Opublikowano: 28 grudnia 2015 o 19:33

Postanowienia noworoczne? Tak, ale pod jednym warunkiem.

sukces

Idę ostatnio z przystanku do domu. Na billboardzie, który mijam – reklama linii lotniczych. Bungalow tuż nad brzegiem oceanu, na leżaczku piękny opalony koleś. W basenie, który wychodzi na sam ocean, piękna opalona kolesiówa. Piszą, że to Ocean Indyjski. Rozmarzyłam się…
Myślę sobie: “Borkowska. Patrz jak fajnie. Można by uskładać pieniądze, pojechalibyście sobie bez dzieci. Wzięłabyś grubą fajną książkę…”. I wtedy coś mnie zastanowiło. Skoro patrzę na ten przepiękny widoczek i pierwsza myśl, jaka przychodzi mi do głowy, to “miałabyś w końcu czas poczytać”, to ja chyba nie muszę nad ten Indyjski. Płacić takie pieniądze, za zaspokojenie potrzeby spokojnego czytania – no nie. Na to to mnie nie stać.

bora bora bungalows
simple.joys via Foter.com / CC BY-NC-SA

Te 30 sekund snu na jawie (brutalnie przerwanego przez moje racjonalne płaty czołowe) pokazał mi różnicę pomiędzy zachcianką, a potrzebą. Przy okazji udowodnił również, że ludzie od reklam robią dobrą robotę, ale to inna sprawa.
A że byłam wtedy w okresie intensywnego przemyśliwania postanowień noworocznych własnych oraz sposobów na wsparcie Was w realizacji Waszych, to od razu mi się skojarzyło, że często też podejmujemy postanowienia na bazie raczej zachcianek a nie potrzeb.

[Edit: Ostatnio widziałam jakiś inspirujący cytat, w stylu: “nie myśl o potrzebie, bo wtedy myślisz w kategoriach niedoboru i w ogóle zamykasz swój mózg”. No więc ja swój zamykam – uważam, że potrzeba jest fajna, może być rozwojowa, a jej świadomość raczej otwiera niż zamyka.]

Internet powoli się rozgrzewa w temacie postanowień. Za chwilę pojawią się konkrety tj. diety cud i oferty klubów fitness. A potem (około połowy lutego albo i wcześniej) globalne marudzenie, że nie działa, że nie warto, że do dupy i w ogóle.

A ja na przekór wszystkim i wszystkiemu twierdzę, że:

1. działa
2. warto

[Teraz będzie obowiązkowy fragment rozliczania się z ubiegłego roku. Możesz opuścić i przejść dalej.]

Z moich postanowień na 2015 (przeczytasz je tutaj) zrealizowałam dwa w całości, a trzecie (rozwój osobisty) się przedefiniowało w trakcie i spowodowało, że bardzo wzrosła moja znajomość niemieckiego :-).

Sprawdziła się też metoda postanawiania czegoś raz na miesiąc. Pozwoliło mi to widzieć postęp. A ja lubię robić postępy.

Personal Victory
Lotus Carroll via Foter.com / CC BY-NC-SA

Teraz znów zacznij czytać.

Żadne postanowienie się nie uda, jeśli nie będziesz miała w sobie przekonania, że to jest to, czego naprawdę chcesz. Będą chwile, kiedy zabraknie Ci silnej woli. Znasz to, nie? I wtedy jedyne paliwo, które ma jakąkolwiek szansę się przebić, to poczucie, że to dla Ciebie WAŻNE. Że chcesz tego najbardziej na świecie.

No i teraz, Szanowna Pani, największe wyzwanie dnia dzisiejszego przed Tobą. Ustalić, co tak naprawdę jest dla Ciebie ważne. Czego chcesz. Jakiej zmiany w sobie pragniesz w tym roku.

Wymyśliłam sobie takie trzy poziomy zaawansowania. Przeczytaj wszystkie i wybierz ten, który najbardziej Ci pasuje. Albo pomieszaj.

