Opublikowano: 11 stycznia 2015 o 21:29

Zdradzę Ci tajemnicę: tak naprawdę, to nie masz wpływu na swoje życie.

arrow-direction-one-way-536

Początek roku, wszyscy pełni dobrych intencji, “nowych początków” i “wychodzenia ze strefy komfortu” (czytałam gdzieś, że to ostatnie, to ulubione określenie lemingów. Cóż, widać i ja należę do tego zasłużonego dla ludzkości gatunku.). A w internetach roi się od różnych porad, nie-porad, demotywatorów i innych memów zachęcających, zniechęcających, motywujących, drwiących i Bóg wie jeszcze jakich. A wszystko to ze względu na magiczne postanowienia noworoczne.

Co ja o nich myślę? To już wiecie (a jak nie, to zerknijcie na dwa posty temu).

Jak zaczęłam czytać te wszystkie porady, co to należy robić w nowym roku, a czego nie należy, to w pewnym momencie zaczęło mnie trafiać. Najbardziej rozwaliło mnie chyba 30 rzeczy, które musisz przestać robić w nowym roku. Poziom uogólnienia mnie przerósł i najpierw nawet rozbawił, a potem zmęczył, a na końcu wkurzył. Dobra, nawet nie chce mi się cytować, bo co zdanie, to bon mot. I ten artykuł i mnóstwo innych (i moje posty właściwie też) wychodzą z założenia, że masz wpływ na swoje życie. A to gówno prawda jest.

NIE MASZ WPŁYWU NA NIC WŁAŚCIWIE. I TERAZ JEST CZAS ŻEBY SIĘ Z TYM POGODZIĆ.

Shock and Awe
Instant Vantage / Foter / CC BY-SA

Nie masz wpływu na swoje geny. Cały wygląd zewnętrzny oraz większość “wewnętrznego” np: to jak szybko potrafisz się wkurzyć, jak często się śmiejesz, jak często masz nastroje depresyjne, jakie masz uzdolnienia itd. Na nic z tych rzeczy wpływu nie masz. Sorry. Że o zdrowiu już nie wspomnę.

Nie masz wpływu na miejsce urodzenia i rodzinę, w której się urodziłeś. Polska, Kambodża, czy Australia? Duże miasto, czy małe miasto, czy wieś? Biedna, czy bogata rodzina? (a w związku z tym: kwestia dobrego żywienia, kwestia dostępu do edukacji, możliwość rozwoju zawodowego itd.).

Te dwa elementy (geny i nasza rodzina) właściwie przesądzają o tym jacy jesteśmy. I w związku z tym można już właściwie nic nie robić. Super, nie?

Nie piszę tego tylko po to, żeby Cię wkurzyć (choć trochę po to też :-)). Chcę dziś powiedzieć, że mamy wpływ na drobiazgi, na jakieś 2-3% naszego funkcjonowania. I uważam, że warto się dla nich trudzić, męczyć i siebie zmieniać. I jak czytam coś w stylu:

“Przestań narzekać i użalać się nad sobą. Życiowe zakręty kierują Cię na Twoją ścieżkę. Możesz nie widzieć lub nie rozumieć wszystkiego, co się wydarzy, to może być trudne. Jednak gdy spojrzysz na to z perspektywy czasu dostrzeżesz, że doprowadziło Cię to do lepszego miejsca, ciekawszych osób, czy sytuacji, więc uśmiechnij się! Niech wszyscy uwierzą, że dziś jesteś silniejszy niż wczoraj, a tak się stanie”

ALBO

“Przestań być wszystkim dla wszystkich. Jeśli będziesz starał się być dla wszystkich może Cię to zniszczyć. Ale uśmiech jednej osoby może zmienić świat, może niekoniecznie cały, ale z pewnością jakiś fragment.”

…to zalewa mnie krew. Tętnicza.

Tłum ludzi lajkuje to na fejsie. Dlaczego? Bo jak to przelecisz wzrokiem, to wydaje Ci się to mądre i odkrywcze. I sprawia, że dobrze się czujesz, czujesz się wręcz uskrzydlony! Zrobię coś wyjątkowego! Będę się czuł dobrze sam ze sobą! W ogóle to zostanę Ikarem, ale dolecę do słońca i nie roztopią mi się skrzydła. A jakby przyszło do zrobienia jakiegoś konkretu… trochę kiszka. Bo jak tu nagle zacząć się czuć dobrze z samym sobą? Albo jak zrobić coś wyjątkowego? (w ogóle: co jest wyjątkowe?).

Nie czekaj na przełom w nowym roku, bo on najpewniej nie nadejdzie. Ale to nic. Masz swoje geny i swoje “miejsce urodzenia”. One są ograniczające (bo trawa zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu), ale stanowią też Twój najcenniejszy i unikatowy zasób. A największą Twoją szansą są te 2-3%, na które masz wpływ.

I to są pierdolety: co jutro zjesz na śniadanie? (bo dziś rano, to na śniadanie miałeś to co w lodówce, a na jutro zdążysz jeszcze zrobić zakupy). Jak spędzisz dzisiejszy wieczór? (czy pracujesz, czy prasujesz, czy może pogadasz z kimś, kto jest ci bliski). I tak z dnia na dzień. Krok po kroku. Robisz te swoje małe rzeczy. Pewnie nie możesz zmienić pracy, bo boisz się, że nie znajdziesz innej. Ale może możesz zacząć uczyć się czegoś nowego (za darmo, przez internet – żebyś nie mówił, że nie masz kasy i czasu na dojazdy)? Pewnie nie możesz zrezygnować ze słodyczy, ale może możesz raz w tygodniu jeść marchewkę zamiast czekolady?

I w grudniu 2015 okaże się, że jednak był przełom, tylko byłeś tak zajęty codziennym kopaniem, że nie zauważyłeś jak przekopałeś się na drugą stronę.

Przyłącz się do tych moich postanowień noworocznych. Ustal jeden cel. I na styczeń zaplanuj “plan minimum”. Pierdołę jakąś. Byle byś się pilnował i ją konsekwentnie robił. Na luty zaplanujesz sobie już większą pierdołę, zobaczysz. A ile będziesz miał satysfakcji…