Opublikowano: 24 lipca 2016 o 22:23

Znajdź swoje szczęście #3 – Weź w końcu k…wa odpocznij.

relax

Muszę Ci się do czegoś przyznać. Piszę tego posta tylko dlatego, że się z Tobą umówiłam, że będzie co poniedziałek. Bo inaczej bym nie pisała. Robię to dopiero w niedzielę wieczorem, co samo w sobie jest dziwne, bo często się chwalę, że robię rzeczy na zapas. Nie tym razem.

Pierwotny plan był taki, że trzeci post będzie o poczuciu kontroli. Ale nie będzie. Będzie o odpoczynku.

Co sobie myślisz, jak słyszysz “odpoczynek”? Bo ja teraz myślę przede wszystkim: bez dzieci. Gdziebądź. Ale bez dzieci. Czemu? Bo ja odpoczywam wtedy, kiedy mogę robić co chcę, wtedy, kiedy chcę. A to – jak wiadomo rodzicom – jest właściwie niemożliwe na urlopie z dziećmi.

Jakoś we wtorek w ubiegłym tygodniu podjęliśmy decyzję, że w piątek bierzemy dziatwę i śmigamy do Warszawy. Pociągiem. Nie żebyśmy mieli jakiś większy plan. Ot tak się nam zachciało. Ogarnęłam hotel, bilety na pociąg i…. spędziliśmy naprawdę świetny weekend we czwórkę.

A tym razem się okazało, że odpoczęłam na maksa, mimo, że spędziliśmy razem bite 48 godzin.

Mój mózg zazwyczaj analizuje takie odchylenia od normy. I tym razem wykrył, że istnieje kilka prawidłowości, które to umożliwiły. Chętnie się z Tobą podzielę, bo coś mi mówi, że mogą dotyczyć nie tylko mnie.

1. Daj sobie czas na detoks.
Wyjeżdżaliśmy w piątek. Pociąg godzinę opóźniony. Dzieci marudne bo pada, więc nie da się biegać po peronie. W przedziale dostawali małpiego rozumu. Serio. Burczałam na nich, pokrzykiwałam, wkurzali mnie na maksa. Chociaż docierało do mnie, że nie zachowują się jakoś gorzej niż zwykle. Tylko jakoś bardziej mnie wkurzają. A potem nagle… ZASNĘLI. OBOJE W TYM SAMYM CZASIE. Mogłam wyciągnąć nogi i posiedzieć w ciemności i ciszy. I te chwile wystarczyły, żeby mi się mózg przełączył. Na odpoczynek właśnie. Przestałam myśleć o tysiącu zawodowych spraw, które mnie dźgały swoją pilnością. A zaczęłam po prostu być tu i teraz. I kiedy budziłam dzieci, bo mieliśmy wysiadać, to byłam już (jakkolwiek durnie to zabrzmi) innym człowiekiem.

2. Nie udawaj, że odpoczywasz. Zostaw pracę.
Nie wzięłam komputera i nie zalogowałam się do hotelowego wifi. Owszem. Bywałam na fejsie. Ale to nie praca :-). Poza tym nie zrobiłam nic zawodowego. Kilka kwestii “przemyślało się”, ale bez mojego udziału. Po prostu wpadałam na dobre pomysły. Wzięłam książkę i gazetę, ale nic nie przeczytałam. Czemu? Bo mi się kuźwa nie chciało. I to było przyjemne niechcenie. Czego się dzięki temu dowiedziałam? Że najlepszym sposobem na niepracowanie nie jest “powstrzymywanie się siłą”, a po prostu zostawienie laptopa na biurku. Będę powtarzać ten manewr.

3. Nie planuj. Nic nie planuj.
Wyobraź sobie, że JA nic przez ten weekend nie zaplanowałam (oprócz sobotniego spotkania ze znajomymi, ale to musiałam, bo w grę wchodziły osoby trzecie). A tak po prostu wstawaliśmy, wybieraliśmy miejsce na śniadanie a potem szwędaliśmy się głównie po parkach i placach zabaw. Kładliśmy się na trawie, “jedliśmy pikniki” (by Dziecko nr 1), panował totalny luz i bezplan. Młody chciał jeździć metrem, jeździliśmy metrem. Chcieliśmy zjeść sushi, poszliśmy na sushi. Luz. Totalny luz i bezplan. I kurka wodna, chyba dzięki temu odpoczęłam najbardziej. A nie. Jest jeszcze jedna rzecz.

4. Odpuść.
No za to część z Was to mnie odsądzi od czci i wiary. Ale co mi tam. Na mnie to dobrze działa. Na co dzień dzieciaki chowamy możliwie zdrowo. Szczególnie, jeśli chodzi o jedzenie. Kiedy wyjeżdżamy, luzujemy jedzeniową smycz. Czemu? Żeby nie marnować czasu i emocji na dyskusje. Więc był i fastfood i słodycze i nawet – o zgrozo – coca cola. Z drugiej strony, przez 1,5 dnia w Wawie zrobiliśmy na piechotę 24 km. Tak podaje mój krokomierz. Ale tak naprawdę nie chodzi o bilans kaloryczny. Chodzi o to, że wszyscy mamy prawo mieć wakacje. Dla mnie, to wakacje od pracy. A dla moich dzieci – zluzowanie reżimu żywieniowego. Uważam, że to wprowadza do rodziny pewną równowagę i sprawiedliwość. Chcę, żeby moje dzieci miały od małego doświadczenie, że warto czasem “odpuścić”. Dla zdrowia psychicznego.

Dziś było krótko jak na mnie, ale nie zostawiam Cię z niczym. O nie. Wróć proszę do dwóch moich postów. Przeczytaj je, bo super uzupełniają to, o czym było dzisiaj.

Pierwszy z nich jest właśnie o odpuszczaniu sobie.

A drugi dotyczy rzeczy, z którą urlopujący rodzice stykają się non stop – zmiany planów.

Mam nadzieję, że weźmiesz sobie sprawę do serca. Jak Cię znam, to pewnie odpoczywasz mniej niż potrzebujesz. Ogarnij się kobieto, bo na oparach daleko nie zajedziesz.

Macham do Ciebie wypoczęta (a to były niecałe dwa dni) i zrelaksowana. Będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli podzielisz się postem ze swoimi znajomymi. Możesz ich nawet zaprosić, żeby polubili Zapas Czasu na fejsbuku. Dziękuję!