Opublikowano: 22 listopada 2015 o 14:10

Jak JA planuję swój czas? Najbardziej praktyczny post ever.

taking-notes-1238123

Uwielbiam ciasto drożdżowe. Na szczęście umiem je zrobić sama. Moje ukochane, to cinamonn rolls – bułeczki drożdżowe z nadzieniem z masła, brązowego cukru i cynamonu. Dobra. Koniec, bo ślinotok. Proces przygotowania wygląda mniej więcej tak:

3 szklanki mąki. Mąka, mąka, mąka. O jest. Dobra wsypujemy. O cholera. Dziura w torebce. Kuźwa rozsypało się. Dobra. Spoko. Dalej. Cukier. Cukier, cukier, cukier. O tu. Za kaszą. Jasny gwint, torebka otwarta. A dobra. Potem zamiotę. Jajko jest. Mleko jest. Rozczyn jest. Zagniatamy.

Coś klei się to ciasto. Mąka by się przydała. Schowałam. Cholera. A ręce całe w cieście. Otwieram. Delikatnie, delikatnie. Tu trochę się rączka od szafki pobrudziła. A tam. Potem umyję. Dobra. Wsypuję mąkę. No lepiej.

Rozwałkować. Hmm. Chyba za mało mąki podsypałam. Blat się klei. Dobra. Jadę dalej. Nadzienie jest. Czym to nałożyć? Łyżką? Nie, za grubo. To rękami. Strasznie tłuste. I się lepi. O ja pierdzielę, zapomniałam cynamonu. Dobra. Mam łapy w maśle z cukrem. Muszę tę szafkę jakoś otworzyć. “Mowe webami fam wade?” – dałam radę zębami.

A potem przychodzi mój mąż – z zawodu kucharz. Całe mieszkanie pięknie pachnie ciastem drożdżowym i cynamonem. Drzwi do kuchni zaś są zamknięte. Wymownie zamknięte. Niech choć najpierw kurtkę zdejmie, zanim padnie. Po co ma leżeć w kurtce?

Disaster
liquene / Foter.com / CC BY

Trzeci akumulator. Energia umysłowa. Koncentracja. Fokus. (a tu przypomnienie, o co chodzi z akumulatorami)

Wiecie, co jest kluczem do sukcesu w kuchni (i w życiu)? PLANOWANIE. W restauracjach funkcjonuje takie coś jak mise-en-place. Czyli przygotowywanie wszystkich składników przed rozpoczęciem dnia, tak, żeby się nie miotać po kuchni, kiedy zaczną schodzić zamówienia. Bo jak się zaczniesz miotać, to kaplica. Ja się miotam jak robię drożdżówki, bo o mise-en-place przypominam sobie, jak mam łapy w cieście drożdżowym. Po łokcie. Dosłownie. W efekcie mam cinamonn rolls oraz także również koszmarny bałagan.

Na szczęście mam tak tylko w kuchni. Jeśli chodzi o pracę – jestem dużo lepsza. I dziś chcę Wam opowiedzieć o moim niezawodnym patencie na to, żeby koncentrować się na tym, co rzeczywiście jest do zrobienia. I…robić to.

Wiecie z czego czerpię energię mentalną? Z PLANOWANIA. Robię to naprawdę dobrze.

Ile czasu na nie poświęcam? 10 minut dziennie przed rozpoczęciem pracy i około pół godziny raz w tygodniu. Najczęściej w piątek.

Czego używam? Aplikacji ANY DO, kartki papieru oraz Trello (tylko do dużych projektów).

1. Planowanie tygodniowe.
W piątek po południu przeglądam Trello i Any Do i spisuję na kartkę rzeczy, które chcę i/lub muszę wykonać w kolejnym tygodniu (licząc od poniedziałku). Dzielę je na rzeczy ważne i pierdoły.

