Opublikowano: 5 listopada 2015 o 12:12

Jak przetrwać jesień, przeżyć zimę i nie paść na twarz?

jak przetrwać

Ostatni tydzień był koszmarny. Apogeum nastąpiło w piątek przed wyjazdem do moich rodziców, bo odbyliśmy wszyscy karczemną awanturę o nic. Kiedy rozzszlochana leżałam na łóżku, a mój mąż ogarniał przestraszone dzieci – docierało do mnie, że znaki ostrzegawcze pojawiały się już wcześniej. Z dnia na dzień miałam coraz mniej energii, a tym samym – coraz mniej cierpliwości. Cały tydzień pokrzykiwałam na dzieci, więcej płakałam, niewiele zrobiłam z zaplanowanych rzeczy. I skończyło się wybuchem.

No nic. Przeprosiliśmy się i pojechaliśmy w trasę. Jeszcze w sobotę było mi ciężko, bo każde jęknięcie Dziecka nr 1 wyzwalało we mnie złość, choć już łatwiej było się kontrolować. Dochodziłam do siebie.

Rozmawiałam o tym z moim bratem, który jest trenerem kalisteniki (o tu można zobaczyć jego salę). A on do mnie mówi: “Słuchaj, a może Ty źle jesz?”. Pierwsza reakcja (na szczęście w głowie): “Co Ty gówniarzu będziesz mnie pouczał?”

A potem rachunek sumienia:
rano kawa i słodkie śniadanie, potem……………………………………………………………………………………………….jest 13.00 a ja jem coś słodkiego, potem………………………………………………………………..sensowny zdrowy obiad, ale jest już po 16.00, a potem………………………………………………………………………………………….kolacja po 21.00 jak dzieci śpią, a potem ……..to się dopiero zaczyna jedzenie. Kiełbaska, serek, czipsik, czekoladka itp itd.

Charola: $200 pesos
Mexicanwave / Foter.com / CC BY-NC-ND

“No dobra. Masz rację. Nie jem najlepiej. Myślisz, że to dlatego?”. Młody uraczył mnie wykładem o diecie paleo i konieczności jedzenia białka z samego rana. Nie wszystko pamiętam i nie wiem, czy chcę to stosować. Dotarło do mnie jednak, że jem przede wszystkim ZBYT RZADKO.

Jesień i zima to niedobry czas dla robienia czegokolwiek, może poza spaniem, piciem grzanego wina i jedzeniem czekolady. I czytaniem. Niestety, ani nasi partnerzy, ani dzieci, ani pracodawcy nie zwracają na to szczególnie uwagi. Trzeba więc sobie radzić. I o tym będziemy pisać.

Jak przetrwać i nie paść na twarz?

Wiecie, to jest tak, że czasu wszyscy mamy tyle samo. 24 godziny i schluss. Pewnie ze czterdzieści razy dziennie mówisz sobie, że gdybyś miała go więcej, to zrobiłabyś to lub tamto, a może nawet owamto by się dało. Problem z tym, że więcej czasu ni ma. I nie będzie.

Co gorsza, jeśli pracujesz długo, to z każdej kolejnej godziny zwrot w postaci efektu jest coraz mniejszy i mniejszy. Dlaczego? Bo wyczerpuje Ci się energia. Ale tu sprawa nie jest już tak beznadziejna: można ją wytworzyć albo odtworzyć i użyć. Fajnie, nie?

Podzielmy ją sobie (za Energy Project) na 4 rodzaje:

1. Energia fizyczna.
Wiadomo: spać trzeba, jeść trzeba, trzeba też regularnie odwiedzać toaletę. Ponadto przyda się i ruch i seks. Te czynniki zapewnią Ci podstawową energię – taką do ruszania nogami i rękami oraz do ruszania mózgiem. Energia fizyczna to “ilość” naszego paliwa. Absolutna podstawa. Czy wystarczy?

Jeśli potrzebujesz jej tylko do wykonywania czynności – jest OK. Jeśli chcesz, żeby Twoje życie miało określoną jakość – czytasz dalej.

Energy saver
boskizzi / Foter.com / CC BY-NC

2. Energia emocjonalna [nazwa trochę z dupy jak wszystko, co tłumaczone z języka language]
To po prostu Twoje samopoczucie. Można je podzielić siekierą na DOBRE i ZŁE. Zakładam, że masz tak jak większość ludzi, czyli DOBRE SAMOPOCZUCIE + DUŻO ENERGII = LEPSZE ŻYCIE. Jeśli masz inaczej, to już może nie czytaj, bo nie wiem, co Ci powiedzieć.

Jasne, że nasze samopoczucie nie zależy tylko od nas. Ale umówmy się – wydarzenia w życiu to jedno, a to, jak je postrzegamy, to drugie (pisałam o tym tutaj i tutaj nawet więcej oraz także również tutaj). I na pewno jeszcze napiszę :-).

3.Energia umysłowa [i zaczyna się już robić niu ejdżowo i w ogóle zen i jeszcze jakoś]
Na szczęście chodzi o zwykłą koncentrację. Można mieć dużo energii, dobry nastrój, a mimo to (albo właśnie dlatego) spore problemy z koncentracją. O tym też już pisałam tutaj oraz tutaj i napiszę więcej, bo mam na to nowe patenty.

momento zen
silkegb / Foter.com / CC BY-NC

4. Energia duchowa [ommmmmmmmm]
Bardzo mi się podoba ten czwarty rodzaj. Bo to coś, o czym często zapominam. To poczucie celu i sensu tego, co robisz. Nieważne, co to jest. Naprawdę nieważne.

No i jak już te cztery masz, to jedziesz z koksem cały rok. Jesień, zima, pies to drapał. Nawet w przedwiośnie dajesz radę.

Tylko skąd wziąć te energie wszystkie? No toż nie z powietrza.

O tym będzie w następnych odcinkach….

Na pierwszy ogień pójdzie albo jedzenie albo sen (w zależności, czy moja ukochana przyjaciółka wyrobi się z jedzeniowym postem – bo ja naprawdę nie jestem ekspertem)

A zanim dojdzie do następnego odcinka, to weź zrób trzy rzeczy:

1. Zapisz tego posta w zakładkach i poczytaj linki, które są w środku. To są starsze posty, ale wcale nie jakoś głupsze niż ten :-)

2. Podziel się postem na fejsbuku, to może będziemy mieli mniej jesiennych zombie. (możesz też udostępnić te, które podlinkowałam. Nie znajdziesz tam pod spodem prośby o udostępnienie, bo się wtedy jeszcze wstydziłam o to prosić. Teraz się już nie wstydzę.)

3. (dla chętnych) Polub Zapas Czasu na fejsbuku, bo tam będą linki do innych mądrych ludzi co mają coś do powiedzenia w kwestii energii.