Opublikowano: 31 stycznia 2013 o 23:10

Zrób 3 kroki i zostań wylęgarnią pomysłów.

Każdy, kto kiedyś musiał coś “stworzyć” , doświadczył  tego ohydnego uczucia. Siadam przed kartką, komputerem, czy innym narzędziem twórzym… I nic…Pustka.  A miało być tak pięknie. Zaplanowaliśmy, że właśnie dziś, to napiszemy, przygotujemy. Mamy na to czas. Cisza, spokój, herbata… Tylko pomysłów brak. Czy można coś zrobić, żeby pojawiały się właśnie wtedy, kiedy ich potrzebujemy?

Żeby zostać prawdziwym kreatywnym wulkanem, trzeba się do tego (a jakże :-)) odpowiednio przygotować. Nasz mózg jest tak dziwnie skonstruowany, że nie zawsze generuje te najlepsze pomysły w tym momencie kiedy trzeba. Powiem więcej – zazwyczaj generuje je w chwili, kiedy się tego najmniej spodziewamy.

Zaproponuję Wam zlepek metod, które stosuję przy pisaniu tego bloga. Wymaga on ode mnie mnóstwo kreatywnej pracy (mam nadzieję, że nie podnosicie teraz brwi: “Naprawdę? Kreatywnej? A nie widać…“). Pokaże Wam to w 3 krokach, które prowadzą do napisania posta (postu???  – nigdy nie wiem).

  1. Generowanie pomysłów.

Na początku moim głównym pytaniem było: o czym ja w ogóle będę pisać? Żeby nie zastanawiać się nad tym z dnia na dzień, postanowiłam zrobić sobie burzę mózgu. Usiadłam nad pustą kartką i zaczęłam wypisywać wszystkie pomysły na tematy, jakie przychodziły mi do głowy. Najważniejsza rzecz: w tej fazie niczego nie można oceniać. Zrzucamy na kartkę wszystko jak leci. Z sensem, czy bez – to ocenimy później. Zrobiłam sobie jedną taką sesję  – trwała ona może pół godziny. Potem jakoś zebrałam, połączyłam to, co było podobne, ale nic nie wyrzucałam. Wszystko mam zapisane. Czas zweryfikuje, czy użyję wszystkich tematów, czy część wywalę. Pomimo tego, że mam dość długą listę, to za każdym razem, kiedy przychodzi mi do głowy: “Ooo… to nadaje się na bloga” – to wrzucam to do Evernote – programu, gdzie mam swoje notatki w chmurze. Mam go na laptopie w domu i w pracy, i na swojej komórce. Zawsze pod ręką. Pomysły przychodzą mi do głowy często wtedy, kiedy myślę o zupełnie czymś innym . Albo wtedy kiedy prawie nic nie myslę… Jadę kolejką, czytam gazetę, oglądam współpasażerów… i nagle – JEST. Pomysł na post. Zdarza mi się to też kiedy sprzątam albo usypiam młodego. Mózg ma wtedy wolne zasoby – i wykorzystuje je.

  1. Planowanie.

Na pewno spodziewaliście się, że prędzej czy później skłonię Was do zaplanowania czegoś :-). To ten moment. Kiedy zbliża się chwila opublikowania tekstu na blogu, odpowiadam sobie na pytanie: O czym teraz? (zazwyczaj robię to na 24 godziny przed wrzuceniem tekstu do sieci). Kiedy już wiem o czym będę pisać, to cały dzień trzymam to gdzieś z tyłu głowy i zapisuję sobie pomysły już takie bardziej szczegółowe na to, co ma się znaleźć w poście. Robię jakiś drobny plan, zapisuję luźne myśli. Zbieram materiał. Znów wykorzystuję ten mechanizm, że najlepsze pomysły pojawiają się same z siebie. Nie siedzę i nie myślę jakoś intensywnie. Po prostu raz na jakiś czas przypominam sobie: “Dziś piszesz o wylęganiu pomysłów”. I czekam.

  1. Realizacja.

Kiedy jestem uzbrojona w materiał, samo pisanie nie zajmuje już wiele czasu. Zawsze coś jeszcze przychodzi mi do głowy w trakcie tworzenia, ale szkielet już mam. Daję mu mięsko i skórę.

Zdarza się, że w ciągu dnia wpadam na to, że jednak chcę napisać o czymś innym  –  tak było na przykład z postem o decyzjach. Wtedy cały proces przebiega nieco szybciej, ale wciąż według tego samego schematu: generowanie – planowanie – realizacja. Ta metoda sprawdza się nie tylko do pisania bloga. Stosuję ją, kiedy przygotowuję zajęcia dla studentów albo warsztaty. Sprawdza się też przy tworzeniu ofert, raportów, czy innych dokumentów, które na co dzień popełniam w pracy.

Podsumowując: zamiast siadać i od razu próbować coś stworzyć – zrób mały zapas czasu. Poświęć chwilę na wymyślanie.  Nie na ocenianie. Potem chwila na planowanie. I dopiero potem “usiądź na jajku” – na pewno coś ciekawego się wykluje.