A. Rzeczy ważne.
W rzeczach ważnych są: posty na bloga, kolejne rozdziały albo inne czynności do doktoratu, rzeczy wynikające z bieżących zobowiązań (warsztatów, spotkań itd), zadania wynikające z mojego rozwoju (przeczytać artykuł, książkę, raport itd). Jak już je sobie wypiszę, to zaznaczam te, które MUSZĘ zrobić w tym tygodniu i te, które CHCIAŁABYM, ale się nie zawali jak nie zrobię. Po co to robię? Żeby wiedzieć co robić najpierw.
UWAGA: nie wpisuję tu pierdyliona rzeczy, tylko tyle, żeby mi zapełnić jakieś 3 dni. Czemu? Bo tydzień się jeszcze nie zaczął, a na pewno przyniesie coś pilnego, co trzeba będzie zrobić “na cito”.

B. Pierdoły
Tu wpisuję rzeczy, które zajmują mniej czasu, a o których zaraz zapomnę: umówienie wizyty lekarskiej, kupno soczewek kontaktowych, mail w jakiejś sprawie itd itd – takie drobiazgi, które nie są przypięte do żadnego z moich dużych projektów, a które muszę zrobić, żeby żyć :-) Jeśli z wyprzedzeniem planuję jakieś dania do ugotowania, to też tu wpisuję.

I to takie przeglądanie, wybieranie, wypisywanie, zaznaczanie zajmuje mi jakieś pół godziny.

Trip planning.
Shawn Harquail / Foter.com / CC BY-NC

2. Planowanie dzienne.
Rano, przed rozpoczęciem dnia pracy (czyli aktualnie: kiedy odprowadziłam Dziecko nr 1 do przedszkola, a Dziecko nr 2 albo bawi się jedzeniem albo bawi się na dywanie), biorę kartkę i dzielę ją na 3 części:

– do 12.00 (bo wtedy dziecko nr 2 wraca z babcią ze spaceru)
– do 16.00 (bo wtedy jestem w domu z dzieckiem jednym jeszcze i czasem coś mogę zrobić)
– wieczór (bo wtedy dzieci śpią)

I zaczynam wpisywanie. Zaczynam od rzeczy ważnych. I najczęściej wpisuję je w pierwszą kolumnę, bo rano mam najwięcej energii i koncentracji, a poza tym Dziecko nr 2 spaceruje z Babcią. W kolumnę drugą trafiają rzeczy drobniejsze: email, gotowanie obiadu, sprzątanie jakiejś części mieszkania (takie rzeczy też wpisuję, tak), telefon do kogoś itd. Na wieczór rzadko coś wrzucam, chyba, że akurat mam umówione konsultacje skypowe. Albo coś pilnego do zrobienia i ranek mi na to nie wystarczy.

W poniedziałek planuję tylko poniedziałek, a nie od razu wtorek i środę. Do wtorku to się jeszcze mnóstwo zmieni. Wystarczy, że zachoruje któreś z potworów i już plan dnia będzie wyglądał inaczej. Oprócz rzeczy z listy ważne oraz z listy “pierdoły” wpisuję też domową bieżączkę: “wstawić pranie”, “wyprasować”, “sprzątnąć łazienkę”, “ugotować zupę” itd. Wiesz po co to robię? Bo to ZAJMUJE CZAS. Nie chcę żyć w iluzji, że mam całe wolne popołudnie i mogę usiąść do doktoratu – bo to nieprawda. Są określone rzeczy, które trzeba zrobić w domu. I to są moje ZADANIA. Tak samo ważne, jak te inne. Jeśli jest coś, co robię codziennie (teraz: nauka niemieckiego na Duolingo), to też wpisuję.

System działa jak złoto. Mam z niego rozliczne korzyści.

Po pierwsze primo pozwala mi pchać do przodu moje duże projekty, takie jak blog, czy doktorat.

Po drugie primo uwzględnia różne pierdoły, które też zajmują czas, takie jak: gotowanie, sprzątanie i inne zajęcia domowe albo maile, telefony, ustalanie i takie tam.

Po trzecie primo jak skończę jedną rzecz to od razu wiem, co robię dalej. I co zrobię później – też wiem. Nie marnuję czasu na zastanawianie się, czy pisać posta, czy może wstawić ziemniaki. Bo wiem, że z kartoflami jeszcze zdążę.

