Opublikowano: 18 marca 2016 o 09:39

Jakim pytaniem można mnie zagiąć?

hope-1310367-1279x1703

Wtorek wieczór. Klub Przedsiębiorczych Mam w Gdyni. Kawiarnia Ciuciubabka pełna fajnych babek. A na środku ja. Na fioletowym fotelu. Opowiadam o tym, co to dla mnie znaczy przedsiębiorczość, jak wygląda moje życie, dlaczego tyle planuję i mało robię spontanicznie, że związek to ciężka praca, a nie żadne tam tiru riru. Czyli same przyjemne rzeczy. I w pewnym momencie pada pytanie: “A kto jest dla Ciebie ważny? Kto jest dla Ciebie punktem odniesienia, jeśli sprawy nie idą po Twojej myśli?”. Na początku w ogóle nie zrozumiałam o co chodzi. Patrzę tępo na Agę, a ona mówi: “No wiesz. Jak rzeczy idą nie po Twojej myśli, coś złego się dzieje, to co Ty robisz? Do kogo się zwracasz?”

I ja sobie uświadamiam, że jest jedna, jedyna odpowiedź na to pytanie. Uświadamiam sobie też, że boję się jej udzielić. Bo co one o mnie pomyślą? Ja. Mądra. Zaradna. Stosunkowo ładna. Całkiem miła. I mega przedsiębiorcza.
No więc zaczynam się nerwowo śmiać, zakrywam rękami twarz. Aga mówi: “Ale spoko, może nie chcesz o tym mówić?”
A ja chcę, tylko ….się boję. No bo co one sobie o mnie pomyślą?

No więc wzięłam tak dużo powietrza jak tylko się zmieściło (to jedyny skuteczny sposób na strach, jaki znam) i wypalam: “Jak coś idzie źle, to ja się modlę.” I cisza. Ale (ku mojemu zdziwieniu) wcale nie niezręczna. Tylko taka rozumiejąca. Akceptująca. Może trochę refleksyjna. No i zdziwiona ta cisza była też.

– Nie tego się spodziewałaś, co? – pytam Agę
– No… tego to nie – śmieje się do mnie.

Tak właśnie mam. Robię, co mogę, żeby panować nad rzeczywistością: planuję, pracuję, sprawdzam, czy dobrze wyszło i czy coś zmienić, wkładam dużo pracy w związek i w relacje z dziećmi. Ale kiedy dzieje się coś, na co nie mam wpływu – modlę się. Bo to pomaga mi pamiętać, że nie kontroluję wszystkich i wszystkiego. I że nie muszę. Bo ON ogarnia sprawy lepiej. Czasem próbuję się ugadać, zaproponować zmiany w Wielkim Planie – ale nie wkurzam się, jak robi po swojemu. Jego prawo.

I jest jeszcze jeden moment, kiedy się modlę. Kiedy mi się coś udaje. Wtedy dziękuję. Bo uświadamiam sobie, że to naprawdę nie moja zasługa, że: jestem zdrowa, mieszkam w kraju, w którym na głowę nie spadają bomby, moi rodzice uważali wykształcenie za ważne i włożyli sporo kasy, żebym mogła je mieć jak najlepsze, moi rodzice są w ogóle spoko ludźmi i z relacji z nimi mam więcej korzyści, niż strat, spotkałam na Pogorii faceta, który okazał się być idealny dla mnie i jest idealny od prawie 10 już lat. Umówmy się – te wszystkie czynniki były zupełnie poza moją kontrolą. Dostałam je. Więc dziękuję, jak za każdy dobry prezent.

Wielkanoc już za tydzień. Moje ulubione, wyczekane Święta. Czas, w którym przypominam sobie, że moje życie oparte jest na zupełnie ponadczasowej prawdzie, że dobro jest silniejsze niż zło. I że największą siłą w życiu jest nadzieja.

Życzę Ci więc, żebyś miała tej nadziei jak najwięcej. I żebyś pamiętała, że oprócz umysłu i emocji masz też ducha, o którego warto zadbać. Bo to prawdziwe paliwo rakietowe. (Jeśli masz poczucie, że bełkoczę, to przeczytaj ten post – więcej wyjaśnia).

Pod takim osobistym postem aż głupio napisać “podziel się tym postem ze znajomymi”. No, ale do cholery, jaka jest inna droga, żeby ludzie zobaczyli, że duch jest też ważny? Możesz im albo powiedzieć w twarz albo wrzucić ten post na fesja – Twój wybór.

  • Komentarze

    komentarzy

  • Jedna odpowiedź do “Jakim pytaniem można mnie zagiąć?”

    1. Mari pisze:

      Bardzo odważna odpowiedź. I nawet nie taka straszna. Bo z Bogiem tak jest, że czasem trudno o nim coś powiedzieć. A jeśli się już powie, to okazuje się, że można o Nim porozmawiać z innymi.

    Dodaj komentarz