Opublikowano: 6 marca 2016 o 17:20

Jak dogadać się z facetem – niezawodne sposoby.

Lions in love!

Siedzę z dziewczynami na na warsztatach z komunikacji z facetami. Rozmawiamy o sytuacjach, w których jest najtrudniej.

“Przychodzi wieczorem po pracy i mówi, że jest zmęczony. A ja co? A ja cały dzień latałam naokoło dzieci, ogarniałam chałupę. On siada na kanapie, włącza telewizor, a ja chcę, żeby mi pomógł i żeby jakoś zakończyć ten dzień. Dopiero kiedy ogarniemy dzieci i pójdą spać, to dopiero wtedy ja odpocznę.”

“Szlag mnie trafia, kiedy słyszę, jak mówi do naszych dzieci. Denerwuje mnie to, że na nich krzyczy. Zwracam mu uwagę i wtedy on mówi, że podważam jego autorytet.”

“Nawet błahe rzeczy potrafią doprowadzić do tego, że się nakręcamy i krzyczymy na siebie. Zaczyna się od drobiazgów, ale potem wyjeżdżają mocniejsze rzeczy.”

Pewnie też to znasz, nie? Może masz też inne sytuacje, w których jest Ci trudno dogadać się ze swoim partnerem. Może nawet czasem myślisz, żeby się rozstać, bo już nie dajesz rady.

Mam dziś dla Ciebie sporo praktycznych wskazówek i jedną niepraktyczną. Choć ta właśnie może okazać się najważniejsza. Więc od niej zacznę.

Dobra komunikacja w związku, to wartość sama w sobie, a nie środek do osiągnięcia celów.
Bądź ze mną szczera. Tak naprawdę, gdybym zapytała Cię, po co Ci lepsza komunikacja w związku, to szybko okazałoby się, że chodzi o jedno. Chodzi Ci de facto o to, żeby Twój facet robił to, co Ty chcesz, tak, jak Ty chcesz. I żeby mu o tym nie przypominać. Powinien więcej angażować się w domu, więcej robić przy dzieciach, inaczej się do nich odnosić, organizować romantyczne wyjścia we dwoje, przynosić Ci kwiaty, znacznie więcej Cię słuchać, rozmawiać z Tobą na różne tematy, czytać książki w wannie i robić masaż stóp. Olejkiem.

No tak jest? Czy nie jest tak?

Ja to w pełni rozumiem. Też tak mam. Też mnie czasem krew zaleje, jak słyszę, jak mąż kłóci się z Dzieckiem nr 1 (jakby to zrobił po mojemu, to nie byłoby żadnej awantury). Też bym chciała, żeby miał więcej inicjatywy w organizowaniu nam wyjść, randek i żeby mi te stopy masował. Olejkiem.

Ale byłabym totalną świnią, gdybym używała komunikacji tylko po to, żeby go do czegoś nakłonić. Wiesz jak to się nazywa? Manipulacja. Wiesz, gdzie się tego używa? W prymitywnej sprzedaży.

To po co Wam komunikacja? Ano po to, żeby się lepiej znać. Żeby lepiej rozumieć powody, dla których zachowujecie się tak, a nie inaczej. Żeby mieć dla siebie więcej wyrozumiałości i cierpliwości. Żeby Wam było lepiej ze sobą. OBOJGU.

Więc przestań myśleć o tym, jak go nakłonić żeby robił tak jak Ty chcesz. Zastanów się, czego on chce? Czego potrzebuje? Co możesz mu z siebie dać?

UWAGA: Nie chodzi o ciepły obiad i zimne piwo. Nie chodzi o gorący seks. Nie chodzi o święty spokój. Chodzi o takie rzeczy, co to są ważne z poziomu emocji: akceptacja, bezpieczeństwo, samodzielność, troska, zrozumienie (no każdy ma swój własny katalog i on też się zmienia wraz z fazami naszego życia).

To nie jest proste, to jest jakiś proces, który pewnie zajmie Ci sporo czasu i wiele razy będziesz sobie myślała, że to bez sensu. Bo przecież jak jest po Twojemu, to jest dobrze, prawda? Owszem tak. Dla CIEBIE.

No to filozoficzne rozważania skończyłam. Przejdę do rozwiązań praktycznych.

