Opublikowano: 8 marca 2015 o 20:29

Nie da się. Nie da się. Nie da się.

anxiety

Zasłyszane w osiedlowej aptece:
– Czy mogłaby mi pani doradzić, jakie ja mam zrobić badania, żeby wiedzieć co mi jest? Bo biorę te suplementy i dalej się źle czuje?
– Najpierw proszę zrobić podstawowe badania: morfologię, mocz. Lekarz ogólny pani to zleci.
– Aaa. Pani kochana. To już robiłam. Wszystko dobrze wyszło. No ale biorę te suplementy: na odporność biorę i na menopauzę i witaminę D i wszystko, ale dalej się źle czuję. Już nie wiem, co mam brać.

Kurtyna.

Szkoła rodzenia. Po zakończeniu zajęć.
– Słuchaj. Ty jesteś psychologiem. Ja bym się chciała ciebie poradzić. Bo ja całą ciążę jestem zestresowana. Strasznie się stresuje, że dziecku coś się stanie, że będzie chore.
– Wiesz. Ja to trochę rozumiem. Też się stresowałam mocno. Jedyne, co mogę poradzić, to jak najrzadsze zaglądanie do Internetu, bo tam jest mnóstwo niepokojących historii, które tylko wytrącają z równowagi.
– No tak. Wiesz. Ja dużo tych forów czytam, żeby wiedzieć co i jak mam robić. No i wszystkiego pilnuję. Szczególnie posiłków. Nie jem cytrusów i czekolady, a rybę i mięso przygotowuję w rękawiczkach.
– Czemu?
– No bo listerioza…
– Ale wy ją potem na surowo jecie?
– Nie. No smażę albo gotuję.
– No to listerioza ginie w wysokich temperaturach. Po co rękawiczki?
– A no tak na wszelki wypadek…

Kurtyna.

Słuchaj kobieto. Słuchaj matko. Do Ciebie mówię. Nie da się. Nie da się. Nie da się. Nie da się.
Nie da się w stu procentach kontrolować rzeczywistości.

Dzieciak Ci choruje? Na pewno mogłaś temu zapobiec. Trzeba mu było dać kilo leków uodparniających i litr probiotyków, ale tych z prebiotykami, bo inne nie działają. Na pewno się przeziębił, bo czapka odsłaniała ucho, a rajstopki nie były na polarku. To wszystko Twoja wina. Powinnaś go lepiej pilnować. Więcej wiedzieć. Więcej czytać. Być mądrzejsza od lekarza. Od każdego. Być najmądrzejsza. Powinnaś wiedzieć najlepiej. Bo kto inny będzie wiedział? Nikomu już nie można ufać? Nikomu…

fear
xenonb. / Foter / CC BY-NC-SA

Jak często słyszysz ten głos w swojej głowie? Ja go słyszę prawie codziennie. Szczególnie, kiedy któreś z moich dzieci zaczyna smarkać albo kaszleć. Albo kiedy usypiam jedno dziecko, a drugie zaczyna płakać. Wiem, że jest z nim mój mąż. Ale czy na pewno ją weźmie na ręce. A może ona uleje, zwymiotuje, zachłyśnie się… Trzeba iść i sprawdzić. Przecież on sobie nie poradzi.

Czy mam jeszcze podawać przykłady, czy już wiesz o jaki stan chodzi?

Nieustanne poczucie, że ja zrobię coś lepiej, dokładniej, porządnie, jak trzeba. Co więcej – jak ja tego nie zrobię, to zawali się dom, wybuchnie wojna oraz skończy się świat.

Bullshit. Wiesz przecież.

Czemu więc skazujesz się na taki stres? Czemu chcesz rządzić światem?

Powiem Ci: Bo kochasz. Bo się boisz.

I to jest zupełnie normalne. I nic nie ma w tym złego. Dobrze, że kochasz. Tak kochasz, że czasem aż boli Cię w środku. Dobrze, że się boisz. Przecież kochasz.

MOTHER
jamesgoodmanphotography / Foter / CC BY-NC-ND

Ale musisz się opanować. Musisz, bo inaczej zwariujesz. I będziesz cała strachem i lękiem. A nie miłością.

