Opublikowano: 3 maja 2015 o 21:15

Szare dni, czyli wyznania osobiste.

animal-black-and-white-bulldog-316

Dziecko nr 2 popłakuje, otwieram oczy. Jest już jasno, zegarek pokazuje 5.30. Wcześnie. Za wcześnie. Słyszę szczęk klucza w zamku. Mąż wyszedł do pracy. Biorę małą do karmienia. Siadam na łóżku. Ziewam. Chcę jeszcze spać. Chociaż godzinę…
Tupot bosych stóp po podłodze. Oho. Młody wstał. Gramoli się do łóżka. Jęczy, że chce grę na telefonie i coś słodkiego. Mówię do niego, tłumaczę, ale czuję, że rośnie mi ciśnienie. Nie chce mi się z nim gadać. Nie chce mi się wychowywać. Chcę zawinąć się w kołdrę i spać. Czuję, że łzy napływają mi do oczu. Oho. Niedobrze.

Czarne dni. Szare dni. Smutne dni. Nie lubię, kiedy mnie dopadają. A niestety czasem przychodzą. Kiedyś tylko zimą, teraz już niezależnie od pory roku. Nie zdarzają za często i trwają nie za długo. Ale są wyczerpujące.
Ostatni rzut miałam teraz, dosłownie przed chwilą. Pisałam Wam, że czas trudny i nie było posta w poniedziałek. Potrzymało mnie prawie tydzień. Powoli odpuszcza.

Sick and Tired
Goldmund100 / Foter / CC BY-NC-SA

Po każdym takim “ataku” dowiaduję się czegoś o sobie, o świecie. Czy wychodzę silniejsza? Chyba nie. Ale czasem coś do tej mojej głowy dotrze. Tym razem dotarło, że:

Nie umiem sobie poradzić z utratą kontroli.
Nie tak dawno temu pisałam o panice, lęku. Pracuję nad sobą, ale każdy kaszel, stan podgorączkowy i fluki moich dzieci rozkładają mnie na łopatki. Czuję i panikę, że to coś poważnego, i poczucie winy, że o coś nie zadbałam i wreszcie złość – że znów całe życie domowe sprowadzi się do dużego pokoju, inhalacji, leków i wstawania w nocy co pół godziny. Mój misterny plan robienia Różnych Ważnych Rzeczy musi zostać zawieszony. Na jak długo? Nie wiadomo. I właśnie to mnie tak niemiłosiernie wkurza. Że mój plan wziął w łeb i nie wiem, kiedy znów będę w stanie coś zaplanować. Koszmar.

Doba ma 24 godziny. Nie wydłużyła się ani o jotę.
W ostatnich dniach naprawdę nie byłam w stanie niczym się zająć. Odłogiem leżał blog, doktorat i inne Ważne Sprawy. Nie wspominając już o Chodakowskiej, którą tak ochoczo zaprosiłam do siebie w kwietniu. Kiedy popatrzyłam na te wszystkie swoje plany i zobowiązania, zobaczyłam jaka ja głupia jestem. Jak but. Najpierw nawkładam sobie na głowę (sama, niczym i nikim nie przymuszana) pierdyliardy wyzwań, pomysłów i prac wszelakich, a potem się zastanawiam, dlaczego ciągnę nosem po ziemi, brakuje mi cierpliwości do wszystkich i wszystkiego i nie chcę wstawać z łóżka. Im więcej rzeczy mam na głowie, tym więcej zawalam i tym gorzej się czuję. Czas wrócić do małych porcji pracy, bo wtedy przynajmniej posuwam się do przodu. Jak myślamek (moje dziecko tak mówi na ślimaka), ale do przodu.

Nie wyleczyłam się jeszcze z perfekcjonizmu.
Dacie wiarę? I to nie tylko o zawodowe rzeczy chodzi. Chciałabym wyglądać nienagannie, być najlepszą matką, gotować najsmaczniejsze jedzenie i mieć najczystsze mieszkanie (mamo – jeśli to czytasz, nie śmiej się na głos z tego ostatniego, proszę). I to popycha mnie do wypełniania sobie dnia pod korek różnymi “wyzwaniami” np: ugotuj dwudaniowy obiad i jeszcze ciasto upiecz, poświęć 40 minut na ćwiczenia, odkurz, umyj podłogę i zrób porządek w szafie. Spędź czas ze swoimi dziećmi, najlepiej na rozwijających zabawach, a wieczorem – rozwijaj się. Jak kuźwa rozmaryn.