Opinia, jak dupa, każdy ma swoją.
Ile ja razy słyszałam ludzi, zabijających się wręcz o to, “kto ma rację”. Nie smakuje mu to, co ugotowałaś – spoko. Może woli chleb z kiełbasą. Jego prawo. Uważa, że Twoja sukienka jest workowata? Spoko, Tobie jest wygodnie – nie musisz o to kruszyć kopii. Macie inne poglądy polityczne, lubicie inne filmy, nie podoba mu się Twój ulubiony kolor, serial, kwiatek… Who cares? Dopóki to tylko kwestia opinii, poglądów, to masz właściwie dwie opcje. Możesz podyskutować dla sportu albo odpuścić. Którą wybrać? To zależy. Jeśli macie dobry czas w związku i nie burzycie się na siebie – to dyskutujcie do usranej śmierci. Jeśli jednak są poważniejsze problemy, niż tylko różnice opinii, to rozmowa na ich temat (szczególnie jeśli pojawią się emocje), będzie tylko pretekstem do kłótni. Ja na przykład kocham dyskutować i przekonywać wszystkich do swoich racji. Wszystkich, oprócz mojego męża. Jeśli mamy różnicę zdań, podobają nam się różne rzeczy itd, to nie wchodzę w dyskusję. Szkoda moich nerwów, a fakt, że przyzna mi rację ani mi nic nie ujmie, ani nie doda.

Chcesz się licytować? Spróbuj wizyty na aukcji.
Dużo par opowiada mi, że – szczególnie w pierwszych miesiącach życia dziecka – grają w grę pt: “kto jest bardziej zmęczony?”, “kto się mniej wysypia?” itd. Właśnie ta klasyka, o której pisałam powyżej. Wraca chłop z pracy, stwierdza, że jest zmęczony i od razu się zaczyna dyskusja “kto bardziej?”. A od takiej dyskusji krok jest tylko do tego, żeby sobie nawzajem wypominać, że nasze życie nie jest takie jakie byśmy chcieli, bo ona siedzi w domu i nic nie robi, a on tylko pracuje i nic nie pomaga w domu. Daj mu prawo do zmęczenia. Pozwól mu je wyrazić. Nie musisz się nad nim użalać. Wystarczy, że usłyszysz, co powiedział, może zapytasz go o coś, doradzisz, przytulisz. Oczywiście też możesz mu powiedzieć, że jesteś zmęczona i niewyspana. Ale nie po to, żeby czuł się winien, że Ci nie pomaga, ale po to, żeby po prostu wiedział, jak się czujesz.

Jakby co: to nie jest tak, że macie 100% zmęczenia na związek i jeśli on wykorzysta 70%, to Tobie zostaje 30% i nie możesz być bardziej zmęczona niż on. To w ogóle nie jest kwestia porównywania. Każdy ma prawo być tak bardzo zmęczony jak jest. Nie musi być “mniej” ani “bardziej” zmęczony, niż druga strona.

Justice Gavel

Nie wyciągaj armaty, jeśli nie chcesz wojny.
Wiem, że czasem trudno się powstrzymać. Że czasem zmęczenie albo jakaś inna cholera sprawia, że mówisz za dużo. Czasem jest już tak gęsto od złości, że mówisz to, o czym wiesz, że będzie go najbardziej bolało. Dźgasz na oślep. Nie rób tego. Powstrzymuj się z całych sił. Bo po takich dźgnięciach zostają rany. A to nie są rany, od których się jakoś wzrasta w relacji. To nie jest tak, że był wrzód, pękł, oczyścił się, rana się zagoiła i jest lepiej. To jest raczej wypadek w stylu: “czyścił broń i urwało mu stopę” albo “wskoczył za kurą do studni” (BTW ten ostatni dostał nagrodę Darwina). Jeśli czujesz, że za chwilę stracisz cierpliwość, wybuchniesz i powiesz za dużo – przerwij rozmowę, wyjdź z pokoju, odetchnij. Jeśli nie czujesz się na siłach, żeby wracać do trudnego tematu – odpuść sobie. Niektóre rozmowy powinny poczekać.