Poziom 1. Jednak chcę schudnąć.
Jeśli rzeczywiście masz tak, że chcesz schudnąć/ćwiczyć/lepiej się odżywiać/nauczyć się języka, to zanim podejmiesz to właśnie postanowienie, to porozmawiaj sama ze sobą i spróbuj zrozumieć, o co tak naprawdę Ci chodzi. Jak to zrobić? Zadając 5 razy pytanie “Po co?”.

Przykład pierwszy:
A: Chcę schudnąć.
B: Po co?
A: Żeby ładniej wyglądać.
B: Po co?
A: Żeby mieć większą pewność siebie.
B: Po co?
A: Żeby mieć więcej odwagi.
B: Po co?
A: Żeby umieć się lepiej przebijać w pracy.

Można to ciągnąć oczywiście, ale już po 5 “pocosiach” okazuje się, że to u podstaw tego schudnięcia leżą potrzeby/pragnienia, które można realizować na różne sposoby. Odwagi można się nauczyć inaczej, niż chudnąc.

Przykład drugi.
A: Chcę schudnąć?
B: Po co?
A: Żeby być zdrowszą
B: Po co?
A: Bo to dla mnie ważne.

No i tu są dwa pocosie. I nie ma o czym dyskutować. Trzeba chudnąć (jeśli rzeczywiście masz nadwagę!). Tylko bądź konsekwentna. Jeśli wartością dla Ciebie jest zdrowie, to trzeba postawić na pełnowartościową dietę, regularną aktywność fizyczną, odpowiednią ilość snu i dobre radzenie sobie ze stresem, a nie slimfasty,zioła ojca klimuszki i głodówkę przeplataną napadowym obżarstwem.

Poziom 2. Chcę mieć lepiej, ale nie do końca wiem jak.

Jeśli wraz z nadejściem nowego roku rodzi się w Tobie potrzeba zmiany, a nie widzisz jeszcze konkretnych celów, czy czynności, to poświęć chwilę, żeby zrozumieć, czego tak naprawdę chcesz. Poniżej kilka pytań, które mogą Ci w tym pomóc.

1. Co sprawiało Ci przyjemność, ale już tego nie robisz? Czy chcesz znów zacząć?
2. Jakie zajęcia/czynności sprawiają, że jesteś szczęśliwa? Czy wciąż to robisz? Czy chcesz znów zacząć?
3. Czy jest coś, co zawsze chciałaś umieć? Czy chcesz nauczyć się tego w tym roku?
4. Czy jest coś, co zawsze chciałaś zrobić? Czy chcesz zrobić to w tym roku?
5. Czy jest coś, co zawsze chciałaś mieć? Czy chcesz oszczędzać na to w tym roku?

Popatrz na swoje życie rodzinne, zawodowe, osobiste… Co Ci się w nim podoba? Z czego jesteś zadowolona? Jakich zmian chcesz?

Wypisz sobie wszystko, co przychodzi Ci do głowy na kartkę. A potem sprawdź, czy te rzeczy się nie wykluczają. Bo jeśli chcesz mieć więcej czasu dla rodziny i jednocześnie zarobić więcej na podróż do Australii, to jeden cel będzie sabotował drugi. Lepiej zawczasu wybrać to, co jest dla Ciebie ważniejsze. Nawet, jeśli to oznacza, że na Australię będziesz odkładać przez trzy lata, a nie przez rok. Albo, że w tym roku mniej czasu będziesz spędzać z dziećmi, bo chcesz więcej pracować (nie oceniam, naprawdę uważam, że jeśli np: w tym czasie Twój mąż może im poświęcić więcej czasu, to nic im nie będzie).

Wybierz trzy rzeczy. Nie więcej. Trzy wystarczą. Jeśli będziesz przekonana, że naprawdę tego chcesz, a Twoje postanowienia nie będą się wzajemnie wykluczały, to jesteś na prostej drodze do sukcesu. Teraz zostało tylko opracować ścieżkę działania. Podzielić ją na miesiące, na tygodnie i do dzieła. Mówię Ci. Działa.

Poziom 3. Nie wiem, co chcę zrobić, ale wiem, jak chcę żyć.

To jest level master. Nie bój się. Spróbuj.

Zastanów się, jaka jest Twoja życiowa misja (pisałam o niej trochę tutaj), i wtedy odpowiedz sobie na pytanie: czego potrzebuję, żeby ją realizować?

