Opublikowano: 16 marca 2015 o 12:27

Zainwestuj w wolny czas – 10 sposobów

relax

Nie mam ani chwili wolnego czasu – mówisz. Wiem. Ja też nie. Jestem ciągle zmęczona – marudzisz. Wiem. Ja też jestem. Kiedy już nie muszę pracować, gotować, sprzątać i zajmować się dziećmi – to chciałabym się odmóżdżyć – stwierdzasz. A ja nie. Ja nie.

Zazwyczaj jak miałam wolną chwilę, to spędzałam ją w ten sam sposób. Czyli: siadałam do kompa/telefonu i odpalałam facebooka albo jakąś grę, nad którą aktualnie siedziałam. Czy mnie to odmóżdżało? O tak. Po stokroć. Czy dawało jakiekolwiek inne korzyści? O nie.

Postanowiłam ci ja (hej!), wziąć się za siebie (hej!) i spędzać choć trochę wolnego czasu w sposób sensowny (hej!).

Poniżej 10 sposobów na spędzenie “wolnego” czasu. Sposobów, które nie tyle “odmóżdżają”, co przestawiają myślenie na zupełnie inne tory. A to duża wartość w życiu, w którym zazwyczaj wszystko dzieje się tak samo i – co najgorsze – szybko. Nie wszystkie te sposoby wypróbowałam na sobie. Część z nich jest zapisem doświadczeń moich znajomych, którzy praktykują je z powodzeniem i dobrze na tym wychodzą.

1. Przeczytaj dobrą książkę.
Niby taka błahostka, nie? A kiedy ostatnio czytałaś coś ambitnego? Nie musisz czytać Joyce’a ani Prousta (tak tak, to najambitniejsze nazwiska, jakie znam). Wystarczy, że sięgniesz po coś, co jest napisane sensownym językiem, przez kogoś, kto miał coś ciekawego do powiedzenia. Pewnie już dawno nie czytałaś klasyki. Sięgnij po jakąś dobrą powieść. Nie lubisz powieści? Poczytaj reportaż, felietony, eseje. Jasne, że “czytadła” mają swój urok, ale weź sięgnij po coś co zmusza do myślenia. Może być tak, że będziesz czytać kilka stron dziennie. I bardzo dobrze. To nie znaczy, że jesteś głupia. To znaczy, że nie bierzesz udziału w wyścigu “przeczytaj milion książek w 2015” – i gud for ju.

Pomocne linki:
Ranking 100 najlepszych książek wg The Guardian – klik

Moja ulubiona seria reportaży Wydawnictwa Czarne – klik

Aha i jeszcze jedno: plis plis plis, nie czytaj kolejnego poradnika Briana Tracy.

2. Obejrzyj dobry film.
Jaki to jest “dobry”? Może taki, który ostatnio dostał jakieś nagrody? A może ten, wyreżyserowany przez kogoś ciekawego? A może ktoś Ci coś poleci albo znajdziesz jakiś ranking, który Cię zainspiruje? Ja nie jestem fanką filmów. Zazwyczaj mam wrażenie, że jestem zbyt zmęczona i że zasnę w połowie. A potem się okazuje, że oglądam go z zapartym tchem i potem jeszcze długo o nim myślę. Tak było na przykład ze Slumdog Millionaire (nie wiem, czy to dobry film czy nie, ale mnie poruszył). Albo z “Wyborem Zofii” (nie obejrzę go nigdy więcej, bo kosztował mnie mnóstwo emocji – ale warto było). Spróbuj aplikacji Filmweb albo załóż sobie u nich konto. Możesz tam zrobić filmową listę “to do’s”. Jak już znajdziesz ten wolny czas, to nie będziesz się musiała zastanawiać, co chcesz obejrzeć. Bardzo wygodne.

Pomocne linki:
Ranking top 500 filmwebu – klik

A jeśli koniecznie chcesz obejrzeć Bridget po raz setny – obejrzyj w oryginalnej wersji. Nauczysz się jak są “majtasy” w języku language.

3. Obejrzyj dobry serial.
Mnóstwo teraz różnych ciekawych rzeczy. Porozmawiaj ze znajomymi (ja kiedyś poprosiłam na fb o rekomendację – listę mam taką, że na następne 20 lat spokojnie wystarczy). Jesteś w stanie poświęcić temu tylko 20 min dziennie? – to akurat pół odcinka. Jutro obejrzysz drugie pół. Nie będę dawać linków do kolejnego rankingu. Mój absolutny must to “Downton Abbey”. Psychologiczny realizm postaci jest ogrooomnie wciągający. I jeszcze ten język. Majstersztyk.

Eee tam. Ambitny serial. Przecież i tak nie możesz się obyć bez “Przyjaciół”. – Ty patrz! To zupełnie jak ja :-). Oglądaj w oryginale. Dowiesz się jak zaśpiewać po angielsku “kotka śmierdziuszka”. Aha. Jak oglądasz film, czy serial w oryginale – załóż słuchawki. Dużo wyraźniej słychać. Baaaardzo pomaga.