Baking perfectionists?
San José Library / Foter / CC BY-SA

Jest jedna droga do wyjścia z szarych dni. Zostaw się w spokoju.
Kiedy poczułam, że tonę w tej szarości i smutku, odpuściłam sobie wszystko. Przestałam ćwiczyć, przestałam pisać bloga, odłożyłam pracę nad doktoratem. Zajmowałam się dziećmi, robiłam jakieś jedzenie, a jeśli zdarzyła się wolna chwila, to czytałam albo oglądałam seriale. Równowaga wróciła. Znów się przekonałam, że nie jestem cyborgiem. Ciekawe, ile dni minie, zanim po raz kolejny sprawdzę, czy nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Mój mąż jest dobrym człowiekiem.
Zawsze to wiedziałam, ale w tych dniach czułam to mocniej. Kiedyś może bardziej nade mną skakał, współczuł, szukał sposobów na poprawę humoru. Teraz mniej koncentruje się na moim nastroju, ale bierze na siebie więcej obowiązków – co pomaga mi dojść do siebie. A tym razem zrobił jeszcze coś: Kilka dni temu przeglądałam szafę, żeby wyzbyć się ubrań, których już nie będę nosić. Niestety, były wśród nich ubrania, w które się po prostu nie mieszczę. Między innymi moje “skinny jeans”, które kupiłam 11 lat temu. Stoję w pokoju. Usiłuję je na siebie wciągnąć. No way. Obwód mam o jakieś 50 metrów za duży. Mój maż patrzy na te moje wysiłki i mówi spokojnie: “No co chcesz? Dwa porody. Biodra Ci się rozeszły”. Rozeszły się – same :-). Dzięki, że tak myślisz.

Skinny Jeans
Helldorado Berlin / Foter / CC BY-NC-ND

Tyle z moich zwierzeń. Chciałam Wam o tym napisać, bo wiem, że wiele z Was miewa takie dni. Może będzie Wam lepiej, kiedy uświadomicie sobie, że nie jesteście w tym sami. A że doszłam już do siebie, to przecież muszę na koniec udzielić Dobrych Rad. Ale dziś tylko dwóch.

1. Jeśli zdarzą Ci się “smutne dni” – zwolnij. Wymagaj od siebie niezbędnego minimum, a wszystko inne odłóż, żeby pozwolić sobie na regenerację. W przeciwnym wypadku będziesz miała poczucie, że wszystko zawalasz – a to nie pomaga. Rób tylko to, co naprawdę musisz. Często “smutne dni” są znakiem od organizmu, że już nie daje rady. Warto go posłuchać, bo jak się zbuntuje na fest – będzie gorzej.

2. Jeśli towarzyszysz komuś w jego smutnych dniach – nie zmuszaj go na siłę do aktywności. Najpierw po prostu się nim/nią zajmij. Nie mów nic w stylu: “No weź się za siebie.”, “Wszystko jest w Twojej głowie”, “Jak tylko się czymś zajmiesz – od razu Ci przejdzie”. Nieprawda. Nie przejdzie. Usiądźcie razem na kanapie. Obejrzyjcie coś. Wypijcie herbatę. Niech wszystko zwolni. Po 3-4 dniach możesz zacząć powoli mobilizować. Najpierw do małych rzeczy, potem do coraz większych. Powinno pomóc

Mały przypis: Kochani. Jakby ktoś miał wątpliwości – to nie jest wpis o depresji. Nie choruję na depresję. Miewam – jak każdy – stany obniżonego nastroju. Jeśli Ty albo ktoś z Twoich bliskich miewa je coraz częściej i trwają one coraz dłużej – warto szukać pomocy. Te rady, które wrzuciłam wyżej mogą być pomocne, ale na pewno nie wystarczą.

Jak zwykle uprzejmie proszę. Dzielcie się postem na fejsbukach i twitterach. Różne człowieki mogą z niego wtedy skorzystać. Nie będziecie im przecież bronić, nie?