Opublikowano: 2 czerwca 2013 o 07:46

Dlaczego wciąż siedzę na fejsie zamiast pracować?

dontlike

Siadam do komputera, zaczynam pisać, mija 10-15 minut, zastanawiam się nad zdaniem, a ręka sama kieruje się do myszki… dwa kliknięcia i pojawia się okno przeglądarki… kilka ruchów palcami i wyświetla się witryna portalu społecznościowego. Fakt, że ją włączam uświadamiam sobie dopiero jak zobaczę: “Marta, co u ciebie słychać?”. Cholera. Miałam pracować, a znów siedzę na fejsie.

Inna sytuacja: otwieram przeglądarkę żeby coś sprawdzić i zanim się zastanowię jaki adres chcę wpisać… już wyświetla mi się granatowy pasek facebooka. Cholera! Chciałam sprawdzić pogodę, autora ksiązki, maila koleżanki… cokolwiek. Zamiast tego znów siedzę na fejsie.

Uzależnienie? Może i tak.  Ale nie to jest najgorsze. Najgorszy jest nawyk. I dziś krótko o tym, jak go przezwyciężyć.  Ale najpierw historia o moim urlopie.

Przed wyjazdem na jak zwykle robiłam w głowie mnóstwo planów i założeń. Wiedziałam, że będę musiała trochę popracować, wiedziałam, że nie obejdzie się bez sprawdzania służbowego maila. O wieczorach na plaży z drinkiem z palemką i spaniu do południa mogłam zapomnieć… A jednak chciałam, żeby ten tydzień był jakoś wyjątkowy… Przyszło mi do głowy, że już bardzo dawno nie odpoczywałam od Internetu. Nie mogłam sobie pozwolić na całkowity offline. Ale może chociaż od tego facebooka…

Pomyślałam, że skorzystam z tych kilku dni żeby zobaczyć, jak bardzo będzie mi go brakować i czy w ogóle potrafię jeszcze funkcjonować bez ciągłego sprawdzania  “co u innych”. Obiecałam sobie odpoczynek i od blogowego fanpejdża i od prywatnego profilu. Słowem – tydzień bez facebooka.

Jak mi szło? Jak po grudzie. Wyłączyłam transfer danych w telefonie, żeby nie zbankrutować, więc jedno źródło pokus odpadło. Ale przecież w hotelu mieliśmy wifi. Łapałam się na tym, że pierwszą aplikację, którą uruchamiam po wzięciu telefonu do ręki jest właśnie fb. Co się uruchamia jak włączam Chrome na swoim komputerze? Bynajmniej nie strona główna Wydziału Psychologii UW.

Jak trochę siebie poobserwowałam, to doszłam do wniosku, że to nie uzależnienie, a zwykły beznadziejny nawyk. Skąd to wiem? Bo często nawet nie patrzę na tego fejsa, tylko od razu go wyłączam. Problem w tym, że na tyle często z niego korzystam, że palce same wpisują adres zanim zdążę się zastanowić.  Można powiedzieć, że to właściwie nic złego – wyłączasz i znów wracasz do pracy. Niestety –  tracisz cenne minuty koncentracji, bo ponowne zabieranie się do działania trwa…

Jak walczyć z nawykiem? Wdrożyłam u siebie dwie zmiany- dam Wam znać jak się sprawdzają za jakiś czas:

  • W momencie kiedy otwieram przeglądarkę biorę głęboki wdech – to są 2 sekundy które mi wystarczą, żeby powstrzymać palce i wpisać to, co rzeczywiście mnie w danym momencie interesuje
  • Odłączam Internet jeśli siedzę nad czymś, co nie wymaga sieci np.: sprawdzam pracę studentów, piszę posta, piszę doktorat.

Jeśli powyższe nie pomogą, rozważę zablokowanie fejsa na służbowym i domowym komputerze tak, żeby korzystać tylko z komórki.

Ta metoda z oddechem pomaga na pewno na inne nawyki – z powodzeniem stosują ją ludzie rzucający palenie (żeby powstrzymać nawyk sięgania po papierosa) albo będący na diecie. Mam nadzieję, że zadziała, bo nie lubię myśleć o sobie jak o automacie – a historia z fejsem pokazuje mi, że więcej we mnie bezmyślności niż bym chciała.

Masz inny pomysł na zmianę nawyku – wpisz w komentarzu. Wiele osób będzie Ci wdzięcznych :-). Ja na pewno.