No dobra, powiesz. Wszystko ładnie Borkowska. Ale co robisz z tymi rzeczami, które wpadają w ciągu tygodnia? Toż mnóstwo rzeczy się dzieje. U Ciebie pewnie też, nie?

information overload
verbeeldingskr8 / Foter.com / CC BY-NC-SA

Ano tak. Rzeczy, które wpadają w ciągu tygodnia podlegają klasyfikacji w trzech grupach:

NATYCHMIAST – tu są rzeczy, które trzeba zrobić już. Trafiają na listę na dany dzień. Najczęściej związane jest to z tym, że wykreślam coś innego, co nie zostanie już dziś zrobione. Ale mało mam takich rzeczy – czasem trafia się jakieś bardzo pilne zlecenie tłumaczeniowe albo coś w tym stylu. Ale naprawdę nie ma tego dużo.

W TYM TYGODNIU – wpisuję je na liste albo do rzeczy ważnych albo do pierdół. Bo jak pamiętasz, mam na niej miejsce. Bo wiedziałam, że tak będzie.

KIEDYŚ – te trafiają albo do Trello (jeśli są częścią większego projektu) albo do ANY DO, jeśli są ogólnym pomysłem na zrobienie czegokolwiek np: pomysłem na nowe warsztaty. (kiedyś będę korzystać tylko z Trello, ale na razie łatwiej mi utrzymywać dwie aplikacje)

A wiesz, co w tym wszystkim jest najważniejsze i jednocześnie najpiękniejsze?

ŻE JAK ZROBIĘ RZECZY NA DANY DZIEŃ, TO NIE ROBIĘ TYCH Z KOLEJNEGO, TYLKO SIADAM NA DUPIE I ZAJMUJĘ SIĘ ODPOCZYNKIEM. BO NIE JESTEM ŻADNYM PRZODOWNIKIEM TYLKO ZAPASEM. I TO CZASU.

relax

No to jest chyba najbardziej praktyczny post jaki napisałam w ostatnim stuleciu. Doceniasz to, prawda? Wiem, że tak.

Dziękuję Ci za to, że mnie czytasz, bo to dla Ciebie warto było przeżyć ponownie koszmar drożdżówkowy. Podziel się postem ze swoimi znajomymi – jestem pewna, że skorzystają z tych wskazówek.

Aha. Jeszcze jedno. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej i bardziej szczegółowo o planowaniu, to jest w Internecie miejsce (specjalnie dla kobiet), gdzie jest wszystko, czego potrzebujesz i trochę rzeczy, o których nawet nie wiesz, że mogą Ci się przydać. Poznaj Panią Swojego Czasu.

  • Komentarze

    komentarzy

  • 6 odpowiedzi na “Jak JA planuję swój czas? Najbardziej praktyczny post ever.”

    1. Mari pisze:

      Niedawno zostałam matka i to jest pierwszy post o czasie dla rodziców, który przeczytalam. Moje dziecko bardzo mało śpi u trudno z nim cokolwiek zaplanować. Ale być może warto zacząć.
      A i disqus by się przydał, bo z neta korzystam głównie w telefonie i wtedy mniej wpisywania :)

    2. Monika pisze:

      Też mam dwójkę dzieciaków, przedszkolak i 2,5 miesięczny, bez planu by się nie obeszło a zarządzanie czasem to mój konik :) Pracuje w domu, prowadzę swoją firmę, jestem nauczycielem i prowadzę blogi i koordynuje bloga. Więc bez planu zginełabym marnie! Pozdrawiam serdecznie :)

    3. daywithcoffee pisze:

      Dobrze zorganizowana kobieta z Ciebie! Ciasto drożdżowe też uwielbiam, póki co to mojej mamy 😀 A z przygotowaniem składników to święte słowa – na szczęście zawsze to robię 😉

      • Marta pisze:

        Ja sobie zawsze obiecuję, że przygotuję. A potem myślę: eee tam, to tylko mąka, mleko, jajka, cukier i cynamon. No… właśnie…

    Dodaj komentarz