skoncentrować w ciągu dnia, nie odkładam nic na wieczór, bo wiem, że i tak wtedy nic nie zrobię. Racjonalnie planuję dzień, nie nakładam sobie na głowę zbyt dużo. Czuję się wypoczęta (mimo, że w nocy często wstaję), nie choruję.

Jest tylko jeden moment, kiedy jestem w stanie pójść spać dużo później, niż tego potrzebuję: wizyta przyjaciół. Jeśli mam do wyboru sen lub rozmowę z tymi, których widzę rzadko i z którymi uwielbiam zagadywać się na śmierć – zawsze wybiorę to drugie. Uwielbiam ten stan, kiedy wszystkim już kleją się oczy i wszyscy wiedzą, że jutro będą niewyspani, ale i tak nie możemy przestać gadać. Zbawiamy polską naukę, mamy tysiąc pomysłów na JOWy, krowy i inne stwory. Wychowujemy własne i cudze dzieci, czasem nawet… – o zgrozo – ….plotkujemy. I żaden sen nie jest tak regenerujący i dodający sił jak świadomość, że są przyjaciele SĄ.

Dobra dobra. Ale na co dzień się wysypiam. A Ty?

Niezależnie od tego, czyś wyspany, czy nie – podziel się postem ze znajomymi. I’m counting on ya!

photos by: &