Opublikowano: 12 kwietnia 2013 o 09:58

Uważam, że jesteś głupkiem – czyli jak sensownie krytykować?

feedback

Pamiętacie, kiedy ostatnio kogoś skrytykowaliście? Ale nie za plecami – tak w twarz. Mało mamy takich doświadczeń, nie? Tak naprawdę “w twarz” krytykujemy głównie w emocjach. Rodzic wrzeszczy na dziecko, nastolatek burczy na rodzica. Mąż krzyczy na żonę, żona wypłakuje mężowi  “Bo ty zawsze na mnie krzyczysz”. W takich właśnie warunkach dowiadujemy się najczęściej, że coś robimy nie tak. Urocze.

A. Zapomniałabym. Czasem dowiadujemy się od Joli, że Krzysiek powiedział, że był u niego Tomek, którego żona powiedziała mu, że ten nasz post na blogu, to był zupełnie bez sensu. Bełkot straszny. I powiedziała jeszcze, że “jak ktoś się nie zna na pisaniu, to nie powinien się za nie zabierać”. Łapiecie klimat, nie? I wtedy wzbiera w nas ból i żal, bo przecież post był i przemyślany i redagowany wielkrotnie, a my mieliśmy piątkę z polskiego (na starej maturze!) i na pewno umiemy lepiej pisać niż ta żona Tomka – analfabetka jedna.

I w jednym i w drugim przypadku kończy się rozżaleniem, smutkiem, złością. Nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanowić, nad tym, co mówi druga strona, nie mówiąc już o jakiejkolwiek zmianie zachowania. Co do zasady uważamy, że krytyka nie wnosi w nasze życie nic sensownego.

A kiedy dochodzi do sytuacji, w której rzeczywiście moglibyśmy powiedzieć coś negatywnego np.: nasza przyjaciółka kupiła sobie sukienkę, w której wygląda jak kaszalot, to co? Chowamy głowę w piasek. Bo jej będzie przykro… Bo to nie wypada… Bo to… Bo tamto… Kiedy ktoś jest wobec nas nieuprzejmy np.: sprzedawca, konduktor, to też w imię “grzeczności” nie mówim, że nam się to nie podoba. W ogóle nie informujemy, że to zachowanie jest dla nas nie do zaakceptowania (czasem się tylko awanturujemy, ale o tym powyżej).

Oczywiście są firmy, czy też środowiska zawodowe, w których panuje tzw. kultura feedbacku. Ludzie mówią sobie o swoich mocnych stronach i obszarach do rozwoju :-) (znaczy się o tym co jest fajne i co jest bez sensu), część zmienia swoje zachowanie pod wpływem takiej informacji, a wszyscy dość regularnie są szkoleni z jej udzielania.

I żeby nie było – to nie jest ironia. Sama pracuję w zespole, w którym feedback jest normą. Trudno mi się było przyzwyczaić, ale coraz mi z tym lepiej (choć zdarzają się dni, że mam wrażenie, że jak usłyszę jeszcze jedną informację zwrotną – niezależnie od jej wydźwięku – to zacznę krzyczeć). Ale to, że otrzymuję i udzielam informację zwrotną w pracy, wcale nie znaczy, że robię to na co dzień.

Popatrzcie. Gdybyśmy umieli kogoś sensownie skrytykować, to może zainspirowalibyśmy go do jakiejś zmiany. Jeśli nie mówimy, że coś jest nie tak, skąd ta osoba ma to niby wiedzieć? Ta “wykrzyczana” krytyka nie działa sensownie – w emocjach nikt nie zwraca uwagi na treść, a już na pewno nie będzie myślał o tym, jak może swoje zachowanie zmienić.

 O czym warto pamiętać, kiedy chcemy kogoś skrytykować?

  1. Mów o sobie. Wiem, że to brzmi bez sensu, bo w końcu krytykujemy kogoś. Chodzi o to, żeby wyrazić, że ta krytyka jest “nasza”. Zamiast: “Jesteś głupkiem”, mówimy: “Uważam, że jesteś głupkiem” (dobra dobra, nie mówimy tak, ale o tym w kolejnym punkcie).
  2.  Nazywamy konkretne zachowanie i swój stosunek do tego zachowania. “Nie lubię jak się tak zachowujesz” mówi ona. “Ale jak?” dopytuje on. “No tak jak teraz” – niecierpliwi się ona. “Ale o co ci chodzi?!” – on podnosi głos. Wyobrażacie sobie ciąg dalszy? A można powiedzieć: “Nie lubię kiedy opowiadam ci o czymś, a ty skaczesz po kanałach telewizora”. “Nie lubię kiedy przewracasz oczami jak mówię o mojej mamie”. Takie nazwanie rzeczy po imieniu wymaga od nas zdefiniowania, co tak naprawdę nam przeszkadza. Może się okazać, że tak naprawdę, to nic, a dziś mamy po prostu gorszy dzień. Wtedy należy powstrzymać się od krytyki. Z kolei osoba, do której trafia konkretna informacja ma świadomość, o jakie dokładnie zachowanie nam chodzi i łatwiej będzie jej je kontrolować (jeśli oczywiście zdecyduje, że nasza krytyka jest zasadna).
  3.  W pracy często mówimy jeszcze o zasadzie kanapki czyli opakowywania negatywnych komunikatów w pozytywne. Osobiście uważam, że w relacjach prywatnych nie jest to konieczne.  Choć warto pamiętać, że nie samą krytyką człowiek żyje i czasem trzeba też pochwalić (o tym w najbliższym czasie).
  4.  Moim zdaniem, szczególnie wśród najbliższych, warto krytykować po ochłonięciu. Nawet jeśli coś nas niemożebnie wkurzyło, to jeśli nam zależy na zmianie tego czegoś – poczekajmy trochę. W emocjach trudno jest coś konstruktywnego wypracować. Jeśli mamy potrzebę zrobić aferę – OK., ale nie oczekujmy, że ona spowoduje jakąkolwiek zmianę w zachowaniu drugiej strony

 Podsumujmy: osobiście, konkretnie, bez zbędnych emocji, a wszystko po to, żeby ta krytykowana osoba miała choć szansę nas usłyszeć i zrozumieć.

Oczywiście, że będzie jej przykro, może się obrazi, może będzie się upierać, że nie mamy racji. Jej prawo. My pokazaliśmy, że na tyle nam zależy, żeby odnieść się do zachowania, które uważamy za niefajne. A czy druga strona podejmie jakieś kroki? To zależy tylko od niej. Możemy sugerować, ale nie wymagać.

A jakie są Wasze doświadczenia? Zdarzyło się Wam kiedyś zmienić zachowanie pod wpływem czyjejś krytyki?