Opublikowano: 8 listopada 2015 o 21:05

Jesień wkurza? Zjedz ją. Lepiej się poczujesz.

zjedz jesień

Wstajesz rano i jest ciemno, wracasz z pracy – też jest ciemno. W zasadzie, masz ochotę wejść pod koc, zrobić sobie kawę/herbatę/grzańca, postawić obok talerz ciastek albo rynienkę z ptasim mleczkiem i przetrwać do Bożego Narodzenia. Marta prosiła, żebym napisała o tym, co można jeść i pić, żeby było lepiej. Oto moje jesienne sposoby na przetrwanie.

1. Jem dobre śniadanie

Brzmi jak truizm, mantra powtarzana przez wszystkich do znudzenia. Ale dobre śniadanie naprawdę może nie tylko poprawić nam poranny nastrój, ale też dostarczyć ładnych zdjęć na instagram. I pozwoli przetrwać podróż do pracy bez ataków złości z powodu spadającego poziomu cukru. U mnie działa.

Zawsze na śniadanie polecam jaglankę z bakaliami lub płatki owsiane z owocami i bakaliami. Jedno i drugie można ugotować wieczór wcześniej, a rano podgrzać z wodą/mlekiem/mlekiem roślinnym/sokiem jabłkowym. Wszystko hojnie posypujemy ulubionymi orzechami, bakaliami i mamy ładne śniadanie. Opcją dla tych, którzy lubią wcześnie wstać jest upieczenie śliwek (2 minuty w piekarniku z grzaniem od góry), gruszek lub jabłek. Dodajemy je do płatków i kaszy.

Dlaczego nie polecam kanapek? Uważam, że dobrze jest zjeść ciepłe, zbożowe śniadanie. Ono dobrze rozgrzewa, daje poczucie sytości i skutecznie „włącza” nasz układ pokarmowy. Jeśli nie lubisz jaglanki czy płatków owsianych, możesz sobie na suchej patelni usmażyć placki – np. najprostsze pancakes albo takie pomarańczowo-cynamonowe . Możesz usmażyć białostocki klasyk – placki z twarogiem lub zrobić „odzyskiwany chlebek”

Jamie Oliver's One-cup pancakes with blueberries

2. Ogrzewam się/rozgrzewam się

Nie wiem jak Wy, ale ja marznę. Ciągle marznę. Przez pewien czas wierzyłam, że na takie marznięcie pomaga picie ciepłej herbaty. Albo kawy. Na mrozie. Nieprawda! Nie dość, że nie pomaga, to bardzo skutecznie wywołuje ból gardła. Najlepiej na rozgrzanie pomaga picie ciepłej wody. W pomieszczeniach. Przez cały dzień. Czyli odstawiamy butelkę z mineralną na bok, a w zamiast za to nalewamy sobie do kubka wrzątku. Czekamy, aż nieco ostygnie i po prostu pijemy. Albo trochę podgrzewamy naszą wodą mineralną – nic jej się nie stanie. To sposób, który podpowiedziała mi Maia Sobczak, autorka bloga Qmam Kasze. Ciepła woda świetnie nawilża i daje poczucie ogrzania. To szczególnie ważne, jeśli opijamy się hektolitrami wysuszającej herbaty, czy kawy. A jeśli chodzi o rozgrzewającą kawę to bardzo polecam przepyszną kujawiankę (czyli zbożówkę), którą robi się bardzo prosto. Do rondelka wsypujemy 3 płaskie łyżeczki kawy zbożowej, dodajemy łyżeczkę cynamonu, ½ łyżeczki kardamonu, wlewamy 1 szklankę wody. Doprowadzamy do wrzenia i gotujemy 30 sekund (uwaga! Kawa zachowuje się jak mleko i „podchodzi” w rondelku). Potem przelewamy do kubka (najlepiej przez sitko) i podajemy z łyżeczką miodu, z mlekiem lub bez.

coffee
victorcamilo / Foter.com / CC BY-ND

3. Jem zupy

Z tego samego powodu dla którego piję ciepłą wodę, jem zupy. Zupy rozgrzewają, są lekkostrawne i proste. Można sobie zrobić zupę z dyni, ze słodkich ziemniaków, można rozgrzewać się rosołem. A można też sobie kupić zupę krem z brokułów, marchewki, czy buraków i odgrzać ją w pracy w mikrofalówce. Zupy, oprócz poczucia sytości, dają też poczucie, że naprawdę o siebie dbamy. Tyle warzyw, tak zdrowo… Pascal Brodnicki poleca jedzenie zupy na kolację – nawet bardzo późną kolację. I to rada, która jesienią świetnie się sprawdza. Bo po całym dniu chcemy zjeść coś ciepłego, coś na szybko, ale boimy się, że zaraz na naszym talerzu wyląduje buła, wędlina, drożdżówka, czekoladka, a potem w zasadzie wszystko, co mamy w lodówce.
Co zrobić, żeby zupa była szybkim daniem? Najlepiej raz w tygodniu ugotować gar wywaru warzywnego albo mięsnego, a potem odlewać tyle, ile zjemy i dodawać do niego to, co na co mamy ochotę. Zupa będzie gotowa w 20 minut.

4. Jestem dla siebie wyrozumiała

Nie ma lepszej pory roku na jedzenie czekolady, picie czekolady i pieczenie czekoladowych ciast niż jesień. Po prostu NIE MA! To pewnie czysty atawizm. Jesienią potrzebujemy tłuszczu i cukru. I naprawdę nic nam się złego nie stanie jak raz na jakiś czas kupimy sobie ulubionego batonika, ciasteczka czy ciasto. Problemem jest tylko moment w którym zapychamy się tym, bo nie mamy w zasięgu nic innego. I tutaj płynnie przechodzimy do najważniejszego punktu tego całego tekstu.

Aih. / Foter.com / CC BY

5. Dbam o siebie i jem często

Przerabiałam w swoim życiu bardzo różne sposoby odżywiania się (lub nieodżywiania się) i z pełnym przekonaniem mogę wszystkich zachęcić do tego, żeby jeść. Ja wiem, że pracujesz, studiujesz, jest ci trudno, zakupy popołudniami to masakra, nie znosisz kolejek, wolisz zamówić pizzę albo wciągnąć porcję zupki chińskiej. Ale tu chodzi o Ciebie. I na pewno przynajmniej raz dziennie możesz zjeść ciepły posiłek i na pewno w ciągu dnia możesz zjeść coś poza batonem. Pomyśl też, że jesień to jabłka, brukselki, dynie, gruszki, pietruszki, kalafiory, granaty, figi, pierwsze cytrusy. Czyli ciągle mamy w czym wybierać. Od grudnia będzie nieco trudniej.

A jeśli naprawdę nie masz pomysłu na szybką kolację, to zrób sobie domową pizzę. Taką w kwadrans. Wrzucisz na nią co chcesz, a następnego dnia spakujesz ją do pracy. A potem upiecz sobie ciasto. Zasługujesz. Brownie jest najlepsze. Nie, czekaj, jest coś lepszego – brownie z masłem orzechowym.

Dobrej jesieni!

Magda
www.crustanddust.pl

ps. Halo. To ja. Marta. Fajny post napisała ta moja przyjaciółka, nie? Podziel się nim na fejsbuku i koniecznie polub Crust and Dust

ps. 2 Dobrego energetycznego tygodnia Ci życzę.

photo by: