Opublikowano: 7 grudnia 2015 o 08:30

Energia duchowa – nitro dla Twojej efektywności.

Mask of Gods

Budzisz się rano. Jakaś taka ciapa za oknem. W łóżku cieplej, niż poza nim. Szybko przebiegasz w myślach, co jest dziś do zrobienia. Nie ma nic pilnego. Z nikim się nie umówiłaś. Teoretycznie nie musisz wstawać.

Teoretycznie.

W praktyce, jest kilka ważnych rzeczy, które powinnaś zrobić. Nowy projekt czeka na zaplanowanie. Nowy artykuł na napisanie. Jeśli dziś tego nie zrobisz, nic się nie stanie. Jeśli zrobisz – może pojawią się przed Tobą nowe możliwości.

Twoje życie bez nowych możliwości też jest OK. Nie musisz ich mieć.

No to co? Wstajesz, czy nie?

Mom! Wake up!

Ten czwarty akumulator najtrudniej naładować. Jeśli Ci się jednak uda, to masz nitro. Samoładujące się nitro właściwie. Perpetuum mobile. Serio.

Jest tylko jedna rzeczy, która zwlecze Cię z łóżka, jeśli nic nie MUSISZ. A nazywa się MISJA. Czyli coś, co nadaje sens temu, co robisz. Nie musi od razu nadawać sensu całemu Twojemu życiu – bez przesady. Choć niektórzy nie tylko pracują, ale i żyją według tej samej misji. Fajnie im.

MISJA odpowiada na pytanie: dlaczego robię, to co robię. Jakiej sprawie służę? Co chciałabym zmienić w świecie, dzięki swoim działaniom.

Odpowiedź na to pytanie, to paliwo do Twojego czwartego akumulatora. Warto poświęcić czas, żeby ją znaleźć. Najczęściej nie leży na wierzchu, musisz jej poszukać. Jak się do tego zabrać? Najlepiej po prostu.

Zadaj sobie pytanie: co chcę zmienić w świecie? A potem popatrz na swoje działania i zobacz, czy one zmieniają to, co Ty chcesz zmienić. Jeśli nie zmieniają, to Ty ZMIEŃ działania. Dużo lepiej zmienić to co się robi, żeby służyło Twojej misji, niż robić to, co robisz, bez poczucia sensu i celu. Uwierz mi.

Earth
pegazuz66 / Foter.com / CC BY-NC

I wcale nie uważam, że powinnaś rzucić swoją pracę w korporacji i hodować kozy i wyrabiać sery. Uważam, że warto, żebyś kawałek swojego czasu poświęciła na realizację swojej MISJI. To może z czasem stać się sposobem na zarabianie pieniędzy. Ale wiesz co? Nie musi wcale.

Opowiem Ci jak było ze mną.

Po którejś z kolei rozmowie w pracowniczej kuchni stwierdziłam, że ja uwielbiam dawać rady. Dlaczego? Dlatego, że kiedy rozwiązania proponowane przeze mnie działają, to ludzie są szczęśliwsi. Żyją bardziej świadomie, mają lepsze relacje z partnerami, są w lepszym kontakcie ze sobą, łatwiej im zaplanować i zrealizować ważne dla nich rzeczy. Jak by tu dostarczyć to szczęście szerszemu gronu?

No ba. Trzeba pisać bloga.

No to piszę. Od trzech lat.

W międzyczasie blog się rozkręcił. I zrobił się poradnią psychologiczną. I warsztatownią. I przede wszystkim fajną społecznością.

Misję wciąż mam tę samą. Pomagać ludziom znajdować ich szczęście. I to ona pomaga mi rano wstać (i jest bardziej skuteczna, niż dzieci. Bo dzięki MISJI chcę wstać, a dzięki dzieciom – MUSZĘ)

I to mógłby być koniec…

Ale nie będzie.

Chcę Ci napisać o jeszcze jednej kwestii związanej z energią duchową, o której nie pisze nawet Energy Project.

Jak już pisałam, jestem wierząca. I praktykująca. I to też jest rodzaj energii, która mnie napędza w życiu. I to jest napęd ostatniej szansy. Jak działa?

Jakiś czas temu rozmawiałam z dziewczyną, której małżeństwo było w kryzysie. Mówiła tak: “I wiesz. On wraca z pracy. Ja wiem, że w tej pracy mu ciężko. Ale nie chce mi się. Nie chce mi się tego słuchać. Nie mam żadnej motywacji, żeby mu z tym pomóc.”

I ja ją rozumiem. Ja też tak czasem mam. Że mam poczucie, że już nie mogę nikomu nic dać, bo nie mam z czego. Po prostu nie mam z czego. I wtedy się modlę. I wtedy proszę, bo wierzę, że ON słucha i że daje mi to, czego potrzeba. Daje cierpliwość, spokój, opanowanie. Daje MIŁOŚĆ.

Mask of Gods
Lightmash / Foter.com / CC BY-NC-SA

To jest zupełnie inny wymiar energii duchowej. Pisanej przez wielkie “E” i wielkie “D”. Nie praktykuję już tak gorliwie jak kiedyś, mniej chodzę do kościoła, mniej się modlę. Mimo to, jakbym Wam miała powiedzieć, skąd tak naprawdę czerpię siłę, to właśnie z wiary.
Daje mi ona nadzieję w sytuacjach bez wyjścia i pozwala odpuścić kontrolowanie rzeczywistości, bo skoro ON ją kontroluje, to ja już nie muszę.

Dziękuję, że byłaś ze mną przez cały cykl postów o energii (jeśli nie wiesz, o czym piszę, zajrzyj tutaj).

A teraz podziel się postem ze znajomymi – niech też wiedzą, skąd wziąć życiowe “nitro”. Dziękuję!

photo by: