Opublikowano: 28 stycznia 2013 o 22:09

Przepowiedz sobie przyszłość

fortune teller

“Bycie mamą ryje beret” napisałam ostatnio na swoim profilu na fb. Zauważyłam bowiem, że wzruszają mnie filmy, czy zdjęcia, które kiedyś uznałabym po prostu za ładne. Jakaś taka się zrobiłam bardziej emocjonalna, powiedziałabym nawet “zmiękłam”. Byłam raczej zasadnicza i na pewno ironiczna. A teraz jestem milsza, bardziej wyrozumiała, spokojniejsza, bardziej cierpliwa.

Ale ja nie o tym…

Pod statusem jedna z moich koleżanek umieściła komentarz, który mnie zainspirował do napisania na blogu. Stwierdziła, że to jest okropne, że używam określenia “rycie beretu” na zmiany, które we mnie zaszły. Że tym samym umieszczam je w szeregu zmian niepożądanych i rozpowszechniam przekonanie, że emocje związane z macierzyństwem są jakieś takie niewygodne, niepotrzebne i w pewnym sensie – niewłaściwe.

I wiecie co? Zgadzam się z nią.   Dziś będzie więc o tym, jak zwykłe “gadanie” może zmienić rzeczywistość

Kiedy byłam z młodym na macierzyńskim, ktoś mnie zapytał: “To co, siedzisz teraz z dzieckiem w domu?”. Chciałam przytaknąć, ale szybko dotarło do mnie, że “siedzenie” to akurat ostatnia rzecz jaką robię, więc odpowiedziałam: “Nie. Nie siedzę. Jestem z dzieckiem w domu”. I od razu poczułam się lepiej. Przypominam o tym dziewczynom prowadząc zajęcia w szkole rodzenia. Wcale nie musimy używać takiego języka.  Mówienie o “siedzeniu z dzieckiem” i “ryciu bereta” powodują, że rola matki bywa niedoceniana, spychana na margines.

Jest taki mechanizm znany w psychologii pod nazwą “samospełniająca się przepowiednia”. Wykazano, że jeśli człowiek sobie coś wmówi to potem tak mu się w życiu dzieje.  A jak to dokładnie działa? Jeśli mocno w coś uwierzymy, zaczynamy się zachowywać tak, jakby była to już prawda. Weźmy dość banalny przykład: jeśli jesteśmy przekonani, że słabo nam idzie nawiązywanie kontaktów, to podczas imprezy zachowujemy się raczej “stonowanie”. Nie wychodzimy z inicjatywą, nie podchodzimy do nieznanych nam osób, raczej stoimy w kącie i czekamy, aż nas ktoś przedstawi. Kiedy opowiadamy komuś o sobie, to nie omieszkamy uwzględnić tego, że “słabo nawiązujemy kontakty”. Czasem odmawiamy nawet wyjścia na imprezę, gdzie będzie wiele osób, których nie znamy, tłumacząc się tym, że “nie jesteśmy najlepsi w nawiązywaniu kontaktów.” Jakie są tego skutki? Stajemy się osobą, która rzeczywiście słabo nawiązuje kontakty.

I z tym macierzyństwem jest dokładnie tak samo. Jeśli mówimy “siedzę w domu”, mam “zryty beret”, jestem “budyń z cukrem”, to tak właśnie widzą nas inni. A jeśli powtarzamy to odpowiednio często, to same tak zaczynamy siebie postrzegać i tak się zachowujemy. W efekcie tylko umacniamy stereotypy.

Na szczęście, samospełniająca się przepowiednia może działać też na naszą korzyść. Wstajemy rano i tak zupełnie bez powodu nabieramy przekonania, że będziemy dziś mieć wspaniały dzień. Czym to skutkuje? Jesteśmy wyluzowani, uśmiechnięci, rozsypany cukier nie wyprowadza nas z równowagi. Już jedna kłótnia rano mniej. W pracy uśmiechamy się do wszystkich, mamy full energii i wpadliśmy na świetny pomysł. Szef pomyślał: “Kurcze. Taka z niej kreatywna babka. Szkoda by było żeby poszła do konkurencji. Pójdę do HRów, może znajdzie się kasa na jakąś premię dla niej.”

Ten mechanizm jest nieświadomy. Raczej nie da się nim sterować , więc nie wszystko to, co sobie pomyślimy, od razu staje się rzeczywistością. Ale skoro wiemy, że tak to działa, to możemy wyłapać, że właśnie w niego wpadliśmy.

Zastanów się, co tak naprawdę myślisz o sobie? Skąd się wzięło to twoje myślenie? A może właśnie realizujesz jakąś przepowiednię? Może wcale nie jesteś niezorganizowany, rozlazły, nieatrakcyjny? Może tylko zachowujesz się tak – jakbyś był.

  • Komentarze

    komentarzy

  • 2 odpowiedzi na “Przepowiedz sobie przyszłość”

    1. Jest takie powiedzenie “Najlepszym sposobem przewidywania przyszłości jest jej tworzenie”. Dużo osób nie zdaje sobie sprawy z tego, że to gdzie teraz jesteśmy jest wypadkową decyzji, które podjęliśmy do tej pory. Dlatego warto już teraz pomyśleć o sobie w kontekście tego, kim chcemy zostać. Dzięki temu zaczniemy do tego podświadomie dążyć.
      W stanach przeprowadzono nawet badania na studentach (trwały kilkanaście lat). Pewien rocznik podzielono na 3 grupy: pierwsza nic nie robiła, druga miała opowiedzieć o tym jak widzą swoje życie za 5 lat a trzecia miała to opisać (tak szczegółowo jak to możliwe, wliczając w to liczbę dzieci i kolor mebli w kuchni). Po 5 latach udało się nawiązać kontakt ze znaczą częścią absolwentów tego rocznika. Okazało się, że swoje plany urzeczywistniła największa część osób z grupy, która je opisała.
      Pozdrawiam serdecznie!

    Dodaj komentarz