Opublikowano: 7 stycznia 2013 o 19:50

“Mój czas wykorzystuję nieidealnie” – wiele ról, wiele satysfakcji.

Role Reversal

Tak jak wczoraj obiecałam, bez zbędnego wstępu, oddaję głos Magdzie.

Jestem Magda. Jestem mamą 3 letniego Franka i rocznej Tosi, jestem blogerką, nauczycielką angielskiego i tłumaczką. Nie dałabym rady robić tego, co robię bez Adama. Uważam, że mój czas wykorzystuję nieidealnie i tylko dlatego jestem w stanie robić tyle rzeczy na raz. Po pierwsze, jakiś czas temu zaakceptowałam fakt, że nie wszystko będzie tak, jakbym tego chciała – nie będę spała tyle, ile chcę, nie będę miała codziennie świeżych kwiatów w wazonie (tak, kiedyś tak sobie wyobrażałam swój cudowny dom), nie będę miała codziennie czasu na układanie włosów czy czytanie książek. Dzięki temu poczułam się po prostu wolna. Sama ustalam priorytety, wybieram co jest ważniejsze (śpię dłużej czy piekę na śniadanie swoje bułeczki). Wiem, co muszę zrobić koniecznie, bo gonią mnie terminy. Wiem, co chcę zrobić dla własnej przyjemności. Ta wolność i możliwość wyboru sprawia, że czuję się szczęśliwsza i spokojniejsza.

Moja lista rzeczy „to do” jest listą otwartą. Każdego dnia coś z niej znika po to, by mogło się pojawić coś innego. Umiem spać ze świadomością, że coś mnie jutro czeka, bo nie traktuje tego jak przykrego obowiązku tylko wyzwanie.

To dość liberalne podejście do czasu przekłada się też na nasze życie domowe. Wstajemy z dzieciakami (zazwyczaj wcześniej niż byśmy chcieli), ubieramy się, jemy śniadanie, robimy jedno pranie, chwilę się bawimy, przygotowujemy dzieciakom obiad i przekąski. Zauważyliśmy, że im szybciej chcemy coś zrobić, tym bardziej się denerwujemy i mniej nam się udaje. Nie mamy stałego planu dnia, bo każdy nasz dzień wygląda inaczej. Zima jest porą roku szczególnie wymagającą ze względu na brak światła. Dla większości z Was jest to niewygodne ze względu na wstawanie, kiedy jest ciemno, pracę, kiedy jest ciemno. Dla nas ma to jeszcze jeden wymiar: trudno nam robić zdjęcia naszego jedzenia. Dlatego bywają dni, kiedy o 8 rano robimy 3 dania obiadowe tylko po to, by je dobrze sfotografować. Wtedy nasz poranek wygląda jeszcze inaczej.

Trzy razy w tygodniu przez 6 godzin dziećmi opiekuje się ciocia Ania. Wtedy wychodzę i pracuję – mam zajęcia z uczniami, tłumaczę, piszę posty na bloga. Kolejne 4 dni, jestem z Frankiem i Tosią sama lub jesteśmy wszyscy razem we czworo. Adam pracuje na uczelni, więc ma dość ruchomy rozkład zajęć. Franek ma swoje własne zajęcia z odkrywania świata raz w tygodniu. Taki „ruchomy” rozkład tygodnia sprawia, że zamiast trzymać się sztywno jakiegoś planu, jesteśmy wrażliwi na bieżące potrzeby nie tylko dzieci, ale też swoje. Jemy wtedy, kiedy czujemy się głodni. Idziemy spać, kiedy czujemy się zmęczeni. Zdaję sobie sprawę, że jest to kontrowersyjna kwestia, szczególnie dla rodziców mających stały plan dnia i cieszących się nim. My zaobserwowaliśmy, że pewne czynności powtarzają się regularnie, bo taka jest ich natura. My lubimy takie życie. Lubimy nasze wspólne 15 minutowe kawy w ciągu dnia czy wypady do przyjaciół.

Popołudnia spędzamy razem bawiąc się. Od Nowego Roku mamy postanowienie, żeby przestać kompulsywnie sprawdzać maila w trakcie wspólnych zabaw czy wspólnie spędzanego czasu. Po pierwsze, jest to niesamowicie irytujące – nagle ktoś odchodzi, wyłącza się, czyta maile i albo wraca z błogostanem na twarzy albo zaczyna zawzięcie odpisywać. Po drugie, dobrze nam robi takie rozdzielenie czasu. Kiedy któreś z nas czuje, że musi albo chce popracować – wychodzi do pobliskiej kawiarni lub do sypialni. Dla wszystkich jest to jasny sygnał, nikt nie czuje się ignorowany, zdenerwowany, spięty piętrzącymi się obowiązkami.

Zdaję sobie sprawę, że dla większości z Was jest to obcy rytm – większość ludzi ma regularną pracę, ich dzieci chodzą do przedszkola. Może się wydawać, że takie „elastyczne” życie jest dużo lepsze niż „poukładane”, ale nie jest ono idealne. Ceną naszych spontanicznych wypadów na kawę czy długich wspólnych zabaw jest praca wieczorem, w nocy, w weekend i święta. Kiedy dzieciaki pójdą spać, my siadamy do swoich komputerów i próbujemy poradzić sobie z listą „to do”, niezależnie od daty w kalendarzu. Po prostu, mamy swoje deadliny. Kolejną trudną kwestią bywa zmotywowanie się do pracy – żadne z nas nie czuje wzroku swego pracodawcy wypatrującego efektów pracy. Mamy zleceniodawców, których interesuje efekt naszej pracy, a nie jej przebieg. Nasz styl życia był naszym świadomym wyborem, więc nie narzekam. Próbuję tylko pokazać, że każdy medal ma dwie strony.

Ostatnia kwestia. Wydaje mi się najważniejsza w kontekście zarządzania czasem, priorytetów i szczęścia ogólnie. My i przyjaciele, którzy nas otaczają cieszymy się z tego, co mamy. Po prostu, każdego dnia staramy się zmaksymalizować poczucie zadowolenia z tego, co jest. Może i ktoś z nas marzy o wakacjach na Malediwach czy nowym Mercedesie, ale nie są to marzenia, których spełnienie ma nam zagwarantować szczęście. W kontekście zarządzania czasem jest to o tyle ważne, że nie fiksujemy się na osiąganiu tego typu celów. Organizujemy nasze życie tak, by móc spędzić dużo czasu z tymi, których lubimy, żeby móc ugotować coś dobrego i potem zjeść to w świetnym towarzystwie. Tak ustawione priorytety dają nam poczucie spełnienia.

photo by:
  • Komentarze

    komentarzy

  • 2 odpowiedzi na ““Mój czas wykorzystuję nieidealnie” – wiele ról, wiele satysfakcji.”

    1. Karol pisze:

      Skojarzyło mi się: “Nic lepszego dla człowieka,niż żeby jadł i pił,
      i duszy swej pozwalał zażywać szczęścia przy swojej pracy.”(Koh 2,24). Patrząc na takie życie wydaje mi się, że to jest życie w pełni. Nie czekacie na to: aż pojawi się mercedes, aż ktoś skończy studia, aż dzieci dorosną, by żyć. Żyjecie tu i teraz i jesteście szczęśliwi, a dodatkowo bardzo inspirujący :) pozdrowienia

    Dodaj komentarz