Ja naprawdę uważam, że satysfakcjonujące życie jest wtedy, kiedy człowiek nadaje mu sens. Dla jednego to będą podróże, z chęci poznawania. Dla innego dzieci, bo chce wychowywać, dawać z siebie. Dla jeszcze kogoś innego ratowanie zwierząt. I to wcale nie znaczy, że jak ratujesz zwierzęta, to już nie możesz pracować w dobrze płatnej pracy i kupić sobie sukienki. Chodzi o to poczucie sensu i celu, o robienie czegoś najlepiej jak się potrafi. Jak masz w życiu coś takiego, co daje Ci kopa prawie każdego dnia (nie róbmy z siebie cyborgów, “prawie każdego dnia” to i tak bardzo często), to nie będziesz miała problemu ani z wymyśleniem postanowienia, ani z jego realizacją.

No to teraz nadszedł czas, żeby pokazać Wam moje tegoroczne postanowienia. Trzy wystarczą.

1. Skończyć doktorat do 30 czerwca 2016 (bo kolejne pół roku będzie się pewnie procesował, zanim trafi do recenzji i w ogóle). [To jest po prostu dla mnie ważne. Nie wynika z mojej misji, bo zaczęłam go pisać zanim się zorientowałam, że mam misję taką, a nie inną. Ale nie jest też wspak mojej misji, nie sabotuje jej. Za to spełnia moje osobiste marzenie o tytule doktora przed nazwiskiem. O zasłużonym tytule :-)]

2. Nauczyć się jeździć samochodem (mam prawo jazdy. Zdałam za pierwszy razem 10 lat temu. I od tego czasu nie siedziałam za kierownicą. Długa historia.). W grudniu 2016 chciałabym już jeździć samodzielnie w mieście i na trasie. [a to z kolei jest wprost potrzebne do tego, żeby moja misja wspierania innych w dochodzeniu do szczęścia mogła się efektywnie realizować. Często prowadzę warsztaty czy konsultacje wieczorami, a komunikacja miejska nie jest wtedy aż tak efektywna jak w godzinach szczytu.]

3. Odgruzować mieszkanie. Mamy w nim mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, które zajmują tylko miejsce. Chcę się zająć ich redystrybucją. To postanowienie akurat jest wspólne. Nasze. Umówiliśmy się z mężem, że będziemy robili jedną rzecz w miesiącu. Zapiszemy ją sobie wołami w widocznym miejscu, żeby nie stracić motywacji. [to jest potrzeba moja i mojego męża. Wielokrotnie wyrażaliśmy ją wobec siebie. Czas zrealizować.]

No i to tyle. Trzy wystarczą.

A teraz najlepsze. Postanowiłam założyć grupę na fejsbuczku. Dla mnie (żeby mieć gdzie opisywać postępy), ale dla Ciebie też (żebyś miała gdzie opisywać postępy). Link jest tutaj. Wskakuj i zaczynamy!

Na stówę znasz ludzi, którzy mają trudności z realizacją swoich postanwowień. Podziel się z nimi postem na fejsie. Niech do nas dołączą.

Ps. W kolejnym – styczniowym już – poście napiszę Wam jak się za realizację zabrać. No i na grupie też będą wskazówki.

  • Komentarze

    komentarzy

  • 2 odpowiedzi na “Postanowienia noworoczne? Tak, ale pod jednym warunkiem.”

    1. IZA pisze:

      Marto znam super pana od nauki jazdy w gdyni. Dziesięć lat od zrobienia prawka nie jeździłam. Takie moje wiesz: nigdy sie tego nie naucze. Od wakacji jeżdżę. Po zakupy. Do przedszkola po dziecko. Do Ciuciubabki. W trasie też. Nie wypuszczam się w nieznane dzielnice. Ale i tak to dla mnie dużo… i będę szlifować dalej i pokonywać granice dzielnic i swoje. No i uwierzyłam, że niemożliwe nie istnieje. Olbrzymia motywacja do pokonywania swoich słabości.

    2. IZA pisze:

      Dzięki za post sporo wniósł w moje planowanie roku 2016 i pomógł mi w doprecyzowaniu celów.

    Dodaj komentarz