Powtarzaj za mną: on nie jest moim synem, on nie jest moim synem.
Przyznam Ci, że akurat w tym punkcie, to ja mam mnóstwo do poprawy: “inne spodnie mu załóż, te się nie mieszczą w buty”, “przestań się z nim kłócić, ktoś tu musi być mądrzejszy”, “nie dawaj mu tego, to za pikantne” itd itd itd. A potem się dziwię, że inicjatywy nie wykazuje. No nie wykazuje, bo jak wykaże, to mu zaraz pokazuję, że nie tak, że inaczej, że po mojemu lepiej i w ogóle na drzewo. Nie umiem Ci powiedzieć, jak tego nie robić. Ale z całą pewnością wiem, że to beznadziejny nawyk.

Leave me alone!

Konsekwentnie komunikuj swoje potrzeby i weź do diabła odpowiedzialność za ich realizację.
Popatrz. Jak to jest? Jeśli on chce wyjść z kolegami na piłkę, czy piwo, to co robi? Są przynajmniej trzy opcje:
1. Mówi, że wychodzi i wychodzi.
2. Rozmawia z Tobą o swoich planach, ustalacie coś wspólnie i…wychodzi.
3. Pyta Cię, czy może.

Zarówno opcja 1 jaki i 3 świadczą o tym, że coś jest nie halo. W pierwszej nie zwraca uwagi na to, czy przypadkiem czegoś nie zaplanowałaś, a w drugiej – pomylił Cię z własną matką i to sprzed kilkunastu lat. Jedyny słuszny – moim zdaniem – sposób, to taki, w którym ustalacie swoje plany wspólnie tak, żeby każdy mógł realizować to, co mu potrzebne (praca, życie towarzyskie itd).

No. To wracamy do Twoich potrzeb. Wyobraźmy sobie, że chcesz iść zrobić paznokcie w piątek wieczorem. Co możesz zrobić? Powiedzieć, że chcesz iść zrobić paznokcie w piątek wieczorem i w związku z tym dobrze byłoby, żeby zajął się dziećmi. Sporo kobiet wciąż robi tak, że pyta faceta o “pozwolenie”. Albo w ogóle nie wychodzi, bo czeka aż on zauważy, że ona jest zmęczona i powie: “ty kochanie idź z koleżankami na drinka, a ja zajmę się dziećmi”. No comments.

Kochana, pamiętaj, Ty i tylko Ty jesteś odpowiedzialna za realizację swoich potrzeb. Inne osoby mogą Cię w tym wesprzeć, mogą Ci pomóc, ale to Ty nadajesz ton i – co czasem jest tak trudne – Ty musisz umieć o to wsparcie i pomoc poprosić.

No kurde. Co ja mam Ci powiedzieć? Ciężko jest być w związku. Bo trzeba się na kogoś oglądać, bo trzeba uwzględniać jego potrzeby, bo trzeba czasem pomóc, wesprzeć, nawet jak się samemu już ciągnie nosem po podłodze. Bo to od tej najukochańszej osoby dostaje się najwięcej bęcków i te bęcki tak bardzo bolą…

Ale nie zamieniłabym już tego na żadne inne życie. Tego gadania w łóżku o pierdołach i jedzenia po północy, a potem marudzenia, że okruchy. Tego planowania wyjazdów, cieszenia się jak durnie nawet z tego, że jedziemy do Jastrzębiej Góry. Tego wymyślania “co by tu zjeść” i szukania różnych dziwnych knajp, w których jeszcze nie byliśmy. Tego wspólnego uczucia euforii, kiedy o 20.00 dwoje dzieci już śpi, a my zastanawiamy się, co zrobić z tak miło rozpoczętym wieczorem. Tych wspólnych powiedzonek, historii opowiadanych sobie już tysiąc razy, tych smsów wymienianych w ciągu dnia. Tego przekonania, że cokolwiek się wydarzy, to nie stanę przed tym sama. I powiem Wam, że jak mnie zapytacie o najszczęśliwszy dzień w moim życiu, to ja nie mam najmniejszych wątpliwości – to był dzień, kiedy wyszłam za mąż.

Jejku. Mam nadzieję, że weźmiesz sobie jedną z tych wskazówek i że się okaże, że to coś zmieni w Twojej relacji. Zmieni na lepsze. A teraz pomóż mi dotrzeć do jak największej ilości fajnych ludzi, którzy czasem nie umieją się dogadać – podziel się postem na fejsie, napisz o nim dobre słowo. Dziękuję!

photo by: