Opublikowano: 7 października 2015 o 10:37

Rodzicielstwo bliskości, a rzyganie tęczą.

rzyganie tęczą

[Może najpierw wyjaśnijmy sobie, skąd taki brzydki tytuł: Mamy w pracy takie zwierzę, jak “coaching peer-to-peer” (czyli takim ze swoimi koleżankami/kolegami). Akurat miałam sesję z A. Dziewczyna błyskotliwa, dowcipna i z ciętym językiem. Uczyłyśmy się właśnie, jak ma mówić do klientów, żeby aż tak cięty nie był :-). Podaję jej jakąś “delikatniejszą” frazę, a ona na to: “No tak. Ja słyszałam jak ty rozmawiasz. Normalnie rzygasz tęczą.” Ubawiłam się setnie, choć nie był to komplement. A wyrażenie na stałe weszło do słownika.]

Kiedy urodziłam Dziecko nr 1, wpadły mi w ręce dwie ciekawe książki: “Więź daje siłę” i “W głębi kontinuum”. Obie znalazłam na półce u koleżanki, z którą poznałam się na szkole rodzenia i przyjaźnimy się do dziś. Wtedy zakumałam czym jest “rodzicielstwo bliskości” i zrozumiałam, że chcę podążać tą drogą (rzyg, rzyg, rzyg – fioletowy). A potem poznałam jego ciemną stronę…

The Dark Side Of The Loom: the LP
aldoaldoz / Foter / CC BY-NC-SA

Rodzicielstwo bliskości oparte jest na teorii przywiązania (link do wikipedii – krótko i na temat). W skrócie chodzi o to, żeby dziecku (szczególnie do roku czasu, ale nie tylko) zapewniać jak najwięcej kontaktu fizycznego: przytulać, nosić, kołysać, karmić piersią, spać blisko itd. RB zakłada też, że różne dzieci mają różne potrzeby, a rolą rodzica jest te potrzeby rozpoznać i zaspokoić. Ważne jest, żeby to rodzic dostosował się do dziecka (jego rytmu dnia, chęci jedzenia itd), a nie odwrotnie. A już na pewno nie wchodzi w grę ustawianie dziecka w sztuczny rytm np: “jedz co trzy godziny, śpij co cztery itd”.

W teorii wszystko brzmi dobrze. I – przynajmniej moim zdaniem – jest naprawdę sensowne. Nasze dzieciaki tak właśnie chowamy. Karmię piersią, śpią obok (młodsze, bo starsze już u siebie), usypiamy na rękach (starsze już nie – na szczęście), przytulamy i w ogóle. Rodzicielstwo bliskości, aż gwiżdże normalnie (Rzyg rzyg rzyg – różowy).

Jest tylko jeden problem: częste wymioty prowadzą do odwodnienia.

Już na pewno o tym pisałam (o tu na przykład: klik klik), ale napiszę jeszcze raz: nikt tak jak matka nie jest narażony na poczucie winy. Pójdziesz do lekarza – okaże się, że coś robisz nie tak. Spotkasz się z koleżanką – okaże się, że możesz robić coś inaczej. Otworzysz komputer – a tam to już w ogóle stos rad, które się wzajemnie wykluczają, a jak nie zastosujesz się do wszystkich na raz, to uniemożliwisz swojemu dziecku dobry start. A rodzicielstwo bliskości potrafi być w sieci bardzo ortodoksyjne. Oj bardzo.

Mam taką dobrą koleżankę, która jest terapeutą rodzinnym. I to własnie ona opowiadała mi, że pracuje często z matkami, które tak się zapędziły w tym byciu blisko, że czują się winne za każdym razem, kiedy:
– odmawiają czegoś swojemu dziecku, np: nie chcą się z nim teraz bawić klockami,
– wychodzą z domu zostawiając dziecko z ojcem. I butelką (zła matka, zła),
– próbują przekonać niemowlę do spania we własnym łóżeczku (nu nu nu).

Polly hits the bottle

I w ogóle czują się winne, bo wciąż za mało czasu spędzają z dziećmi (o tym już też pisałam – tu), są za mało uważne na jego potrzeby, za mało je przytulają, niewłaściwie je karmią, no wiadomo – zawsze można lepiej.

I jej zdaniem rodzicielstwo bliskości w Polsce cierpi ze względu na samą nazwę – bo po angielsku to jest “attachment-based parenting”, czyli po naszemu – rodzicielstwo oparte na więzi. I powiem Ci, że tym stwierdzeniem walnęła mnie między oczy. I coś mi się przestawiło w głowie. I jest mi lepiej.

Więc od jakiegoś już czasu i sobie w głowie, i innym ludziom mówię, że chowam swoje dzieci zgodnie z zasadami rodzicielstwa opartego na więzi. A więź, proszę ja Ciebie, to nie jest TYLKO bliskość. To jest o wiele, wiele więcej.

To jest relacja dwóch osób, z których każda ma swoje potrzeby i ma prawo dążyć do ich zaspokojenia. Nie zachęcam Cię do tego, żeby przestać dzieciaka karmić, ani do tego, żeby nauczyć je samo zasypiać metodą: “Niech się wypłacze” (uważam ją za barbarzyństwo, serio). Ale, ale:

MASZ PRAWO DO SWOICH POTRZEB i do ich realizacji. Jasne, że okres macierzyństwa (szczególnie, kiedy dzieci są małe), to okres kiedy nie zawsze możesz je realizować. Ale to nie znaczy, że nie możesz ich po prostu MIEĆ. I – nawet więcej – możesz odczuwać ŻAL, że nie możesz ich zrealizować. I nawet FRUSTRACJĘ. I ZŁOŚĆ. I SMUTEK. I ROZCZAROWANIE. I BEZSILNOŚĆ.

I żadna z tych emocji nie czyni Cię złą matką. A każda czyni prawdziwym człowiekiem (jesteś też człowiekiem jeśli ich nie czujesz – choć trochę innym :-)).

I niech Cię ręka boska broni, żeby sobie tego prawa odmawiać. Czuj, co chcesz i ile chcesz. I wytrwale próbuj wyszarpać dla siebie kawałek dnia. Pamiętaj, że żeby komuś dać, to trzeba mieć. A skąd masz mieć? Ano właśnie z tych chwil tylko dla siebie. Kiedy nikt nic od Ciebie nie chce, nie wymaga, nie oczekuje (nawet Ty sama). To błogosławione chwile. I życzę Ci ich w życiu (nie, nie jak najwięcej, to byłoby głupie) tyle, żebyś nie cierpiała z powodu odwodnienia.

A teraz prośby dwie:
– jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś, to polub Zapas Czasu na fejsbuku. Znajdziesz tam ciekawe linki spoza bloga (tak tak, uważam, że są inni mądrzy ludzie, choć – szczerze – nie aż tak mądrzy jak ja), cytaty, ciekawe książki no i trochę zwykłego fejsbukowego materiału – zdjęcia, memy, śmieszne obrazki i historie “z życia wzięte”. Najczęściej z mojego.

– podziel się proszę postem ze swoimi znajomymi – myślę, że niejedna matka z niego dobrze skorzysta.

A jeśli jeszcze Cię nie odrzuca od dziecięcych tematów, to jeszcze dwa linki:

– O magazynowaniu sił tutaj.

– A tu możesz przeczytać o tym, czym kieruję się wychowując swoje dzieci – klik klik.

photo by:
  • Komentarze

    komentarzy

  • 3 odpowiedzi na “Rodzicielstwo bliskości, a rzyganie tęczą.”

    1. Gaja pisze:

      O jak ja Ci dziękuję za ten tekst! Dziś dosłownie dwa razy płakałam z bezsił padnięta matka z aureolą z drutu kolczastego… To że 3 latka chce spać ze mnà i jej tatą to nic ale 6ciolatek?? Trzęsie się ze strachu i płacze tak na siłę, wiesz jak jest…. A 1000 razy dziennie: Mamo pacz!!! Mamo! Maaaaaaamoooooo? mój pierworodny jest gadułą i wisi na mnie na tej więzi…..

    2. Kotmania.pl pisze:

      Budowanie więzi <3 śpiewam dzisiaj kolysanke swojej 3 latce : ".. ja Ci wszystko mogę dać…" a Ona słucha i mówi :" ale nie dawaj mi wszystkiego! Jak mi dasz wszystko to nic nie będziesz miała! Zostaw coś sobie" I tak mi dala do myślenia… Dawać akurat, nie za dużo, nie za mało- to daje dobra więź :)

    Dodaj komentarz