4. Poczytaj coś w Internecie.
“Ależ ja czytam dużo w Internecie. Codziennie” – zakrzykniesz. I to chyba nie jest całkiem prawda. Jak znam życie, to raczej zasiadasz przed kompem z zamiarem zrobienia czegoś sensownego, a po pół godziny okazuje się, że jesteś na końcu internetów i podziwiasz tańczącą żyrafę tudzież hipopotama w kaloszach. Weź wybierz sobie 2-3 ciekawe artykuły/materiały i przeczytaj je od początku do końca. Oprzyj się chęci przelecenia wzrokiem nagłówków, bo to zazwyczaj kończy się decyzją: “Póżniej to przeczytam”. Później sróźniej.

Jeśli miałabym polecić Ci jedną rzecz, którą warto czytać – byłby to ten blog: http://zenhabits.net/

Robię to, pomimo, iż widzę wielkie ryzyko, że tak Ci się spodoba, że nie zajrzysz już na Zapas Czasu. Cóż. Czytelnik Nasz Pan.

5. Ugotuj sobie coś dobrego.
Jeśli umiesz ugotować tylko wodę na twardo i nie chcesz umieć więcej – zapomnij o tym punkcie. Jeśli jednak gotowanie sprawia Ci jakąkolwiek przyjemność – to jest dobry sposób na spędzenie wolnego czasu. Przy gotowaniu musisz być kreatywna i dokładna naraz. Musisz ogarniać ogół i szczegół. To dobre ćwiczenie dla mózgu.

Przepisów w sieci jest mnóstwo. Wiadomo. Ja polecam dwa miejsca:
1. Blog Kulinarny Moich Przyjaciół, czyli crustanddust
2. Strona zbierająca przepisy z różnych blogów – Tastespotting

6. Posłuchaj dobrej muzyki.
Ale posłuchaj. Czyli usiądź i słuchaj. Nie rób w tym czasie nic innego. Nie czytaj, nie prasuj, nie sprzątaj. Słuchaj. I myśl o tym, co słyszysz. Kiedy ostatnio to robiłaś? Pewnie gdzieś w okolicach szkoły średniej, nie? (Ja słuchałam wtedy The Doors, Nirvany i Metallica ).
Mi się nie zdarza odkąd padła nam wieża, bo nie cierpię słuchać na kompie. Ale tęsknię za Anną Marią Jopek, bo jej muzyka mnie tak wciąga, że nie potrafię przy niej robić nic innego.

7. Ułóż puzzle.
Srsly. To bardzo odprężające zajęcie. Angażuje te części naszego mózgu, których nie używamy na co dzień (chyba żeśmy inżyniery). Kiedym była młodym dziewczęciem, to rozkładałam puzzle kiedy miałam jakiś problem, bo mózg jakoś sam generował rozwiązanie podczas układania. Teraz znam nawet naukowe wytłumaczenie tego zjawiska :-). Puzzle układaliśmy (bo mój ślubny też lubi) jakiś czas temu, mamy nawet na ścianach efekty naszych prac – trochę cheesy, ale nam się podobają.

Zerknij sobie na puzzle Trefla – posortowałam Ci je po grupie wiekowej. Mają tam puzzle aksamitne i puzzle do kuchni i różne inne cudeńka – klik

8. Zagraj w planszówkę (albo inną grę).
Jak nie masz z kim zagrać w domu, to napisz na fb. Zdziwisz się, ilu Twoich znajomych gra w różne gry. I na pewno Cię nauczą, jeśli poprosisz. Na planszówkach się nie znam, na karciankach też nie, ani na RPG. Umiem grać tylko w karty. Umiem nawet w brydża. Pod warunkiem, że jestem trzeźwa jak świnia, bo przy dopływie jakichkolwiek procentów do mózgu tracę umiejętność liczenia. Jeśli nie brydż, to garibaldka – bardzo wciągająca gra dla dwóch osób.

Gdybyście chcieli zasięgnąć języka w sprawie planszówek – polecam sklep z grami moich znajomych – Casualgaming. Na pewno dobrze doradzą.

9. Robótki ręczne.
To nie jest wskazówka dla mnie, bo mi bozia dwie lewe rączki dała. Serio. Bez kokieterii. Ale można tyle ładnych rzeczy samodzielnie zrobić. Jeśli masz do tego dryg, to go nie marnuj. Zaoszczędzisz trochę kasy na ubraniach i akcesoriach domowych. A satysfakcja jaka…

Tu linków nie będzie, bo się tak bardzo nie znam, że aż nawet nie wiem, gdzie czegokolwiek szukać.

10. Nie rób nic.
Jeśli potrzebujesz prawdziwego odmóżdżenia – to jedyny skuteczny sposób. Usiądź, zamknij oczy i siedź. Nie myśl o niczym. Niczego nie słuchaj. Jeśli nie dasz rady siedzieć – wyjdź z domu. Idź (nie biegnij :-)) przed siebie, bez celu. Rozglądaj się. Pozwól swoim myślom wędrować. Daj sobie pół godziny na taki mózgowy reset. Gwarantuję Ci, że podczas takiej sesji odmóżdżania można przez przypadek wygenerować rozwiązania kilku palących problemów.

ps. Nikt mi nie zapłacił za to, że go tu polecam. Jakby co.

ps. 2. Nie zapłacę Ci za podzielenie się tym postem, ale myślę, że i tak warto. Choćby dlatego, że przecież mnie lubisz, nie?