Opublikowano: 26 października 2015 o 10:32

Odmów dziecku – bądź człowiekiem.

nie

“Syneczku. Mamusia teraz robi halo halo. Pójdźkaj sobie do zabaweczek, a mamusia zaraz przyjdzie i się z tobą pobawi.”
– “Ale ja chcę teraz się z Tobą bawić!!!! AAAAA…OOOOO….UUUUU…Łup Łup [odgłos walenia głową w podłogę]

O słoniocy!

Pamiętasz, kiedy ostatnio odmówiłaś czegoś swojemu dziecku? Nie mówię o zabranianiu zabawy granatem albo wyjadania cukru z cukiernicy. Mówię o odmowie czegoś, czego chciało, mimo, że to nie było niebezpieczne, czy szkodliwe. Na przykład: zabawy w dom, układania puzzli, czytania książki, usypiania (odesłałaś partnera do tego zaszczytnego zadania), pójścia na plac zabaw itd.

Jeśli jesteś podobna do mnie i pewnie do wielu innych mam, to za każdym razem, kiedy to robisz (albo nawet o tym pomyślisz), włącza Ci się poczucie winy. Zła matka. Zła. Nu nu nu. A jeszcze zewsząd dochodzą głosy, że jak się dziecku czasu nie poświęca, to ono wyrasta na patologię skrajną. Jak się z nim nie bawi, to jest otyłe i ma cukrzycę, bo zajada smutki, a jak się mu nie czyta, to jest analfabetą i kultury wysokiej nie rozumie i w ogóle klęska na każdym polu.

Dziś wyjątkowo nie dam zbyt wielu dobrych rad. Zadam Ci kilka pytań. Może szukając na nie odpowiedzi, znajdziesz w sobie coś ważnego, o czym zapomniałaś.

Secret little worlds
Steve took it / Foter / CC BY-NC-SA

Spośród pierdyliarda powodów, dla których rodzice nie odmawiają dzieciom, wybrałam dwa, które wydają mi się ważne. I nieoczywiste.

1. Boisz się reakcji dziecka.

Kiedy odmówisz czegoś dziecku w wieku do lat czterech, to jest spora szansa na awanturę. Zakres może być różny: od pokrzykiwania i szybkiego pogodzenia się z odmową, po atak histerii z rzucaniem się na podłogę, sikaniem na dywan i wymiotami. Nie masz ochoty na znoszenie złości swojego potomstwa. Jasna sprawa. Ale czy tylko o to chodzi…?

A może gdzieś trochę głębiej myślisz sobie, że złość nie przystoi dziecku? Że jeśli dziecko się złości, to znaczy, że źle je wychowałaś. No bo jak to – dziewczynka z dobrego domu i tak krzyczy. Niegrzeczna. Brzydka. Wstyd.

A może jest tak, że czujesz się winna, kiedy dziecko się złości? Przecież skoro je kochasz, to ono nie powinno być na Ciebie złe. To znaczy, że coś zawaliłaś. Jeśli kochasz, to nie dostarczasz powodów do złych emocji. Jeśli kochasz, to przewidujesz reakcje drugiej strony i robisz wszystko, żeby zapobiec złym emocjom. Chronisz. Prawda???

No… tak jakby… NIE.

Otóż kochana, mam dla Ciebie “złe” wieści. Złość jest wrodzona. Rodzimy się wyposażeni w zdolność i umiejętność do jej wyrażania (reakcje “złościowe” pojawiają się ok 3-4 tygodnia życia dziecka). Złość razem ze smutkiem, wstrętem, strachem oraz radością i zaskoczeniem – stanowią nasze genetyczne emocjonalne wyposażenie.

I powiem Ci jeszcze, że złość jest całkiem użyteczna. Chroni nas przed chroniczną frustracją. Naturalna złość pojawia się, kiedy ktoś narusza nasze granice, kiedy odmawia zaspokojenia potrzeb. Co wtedy robimy? Albo walczymy (tu: charakterystyczne u dzieci ryki, tłuczenie mamy młotkiem do mięsa itp) albo uciekamy (tu: charakterystyczne dla nastolatków trzaskanie drzwiami do swojego pokoju i włączanie AC/DC na cały regulator).

Dobra złość nie jest zła.

Następnym więc razem, kiedy teściowa zapyta słodkim głosem: “No ja nie wiem, po kim ta Alusia tak się złości”. Odpowiedz: “Po homo sapiens, mamo”.

2. Zapomniałaś, że Ty też masz granice.

A właśnie, właśnie. Skoro o granicach mowa. Pamiętasz jeszcze, gdzie są Twoje?

To może być drugi powód, dla którego nie odmawiasz, mimo, że naprawdę nie masz na coś ochoty, a może nawet siły. Bo nie dajesz sobie prawa do swoich granic, do swoich ograniczonych możliwości, do zmęczenia, do smutku, do zniechęcenia, ani do przeziębienia nawet.

Skąd to się wzięło? Pewnie z wychowania…
Ale nie będziemy tam za bardzo grzebać, bo znów wyjdzie, że rodzice nas skrzywdzili. A to już wiemy.

Z małym dzieckiem jest pewien problem, bo możesz mówić o swoich granicach i potrzebach, ale jego i tak będzie na wierzchu. Co nie znaczy, że masz nie mówić. Mów mu, że jesteś zmęczona albo niewyspana. Mów, że jesteś zła. Niech wie, że takie słowa istnieją i że one opisują normalne, ludzkie stany, a nie jakąś skrajną patologię.

A starszym dzieciom nie bój się odmawiać. Tylko pamiętaj. Odmawiaj wtedy, kiedy naprawdę czegoś NIE CHCESZ. Nie odmawiaj po to, żeby “nauczyło się, że nie wszystko musi mieć” albo “żeby wiedziało kto tu rządzi”. Odmawiaj po to, żeby zachować swoje granice.

Nie wiem, czy rozjaśniłam, czy raczej bardziej zamotałam. Bo to w ogóle strasznie skomplikowane jest i trudno oddzielić mi ten kawałek o granicach od stawiania granic w ogóle – na przykład swojemu partnerowi, czy rodzicom.

Ale w październiku miało być tylko o dzieciochowaniu. Postanowiłam więc nie pisać o wszystkim na raz.

Jeśli nie wyczerpałam tematu, to zrób to za mnie w komentarzu. Dziękuję.

Jeśli masz jakieś pytania – możesz je zadać w komentarzu albo wysłać mi na maila czy innego fejsa.

A jeśli wszystko jest jasne i – dałby Bóg – jakoś pomocne, to podziel się postem ze znajomymi. Dzięki!