Jak to zrobić? Siłą woli niestety. I…oddechem przeponowym. Kiedy dopada Cię strach, kiedy znów czujesz, że sama zrobisz wszystko najlepiej – usiądź na 30 sekund. Usiądź. Odłóż wszystko co masz w ręku. Przestań robić cokolwiek. Siedź. I oddychaj. Powoli. Głęboko. Aż poczujesz powietrze w całych płucach i w dole brzucha. Licz do 10. Jeszcze raz. I jeszcze. Strach i lęk powoli przejdą. Teraz spokojnie się zastanów. Co naprawdę MUSISZ zrobić Ty, a czego można w ogóle nie robić? Albo może zrobić to ktoś inny? Albo można zrobić to później?

Zrób tylko to, co rzeczywiście TRZEBA tu i teraz. A resztę czasu poświęć na:
– przytulanie
– zabawę z dzieciorami
– rozmowę z partnerem o tym, że się boisz (a nie udzielanie mu szczegółowej instrukcji wykonywania wszystkich możliwych zadań)
– siedzenie i oddychanie
– czytanie pokrzepiającej książki albo przeglądanie fejsbuka (a nie forów internetowych, gdzie diagnozuje się raka na podstawie bólu głowy i sraczki)
– ugotowanie czegoś smacznego (a nie stanie w kolejce w aptece po różnego rodzaju specyjały, które uleczą wszelkie dolegliwości tego świata).

Jesteś dobrym człowiekiem. Jesteś dobrą matką. Jesteś dobrą partnerką. Bo kochasz. A złe rzeczy będą się zdarzały, bo tak skonstruowany jest świat. Nie trać czasu na zamartwianie się i zapobieganie całemu złu. Korzystaj z niego, żeby dać sobie i innym jak najwięcej dobrych chwil, dobrych wspomnień, dobrych słów. To będzie Twoja największa tarcza i najostrzejszy miecz, jeśli rzeczywiście przyjdzie Ci walczyć z rzeczywistością.

Rusza mnie ten temat. Dlatego o nim piszę. Jeśli Ciebie też rusza – podziel się tym postem z innymi.

  • Komentarze

    komentarzy

  • 4 odpowiedzi na “Nie da się. Nie da się. Nie da się.”

    1. Adam pisze:

      Niedawno w radiu słyszałem reklamę “Twoje dziecko ma problem z zasypianiem? Podaj mu suplement który pomoże zasnąć”.

      I tak myślę – dzieci przecież zawsze były i będą hiperaktywne w porównaniu do dorosłych. Każdy rodzic przeżywa to, że chce aby wreszcie dziecko zasnęło. Ale propozycja, żeby dzieci “truć” jakąś chemią za to, że są dziećmi jest bezczelna.

      Takie firmy żerują właśnie na chęci rodziców do bycia lepszymi, albo przynajmniej mniej zmęczonymi.

      • Marta pisze:

        Mnie ta reklama też strasznie wkurza. Bo są inne sposoby na usypianie dzieci. Ale… reklamy innych suplementów opierają się o lęki rodziców, a nie o ich “wygodnictwo”.

    2. Diana pisze:

      Doszłam do takiego wniosku siłą własnych szarych komórek, a jednak… wciąż mam ten problem. Bo pewna Życzliwa Osoba niezmiennie powtarza, że powinnam była zrobić inaczej: “zobacz, ma katar – mówiłam, żebyś cieplej ubrała, a ty tak wyziębiasz wiecznie to biedne dziecko”; “Trzeba było nie jechać tak daleko, to dlatego urodziła się wcześniej. Nie jeździ się (…)”; “idź, mu (ojcu dziecięcia) zabierz, przecież u Ciebie uspokoi się szybciej” – i tak w nieskończoność. Prośby i rozsądne argumenty nie docierają, chyba muszę wyhodować grubszą skórę. Dobrze przeczytać, że to jednak z mojej strony rozsądek a nie brak serca.

      • Marta pisze:

        Życzliwa Osoba zdania nie zmieni. Wojna na argumenty tylko Cię wyczerpie. Podziękuj Życzliwej za “dobre rady” i powiedz, że traktujesz je jako wyraz troski o siebie, za którą oczywiście dziękujesz, bo to miłe, że ktoś się troszczy. Z racji na to, że jest to Wasze dziecko i Wy ponosicie za nie odpowiedzialność, będziecie robić tak, jak Wy uważacie za stosowne. Gdybyście jednak mieli jakieś wątpliwości, tudzież nie mieli pomysłu jak w danej sytuacji postąpić – w te pędy udacie się do Życzliwej po radę. A skórę wyhoduj tak czy siak. Niechybnie się przyda.

    Dodaj komentarz